Forum Fandom Kluby i grupy USS Phoenix Lem i inni o Treku

Lem i inni o Treku

Viewing 2 posts - 1 through 2 (of 2 total)
  • Author
    Posts
  • Smok Eustachy
    Participant
    #240940

    Pozostawiam bez komentarza:

    Star Trek człekokształtny i rysowany: wszyscy w bluzkach kolorowych, których nigdy prać nie trza (jakoż i nie piorą), nikt do wychodka nie musi (jakoż i nie chodzą), guziki naciskają i straszne różne potwory ogniorzygne ich atakują, ale nic nie będzie, reżyser nie pozwoli, żyć musi i stałych dochodów potrzebuje i to mnie uspokaja,(...)

    Tym razem idzie mi o coś innego, mianowicie o to, skąd się bierze obecnie mój pesymizm w kwestii „humanoidalnych cywilizacji pozaziemskich”, czyli — bardziej „marzycielsko” — poszukiwania (sądzę, że daremnego) „braci kosmicznych w rozumie”. W naszym ludzkim rozumie, to trzeba pojmować niejako „samo przez się”, nie tylko dlatego, że trudzący się dla mamony, publiczności i telewizji Amerykanie wpychają na wszystkie miski satelitarne świata i we wszystkie kable na raz — tłok rzekomo panujących w kosmosie humanoidalnych ras, co się tak od siebie różnią, że jedni mają nosy rowkowane, inni olbrzymie uszy, albo noszą się w zbrojach à la imperium starorzymskie i pojawiają się z lubością w Star Treku na zasadzie „tu wlata, tam wylata, aqua destilata”. Traktowanie telewidzów jako kretynów wirtualnych, których możliwie prędko i definitywnie trzeba przekształcić w kretynów realnych, ta tak zacna aktywność zasługuje na przekleństwo osobno.

    PS: Wywody Lema zaczerpnąłem ze zbioru Sex Wars.

    Przyznaję, że socjalizm pojawił się jako tzw. epitheton ornans, ale moja ocena amerykańskiej SF niestety nic a nic się od tych ponurych czasów lizusostwa nie zmieniła. Kilka dni temu — piszę piątego września 1993 roku — oglądałem w SAT 1 odcinek rozciągniętego na lata serialu Star Trek. Jak można się z niego dowiedzieć, kosmos jest zapchany milionami cywilizacji, natomiast amerykański statek „Enterprise”, przypominający — mnie przynajmniej — oświetlony omlet z dwiema rurkami na widelcach (?), natrafia (takie spotkania są tam normalką) w pobliżu „strefy neutralnej” na statek jakichś Odmieńców (przepraszam za to, żem nazwy ichniej planety nie spamiętał). Ci Obcy, pokazani we wnętrzu swego pojazdu, mają na głowach rodzaj trójzębnych hełmów i przykre wyrazy twarzy, poświadczające ich paskudę (jakoś zdaje mi się, że odrobinę do Japończyków są podobni, ale to może moje złudzenie). Oczywiście posiadając bomby atomowe „starego typu”, promienie różnej śmierci, pole typu „czapki niewidki” i masę okrucieństwa, atakują „Enterprise”. Do tego, że cały kosmos w amerykańskiej SF mówi po angielsku z amerykańskim akcentem, jużem się zdążył przyzwyczaić, jak i do tego, że kapitan „Enterprise” (w takim barwnym sweterku, pisałem o nich kiedyś w „Odrze”) odpowiada ogniem na ogień, i że kontakt ziemskiej cywilizacji z obcą kończy się rozwaleniem statku Obcych w drobny mak; przy czym w „bezpośredniej transmisji” z pokładu Obcych Paskudników ichni kapitan, konając, zdążył jeszcze uznać wyższość amerykańskiej ziemskości, sam zaś ze względu na poszkodowany porażką honor, wysadza resztę korabia w próżnię (bo wszak powietrza tam jak gdyby nie ma). To, że właśnie taki jest normalny poziom i normalna treść amerykańskiej SF, na czele ze Star Trekiem, które lecą już w The New Generation (i w tej nowszej wersji, chociaż mi to dziwne, odnajduję rysy, zdające się potwierdzać moje domniemanie, że styl i fabuły zostały ściągnięte z realizmu socjalistycznego w jego kiczowatej skrajności), nie stanowi mej halucynacji, więc się do niezmiennego stanowiska w sprawie SF Amerykanów razem z ich kapitalizmem nadal przyznaję. Dokładniej (jeśli warto) mówiąc, „soc” amerykańskiej SF mniej więcej stanowi koktajl elementów macho z produkcyjną słodyczą propagandową. Ażeby się tą komparatystyką nazbyt nie utaplać, spróbuję esencję jej wyłożyć zwięźle. Główną cechą „soca” było to, że się jako beletrystycznie prezentowana rzeczywistość za cholerę nie pokrywał z tą rzeczywistością, w której obywatele po prostu żyli i w tym też dystynkcja główna zwizualizowanej w Stanach SF. Poza uniwersalnym angielskim językiem, który w końcu można by uznać za uproszczenie, mające ułatwić percepcję kosmiczności, panuje też w całym uniwersum dokładnie ziemskie ciążenie, każdy zaś konflikt międzygwiezdny z reguły poprzez stadium walki na różne promienie i pola kończy się (przez „zgęszczenia przestrzeni” i „regulacje upływu czasu” oraz „telegrafowanie osób działających” w tę i we w tę z planety na statki i z powrotem) najzwyczajniej normalnym mordobiciem, z dość częstym zastosowaniem kopniaków. Przyznaję, że w zasadzie całych odcinków serialu nie oglądam, lecz najmocniej poraża mnie socrealistyczna dyferencja, mianowicie już chyba każdy widz oglądał wnętrza autentycznych pojazdów orbitalnych czy księżycowych, każdy zna zatem pozaziemski stan rzeczy, lecz to w niczym nie : przeszkadza autorom tych bałwaństw: produkują niezmienną SF, nie chcąc zrezygnować ani z fałszowania fizyki, ani 3 charakterów i postaw. Kubek w kubek było to za „soca”, gdyż żądano od nas pokazywania rzeczywistości zakomenderowanej, a nie rzeczywistej, którą cenzurowano. Cenzury niby ? w USA nie ma: myślę wszakże, że działa i jest, tylko przemieszczona tak, żeby każdy musiał uznać kosmos za przedłużenie American way of life. To już teraz nie wiem, komu : moje lizusostwo ma służyć: albowiem służbę prawdzie bez przydatków trudno jakoś uznać za wazeliniarstwo.

    Q__
    Participant
    #240942

    A jednak Lem ST oglądał namiętnie, i to z jakimi emocjami... (O czym świadczy Tomasz L., którego gdzie indziej jako Forum Admina znamy 😉 .)

    Zaciekawiły go również “Gwiezdne wojny” George’a Lucasa, choć zarówno wszechobecność ciążenia na przemierzających próżnię statkach kosmicznych, jak i latające w poprzek ekranu “strzały laserowe” oraz “laserowe miecze” wzbudzały w nim niesmak jako jawne lekceważenie przez scenarzystów fundamentalnych praw fizyki. Z podobnych powodów nie zachwycał się serialem “Star Trek”, który jednak oglądał, zwłaszcza gdy był już w podeszłym wieku, podobnie jak występy cyrku Soleil, Charliego Chaplina i rozmaite kreskówki. Kiedy akcja stawała się dramatyczna, zdarzało mu się na chwilę zmieniać kanał albo nawet wychodzić do drugiego pokoju lub do kuchni. Niby po to, żeby porozmawiać z domownikami, jednak co chwilę zerkał za framugę, czy niebezpieczeństwo minęło, a jeśli tak – wracał przed telewizor, niejednokrotnie zostawiając rozmówcę w pół słowa.

    https://www.tygodnikprzeglad.pl/lem-przybysz-innego-wymiaru/

    Cóż, wówczas Miszcz 😉 stał tam, gdzie większość z nas stoi odkąd nowa ekipa przejęła stery (a najwybredniejsi od czasu ENT, czy nawet VOY).

Viewing 2 posts - 1 through 2 (of 2 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram