Forum Star Trek Online - Forum serwisu STOnline.pl Artykuły Historia Nowego Romulusa

Historia Nowego Romulusa

Tagged: 

Viewing 6 posts - 1 through 6 (of 6 total)
  • Author
    Posts
  • Smiecho
    Participant
    #7166

    [chapter]Ostatnie dni Dewan[/chapter]W trakcie zwiedzania Nowego Romulusa można natknąć się na szczątkowe informacje o historii planety. Część można odczytać z kamiennych tablic w jaskiniach wokół krateru Paehhos, część dostępna jest w postaci datachipów, które gracze otrzymują za wykonanie zadania Doff od romulańskiego naukowca. Całość składa się z jednej historii, ale opowiedzianej z trzech punktów widzenia.
     
    Część 1
    Dawno temu bogowie kroczyli między nami. Stąpali w łunie, a dokonywali wielkich cudów. Kazali nam służyć, a każdy, kto nie wykonywał rozkazów, ginął od broni krzeszącej płomienie. Przez epoki byliśmy ich niewolnikami, lecz z czasem nauczyliśmy się pewnych rzeczy o ich technologii i cudownych mechanizmach, których używali do podróży między światami. Jednakże nie byliśmy jedynymi. Na setkach światów ich słudzy zjednoczyli się, by z nimi walczyć. Miliony buntowników ginęło, ale nie przestawali. Nasza planeta była jedną z tych, którą zaatakowali. Wielkie okręty ostrzeliwały nas z orbity, czyniąc wyrwy w ziemi, które wchłaniały całe osady. Nieprzebrane chmury popiołu zaczerniły niebo. Bogowie po raz ostatni użyli swych mechanizmów, by zniknąć. Zostawili nas na pewną śmierć.
     
    Część 2
    Kiedy bogowie odeszli, rozpoczęła się mroczna era. Tysiące ginęło. Żaden z pozostawionych mechanizmów nie działał, a archiwa były dla nas zamknięte. Wszystkie cuda, które nam podarowali, zostały utracone. Moi przodkowie przechodzili choroby, wojny, głód i katastrofy... ale przetrwali. Stworzyli własną kulturę - taką, która nie zależała od szczodrości tajemniczych obcych. Stworzyli własną technologię oraz cywilizację, o której myśleliśmy, że będzie trwać na wieki. Była to świetlana era dla Dewan. Byliśmy kowalami własnego losu.
     
    Część 3
    Kiedy odkryłeś każdą piędź własnego świata, kiedy stałeś na szczycie najwyższej góry i nurkowałeś w najgłębszych odmętach oceanów, w końcu zwracasz się ku gwiazdom. Początkowo było trudno znaleźć wsparcie dla pomysłu odkrywania kosmosu. Koszta były wielkie, zaś szansa powodzenia nikła - inne rzeczy były ważniejsze. Politycy mówili o głupocie, jaką byłoby marnotrawienie zasobów, które mogły zostać użyte tu, na Dewie. Głupotą by było NIE odkrywać. Kosmos nas wzywał... miliony brylantów na niebie, a każdy kryjący swój sekret. Historie sprzed wieków opowiadały o bogach kroczących między nami. Teraz byliśmy w stanie do nich dołączyć.
     
    Część 4
    Kiedy pierwsze okręty opuszczały orbitę, ponownie czułem się jak dziecko - świadome nowych rzeczy do odkrycia. Nie było dla nas rzeczy niemożliwych. Wysyłaliśmy bezzałogowe sondy na inne planety i nawet znaleźliśmy taką, gdzie według naszych naukowców, mogło istnieć życie. Nazwaliśmy ją Narendra. Nie każda misja była udana, co spowodowało debatę, czy warto podjąć ryzyko budowy okrętów załogowych. W końcu zrozumieliśmy jednak potrzebę zobaczenia tych światów na własne oczy, a nie tylko na monitorach. Musieliśmy stanąć na powierzchni Narendry. Musieliśmy zostać częścią czegoś większego. Większego od nas samych.
     
    Część 5
    Planowaliśmy załogowy lot na skraj naszego układu słonecznego, kiedy TO zostało odnalezione. Zespół naukowców pracujący nieopodal strefy wulkanicznej na wschodzie odkrył szyby magmowe, które wyglądały, jakby zostały wykute starożytnymi narzędziami. Tunele te prowadziły do wielkiej komnaty, zaś w niej był mechanizm... była to brama bogów. Wszelkie prace nad programem kosmicznym zostały wstrzymane. Nasi przywódcy stwierdzili, że otwarcie bramy to nasz święty obowiązek, a niebawem w tym celu całe swe wysiłki skoncentrowała populacja Dewy. Dokąd ona prowadzi? Czy bogowie nas przywitają? Czy sami moglibyśmy zostać bogami? Kilku nas wiedziało, że to ślepa uliczka. Bogowie - o ile nimi faktycznie byli - zniewolili nas już raz, a następnie porzucili. Cóż byśmy zyskali, odnajdując ich po raz wtóry?
     
    Część 6
    Całe dekady zajęły przygotowania do uruchomienia bramy. Największym problemem była energia. Mechanizm wymagał nieopisywalnych jej ilości; znacznie więcej, niż cały nasz przemysł był w stanie wygenerować. Doszliśmy do wniosku, że jej twórcy musieli używać energii geotermalnej, której źródła znajdowały się głęboko pod naszymi stopami. Musieliśmy stworzyć całkiem nową naukę, a także dopasować już istniejący przemysł, by ją wykorzystać. Wymyślono nawet zupełnie nowe kable! Nieustannie naciskano, by prace zostały ukończone jak najszybciej. Dewanie chcieli ujrzeć postępy. Przywódcy wzywali do nieustannych raportów. Być może dlatego to się wydarzyło... Zbyt duże zainteresowanie związało nam ręce. W końcu byliśmy gotowi... Tego dnia decydenci zebrali się przy bramie. Spośród nas wybrano najznamienitszych obywateli, by jako pierwsi przekroczyli portal. Gdy minister nauki użył przełącznika, pośród niesamowitych wstrząsów wyłoniła się brama. Niebywały sukces... Lecz wydarzyła się katastrofa.
     
    Część 7
    To był błąd. Największy. Powinniśmy zostawić bramę natychmiast, po jej odnalezieniu. Nigdy nie powinniśmy sięgać do źródeł geotermalnych. Każdy uskok na planecie uległ destabilizacji, każdy wulkan na planecie eksplodował, całą Dewę pokryły szramy. Tylko pierwszego dnia zginęły tysiące, a kolejne tysiące każdego następnego. Przez sześć miesięcy, ziemia trzęsła się i trzęsła. Dzień i noc. Ludzie mówili, że obraziliśmy bogów. Ja tak nie twierdzę. To my staraliśmy się stać bogami, a nasza duma wszystko zniszczyła.
     
    Część 8
    To nasze ostatnie dni. Za kilka lat, być może dekad, mój lud wyginie. Małe grupy wycofały się do jaskiń, takich jak ta. To ostatnie miejsca bezpieczne od morderczego mrozu, który przewalił się przez całą planetę. Niewiele już mamy środków do życia i nie ma jak zdobyć więcej... a powierzchnia do życia będzie zdatna dopiero za millenia. Wtedy będzie już za późno. Jeżeli ktoś to odnalazł, niech pamięta. Kiedyś żyliśmy, kochaliśmy na tej planecie. Nasze dzieci dorastały i chowały swych przodków. Stworzyliśmy wielki lud, lecz zniszczyliśmy go równie wielkimi błędami. My żyliśmy!
     
    Tłumaczenie: Ugand

    Ugand
    Participant
    #109566

    [chapter]Historia Nowego Romulusa - Rozdziały 1-3[/chapter]Część 1-1

    200 tysięcy lat temu Dewa III stała się jedną z pierwszych planet - kolonii dla Ikonian. Miliony z nich żyło na pełnej życia, bujnej i przyjaznej planecie, obsługiwani przez dewańską służbę. Sieć bram łączyła Dewę III z resztą imperium. To był prawdziwy raj... o ile było się Ikonianem. Ikonianie używali swojej zaawansowanej technologi, aby trzymać imperium żelazną ręką. Wykorzystywali słabsze rasy jako niewolników i mięso armatnie, plądrowali planety z ich naturalnych zasobów i dla zwykłych zachcianek potrafili zmieść z powierzchni całe miasta. Nie było przed nimi ucieczki. Nie było bezpiecznej kryjówki. Ich bramy pozwalały na błyskawiczne pojawianie się tam, gdzie chcieli.

     

    Część 1-2

    Jest nieuniknione, że w imperium, w którym używa się siły i zaawansowanej technologii, pojawiają się podziały. Mimo że Ikonianie kontrolowali swoje bramy i masywne statki kosmiczne, to przerażającą przewagę liczebną miały uciśnione gatunki, które ostatecznie zjednoczyły się, by pokonać oprawców. Dewa była pierwszym celem dla bombardowania z orbity. Ostrzał z broni masowego rażenia uszkodził geotermalne źródła energii zasilające wszystko na planecie. W tym bramy. Widząc, jak kończą się możliwości ucieczki, tysiące Ikonian skorzystało z okazji i czmychnęło przez bramę, zostawiając swoich dewańskich służących na pewną śmierć. Atak był tak potężny, że zepchnął planetę z dotychczasowej orbity, zmieniając w piekło dom ponad trzech milionów dewańskich i ikoniańskich istnień.

     

    Część 1-3

    Ocaleni z bombardowania zostali odcięci od technologii, na której wcześniej polegali. Śmiertelne promieniowanie spowodowało, że ogromne połacie planety nie nadawały się do zamieszkania. Ruiny miast stały się toksycznym koszmarem... Wiedza w archiwum i cudowne urządzenia Ikonian były zniszczone lub stracone, więc Dewanie musieli zbudować od podstaw całe swoje życie w miejscach, które ciągle choć odrobinę nadawały się do zamieszkania, ale nawet tam powszechne były mutacje, choroby i śmierć. Większość Dewan umierała młodo, a wiedza o Ikonianach powoli zanikała.

     

    Część 2-1

    Cywilizacja Ikonian stała się legendą, a potomkowie tych, którzy przetrwali, wytworzyło własną kulturę i zaadoptowało się do zmian na swojej planecie. Ostatecznie stali się społeczeństwem, które jeszcze nie odkryło technologii warp, lecz opowieści o bogach kroczących pomiędzy nimi przetrwały. Tysiące lat później Dewanie rozpoczęli badania przepastnych ruin po swoich przodkach, a znalezione artefakty wykorzystywali do rozwijania technologii. Zbudowali pierwszy statek kosmiczny i zaczęli stawiać pierwsze, nieśmiałe kroki w kierunki odkrywania swojego układu. Koszty były wysokie, ale korzyści pozostawały niezaprzeczalne. Dewanie byli prawie gotowi na to, by zbudować okręt mogący opuścić ich system słoneczny, a w perspektywie pięciu lat mogli rozpocząć eksplorację gwiazd. Ale wtedy znaleźli bramę.

     

    Część 2-2

    Od początku odkrycie bramy było objawieniem. Jeśli dewańscy naukowcy się nie mylili, to brama umożliwiała na natychmiastowy transport osób poprzez czas i przestrzeń. Kto w takim przypadku potrzebowałby w ogóle statków kosmicznych? Dewanie porzucili budowę statków i skupili całą swoją uwagę na bramie. Jej studiowanie zabrało dekady wysiłku, ale ostatecznie mieszkańcy byli gotowi na to, by ją reaktywować. Potrzeba było tylko energii. Podobnie jak Ikonianie przed wiekami, Dewanie również zdecydowali się na użycie sił geotermalnych. Nie zdawali sobie tylko z sprawy z bardzo kruchej równowagi sejsmicznej spowodowanej prehistorycznym bombardowaniem planety. Naruszenie tej równowagi było śmiertelnie niebezpieczne.

     

    Część 2-3

    Wszystkie wulkany eksplodowały równocześnie, a gęsta chmura pyłu i popiołów przesłoniła słońce. Temperatura w strefach mieszkalnych opadła do krytycznych wartości. Hodowla roślin stała się niemożliwa. Dewanie zablokowali geotermiczne przecieki, ale było zbyt późno na odwrócenie szkód. W przeciągu 20 lat większość tych, którzy przeżyli schroniło się w jaskiniach na południu, z dala od wulkanów i toksycznych stref gorąca. Próbowali rozpocząć od nowa, tym razem planując wcześniejsze zbudowanie statków z kolonistami, którzy mogli by być przetransportowani na bezpieczną planetę, ale wszystkie wysiłki były bezsensowne. Cywilizacja Dewan była skazana na zagładę, ostatni z nich zmarł prawie 150 tysięcy lat temu. Pusta i bez życia planeta nie była w centrum zainteresowania gwiezdnych podróżników. Nie nadawała się na kolonizację. Dopiero 4 tysiące lat temu handlarze szukający nowych rynków zbytu albo wartościowych minerałów na sprzedaż oznaczyli ją na swoich mapach. Wysoki poziom promieniowania na Dewie III zakłócał ich skanery i uniemożliwiał wykrycie czegokolwiek cennego. Handlarze oznaczyli planetę jako "nienadającą się do życia i nieopłacalną", a potem ruszyli dalej.

     

    Część 3-1

    Wszyscy zapomnieli o Dewie. Trwało to do mniej więcej czwartego wieku w ziemskiej rachubie czasu. Były to lata Przebudzenia na Wulkanie, kiedy to Surak zakończył wojny i rozpoczął nauczanie filozofii logiki. Przeciwstawiali mu się "ci, którzy zjednoczyli się pod Skrzydłami Drapieżcy" - Wulkanie, którzy nie chcieli się zmienić i porzucić emocji. Ostatecznie tysiące Wulkan opuściło swój rodzinny dom, na włóczęgę pośród gwiazd w ogromnych, wielopokoleniowych statkach, by szukać dla siebie nowego świata. Podczas tej wędrówki natknęli się na planetę, która później stała się znana jako Nowy Romulus.

     

    Część 3-2

    Chociaż planeta wydawała się być obiecująca, to wielu z Wulkan narzekało na wysoki poziom promieniowania i klimat zbyt odbiegający od tego, który pamiętali z rodzinnej planety. Pomimo drobnych przeszkód planeta była miła odmianą po trudach życia na okrętach, ale Wulkanie ciągle zwlekali z decyzją. Wkrótce wybuchł konflikt pomiędzy tymi, którzy chcieli dalej szukać lepszego domu i tymi, którzy byli już zmęczeni tułaczką i pragnęli się osiąść na Dewie III. W walkach zginęło ponad 200 osób. Przelana krew spowodowała, że poparcie dla osiedlenia się wygasło i po kilku tygodniach Wulkanie uzupełnili zapasy i ruszyli w dalszą drogę. Planeta ponownie opustoszała. Wprawdzie pojawiały się na niej krótkie ekspedycje archeologiczne, albo wydobywcze, ale nikt nie pozostawał tam dłużej. Zarówno Klingoni jak i Romulanie oznaczyli ją jako potencjalnie nadającą się do zasiedlenia, ale przecież istniało wiele więcej światów nadających się do kolonizacji. Plany nigdy nie zostały zrealizowane.

     

    Część 3-3

    Dzisiaj na Nowym Romulusie w miejscu, gdzie kiedyś maszerowali Wulkanie "spod Skrzydeł Drapieżcy", wznoszą się nowe, lśniące miasta. Wulkaniczne wzniesienia są ostoją dla drapieżników, a leniwe rzeczki ze szmerem spływają ku spokojnemu morzu. Ale głęboko pod powierzchnią Tholianie szukają resztek po zaginionej cywilizacji. Ruiny pamiętające najstarszą historię planety ukryte są w wielu miejscach w lasach. A ponieważ każda ewolucja ma w sobie pierwiastek konfliktu, Romulanie przywiązani do przeszłości zmagają się z tymi, którzy przyjmują nowy styl życia. Promieniowanie spowodowane kataklizmem zmieniło planetę, ale nowoczesna technologia i sporo pracy sprawiły, że ta znów może być zamieszkana. A w zapomnianej przez wszystkich, starej na wiele tysiącleci krypcie znajduje się brama. Jedyne, czego potrzebuje, to zasilającej jej energii...

     

    Tłumaczenie: Śmiecho

    Smiecho
    Participant
    #109567

    [chapter]Historia Nowego Romulusa - Rozdziały 4-6[/chapter]Część 4-1

    Dziś zaczyna się piąty rok naszego życia na statkach. To także moje czternaste urodziny. Matka dała mi to urządzenie, do nagrywania głosu, i powiedziała, bym prowadziła zapisy z naszej podróży, by moje dzieci wiedziały, jaki żywot prowadziliśmy Tu jest okropnie. Na okrętach panuje chłód, by oszczędzać energię, nigdy nie ma dość jedzenia, a filtry środowiskowe nie wytrzymują obciążenia, wiec powietrze ciągle cuchnie. Najgorszy jest jednak brak zajęć. Matka uczy nas, a ojciec opowiada historię naszego rodu i jego wielkich bohaterów. Jednakże oni pracują na okrągło, więc zazwyczaj spędzam czas z Thelem.

     

    Część 4-2

    Matka mówi, że w naszych sercach Wulkan zawsze będzie domem mimo, że nie można już tam żyć. Thel był dzieckiem, kiedy wyruszaliśmy - wcale go nie pamięta. Czy to znaczy, że on nie ma domu? Dziś opowiadałam mu historię o Wulkanie. Opowiadałam o niebu, o przemierzaniu Kuźni i że wędrując tam nie spotka się ani domów, ani drzew przez wiele dni. Nie chciał mi uwierzyć, kiedy mówiłam, że na szczycie Góry Seleya był śnieg i śmiał się, kiedy powiedziałam, jak wujek Vorth próbował ujeżdżać le-matya. Thel nigdy nie spotka Vortha, Babci, nikogo więcej z naszej rodziny. Wszyscy oni pozostali na Wulkanie. Ciekawe, czy oni mówią o nas.

     

    Część 4-3

    Każdej nocy, kiedy kładę się spać, zamykam powieki i marzę o Wulkanie. Pamiętam nasz dom, mojego sehlata, I-Cheka. Pamiętam delikatny głos babci i jak Vorh uczył mnie grać w kal-toh. Pamiętam tłumy na targowiskach, korzenne kadzidła w świątyniach, które łaskotały mnie w nos. Pamiętam zabawy z przyjaciółmi, przy murach miasta. Jednakże, najbardziej staram się przypomnieć sobie promienie słońca na mej twarzy. Zaczynam zapominać, jak to jest czuć słońce.

     

    Część 4-4

    Ojciec powiedział, że opuściliśmy Wulkan, by być wolnymi. Powiedział, że filozofia Suraka jest więzieniem dla umysłu i że jednego dnia znajdziemy nowy dom, w którym będziemy mogli żyć, tak jak chcemy To wszystko jest bez sensu. Jak można zniewolić umysł? Powiedział też, że Surak uczył swych zwolenników, jak powinni tłumić wszystkie swe emocje, nie tylko te, które czyniły zło. Mówił, że nie powinniśmy dawać się im ponieść, ale powinniśmy mieć prawo je odczuwać, tak jak mamy prawo być szczęśliwymi, czy kochać.

     

    Część 4-5 -- brak --

     

    Część 4-6

    Moja matka to botanik i pracuje w laboratorium hydroponiki. Ojciec jest inżynierem. Mówi, że jak dorosnę, to też mogę jednym zostać, lecz nie lubię robić przy silnikach. Są głośne i brudne i ciągle się psują. Może zostanę przedszkolanką [Yui; K-on lol]. Ciągle pojawiają się jakieś maluszki, a wszyscy dorośli mają tak długie zmiany, że nie mogą spędzać czasu z rodziną... Ojciec do domu wraca tylko, by spać. Każdy dzień jest taki sam.

     

    Część 4-7

    Matka kazała nam zostać w pokoju, tym razem. Wczoraj też. Mówi tak, ponieważ panuje epidemia Arethaińskiej grypy na niższych pokładach... ale to nie jest główny powód. Słyszałam, jak ludzie bili się, stojąc w kolejce po racje. Na pokładzie widziałam zieloną i lepką krew... Matka mówiła, byśmy nie patrzyli, ale później i tak słyszałam, jak ściszonymi głosami mówili z ojcem; byli bardzo zmartwieni.

     

    Część 5-1

    Jakiś czas temu znalazłam mój stary dziennik. To dziwne uczucie czytać o rzeczach, które kiedyś były ważne - jedzenie i nuda i ludzie, których zostawiliśmy na Wulkanie. W podróży jesteśmy już 11 lat. W ogóle już nie śnię o Wulkanie, ale o okrętach. Ciągle jest zimno, tak... nędznie. I jedzenia jest znacznie mniej, niż kiedyś. Rok temu straciliśmy 3 laboratoria hydroponiczne, bo doszło do rozszczelnienia kadłuba. Od tamtego czasu odcięta jest cała sekcja okrętu. Okręty nigdy nie były przygotowane do pracy przez tak długi okres czasu i zaczynają się sypać. Poszycia prawie już nie ma. Ludzie giną. Matka ciągle powtarza Thelowi, że wszystko się ułoży i że następny odwiedzony świat będzie tym jedynym. Naszym domem, na zawsze. Kiedyś, mnie też to mówiła.

     

    Część 5-2

    Popołudnie spędziłam pomagając w hydroponice. Matka ciągle stara się zwiększyć produkcję. Według niej inny układ może zwiększyć wydajność. Tak naprawdę sprowadza się to do wleczenia ciężkich lam tu-i-ówdzie, przy okazji nie zadeptując drenów. Kilku innych botaników też sprowadziło ręce do pracy. Sympatia Sepina wstąpiła z okablowaniem, którego potrzebowaliśmy. Temen wziął dwóch przyjaciół; były także wszystkie wnuki Veki. Znam prawie wszystkich - ciężko się nie znać, kiedy żyje się w tak ciasnym środowisku. Jednakże, wnuk Veki, Saken, był nowy. Wraz z matką żył na Selei, lecz przeniesiono go ostatnio do pracy w maszynowni. Seleya radzi sobie znacznie gorzej od naszego okrętu, i nie może utrzymać pełnej załogi. Szczególnie nie rozmawialiśmy, lecz coś w tym całym Sakenie jest coś... może to wynika z faktu poznania kogoś nowego? Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

     

    Część 5-3

    Kiedy byłam mała chciałam pracować w przedszkolu, zajmować się dziećmi. Teraz jest ich mniej, gdyż przywódcy mówili o "wstrzymaniu się", dopóki nie znajdziemy nowego domu. Mniej dzieci potrzebuje mniej nauczycieli. Kiedy dorosłam, musiałam zająć się czymś innym. Matka zachęcała mnie, bym studiowała z kapłankami, ale dla mnie to było jeszcze bardziej bezużyteczne, niż przedszkolanka. Nigdy więcej nie będziemy się trzymać starego świata. Nawet nasz język zaczyna się zmieniać, wraz z spotykaniem nowych ras, z którymi handlowaliśmy, lub slang, który przechodzi do codziennego języka. Teraz jestem młodszym oficerem i pracuję przy czujnikach. Zazwyczaj to nudna robota, zwykłe porządkowanie i nasłuch. Jednakże jest to praca cicha, bezpieczna i mam wrażenie, że przyczyniam się do czegoś dobrego. Może, jeżeli znajdziemy nową planetę, będą pierwszą, która ją dostrzeże?

     

    Część 5-4

    Saken i ja spędzamy coraz więcej czasu. Wspólne posiłki, dzielenie się książkami, gry kal-toh na świetlicy. Początkowo miło było mieć nowego przyjaciela, lecz... chyba zaczynam coś do niego czuć. To chyba dobra rzecz, prawda? Porzuciliśmy Wulkan, by nasze serca mogły być wolne. Byśmy mogli kochać tak, jak chcemy, a nie tylko chować emocje. Nie ma nic logicznego w miłości, lecz to coś, bez czego nie chciałabym żyć. Łatwiej mi dzielić się emocjami tu, niż obrać w słowa, kiedy jestem z Sakenem. Mam jedynie nadzieję, że on czuje podobnie.

     

    Część 5-5

    Dziś odwiedził nas Temen. Powiedziałam mu, że matka wzięła Thela i poszli czekać w kolejce po żywność, ale on chciał się widzieć ze mną. Nie czułam się dobrze będąc tu sama, więc wyszliśmy na pokład widokowy. Nie rozumiem... Temen to przyjaciel moich rodziców. Jest 50 lat ode mnie starszy! Dlaczego mówił mi takie straszne rzeczy? Po co mi mówił, że dla niego jestem piękna? Nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć. Nie patrzę na niego w "ten" sposób, więc powiedziałam, że mi bardzo schlebia, lecz mam nadzieję, że to z Sakenem zwiążę swój los, że stworzymy coś trwałego. Jego oczy, nie - jego spojrzenie, kiedy mi mówił, że jestem młoda i ciągle mam czas, spowijał gęsty mrok.

     

    Część 5-6

    Nie mogę spać. Ciągle mnie przechodzą ciarki. Nie mogę przestać się pocić, chociaż mi zimno. Jest mi tak niesamowicie ciężko zebrać myśli, by napisać te słowa. Próbowałam medytować, zdławić całe to szaleństwo gdzieś w sobie, na dnie duszy, lecz nic nie pomagało. Krew się we mnie gotuje, przepala żyły, wyżerała wszystko. W uszach mi dzwoni, nic nie słyszę Zamknęłam się w swoim pokoju. W mroku. Sama. Matka wzięła Thela, by został u przyjaciół, a ojciec... gdzieś zniknął. Chyba szuka Sakena. Dlaczego nie ma go tu, teraz? Czy nie słyszy dudnienia w mojej głowie?

     

    Część 5-7

    Odkąd byłam dzieckiem ludzie ciągle powtarzali mi, że nasza droga jest lepsza od tego, o czym mówił Surak. Że będziemy wolni, "spełnieni" wtedy i tylko wtedy, gdy będziemy mogli działać i kochać, jak chcemy. Że tłumienie emocji to zdrada wobec duszy. Gdybym tylko mogła pochować moje uczucia... zrobiłabym to bez wahania. Saken nie żyje. Mieliśmy zostać połączeni! Oddałam mu konn-ut-so'lik i przyjął go z miłością. Jako że krew się we mnie gotowała, pobiegliśmy czym prędzej do kapłanki, by dokończyć rytuał. Temen tam czekał. Wyzwał go na pojedynek. Nie miał prawa! To Saken był moim wybrankiem! Gorączka mięła, kiedy me serce umierało. Temen czekał tam, by mnie posiąść. Od teraz muszę wziąć sprawy we własne ręce. Krew może jedynie pomścić krew

     

    Część 5-8

    Temen nie żyje, ale ukojenie nie nadchodzi. Miłość jest kłamstwem. Emocje to tylko niepotrzebne brzemię. Dlaczego przebyliśmy tak długą drogę tylko po to, by spotkać ból?

     

    Część 6-1

    Kiedy przeglądam te wpisy, to jak czytać listy od dawno zapomnianego przyjaciela. Nie do końca rozpoznaję osoby, którą byłam. Saken ciągle zajmuje miejsce w moim sercu, mimo że jego katra przepadła. Czczę jego życie... to lepsze, niż umartwianie się śmiercią. Większość czasu zastanawiam się, co dalej z przyszłością mojego ludu. Moje doświadczenie, z bycia nauczycielką, do tworzenia nowej kultury, wraz z innymi. Pracujemy nawet nad nowym językiem. Używa archaicznej formy wulkańskiego jako podstawy, lecz tak naprawdę, ciężko powiązać teraźniejszość z przeszłością. Minęło już blisko 20 lat, odkąd opuściliśmy Wulkan. Jeżeli naprawdę chcemy żyć na własną rękę, nie możemy więcej patrzeć się za siebie. Żadnych więcej rytuałów, żadnej religii, żadnych koon-ut-kal-if-fee. Nasi biolodzy myślą nawet, jak oczyścić nas z "gorączki krwi". Nasza przyszłość jest teraz gdzieś pośród gwiazd.

     

    Część 6-2

    Znaleźliśmy nowy świat! Czujniki odkryły planetę klasy Minshara, jakieś 3 lata świetlne od naszego obecnego kursu. Z każdą planetą, którą odkrywamy, nasza nadzieja wciąż żyje. Nawet mimo, że czasami trafiamy na te, które nie są "tymi", to i tak uzupełniamy zapasy. Jeżeli zostalibyśmy dłużej, niż kilka dni, przywódcy pozwoliliby zostać ludziom dłużej na powierzchni. Marzę o możliwości stąpania po stałym lądzie, patrzenia w niebo, zamiast ciągle i ciągle gapić się w stal. Poczuć promienie słońca. Bryzę, owiewającą mą twarz. Nie przetrwamy jako lud, jeżeli nie możemy opuścić okrętów. Przemoc jest już na porządku dziennym - 20 lat zamknięcia w ciasnocie zrobiło swoje. Boję się, że zaczniemy sztucznie dzielić się na grupy... Jednakże nie tracę wiary. Jeżeli ta planeta nie jest właściwą, następna na pewno będzie.

     

    Część 6-3

    Dołączyłam do zespołu badawczego, którego celem były ruiny nieopodal miejsca lądowania. Dzielą podobieństwo ze starożytnymi śladami odkrytymi na innych planetach, lecz nigdy nie byliśmy w stanie stwierdzić ich pochodzenia. To, co znaleźliśmy wskazuje, że pierwotni mieszkańcy byli wysoce zaawansowaną techniczne rasą. Datowanie kwantowe szacuje wiek ruin na więcej, niż 150 000 lat, a pomimo to znaleźliśmy ślady sieci energetycznej, urządzeń podobnych do czujników, a nawet ślady jakichś anty-grawitacyjnych maszyn. Kto kiedyś chodził po tych lasach i używał tych narzędzi? Nie znaleźliśmy żadnych cmentarzy ni śladów pochówku, lecz ktoś to wszystko zbudował. Gdzie przepadli?

     

    Część 6-4

    Niektórzy twierdzą, że to raj. Jeżeli nim faktycznie jest, to ten raj jest pełen niebezpieczeństw. Ciągle musimy nosić czujniki napromieniowania, jeżeli wychodzimy na dłużej. Matka mówi, że muszą dokładnie sterylizować wszelkie próbki, które z powierzchni biorą na okręt. Póki co jest dobrze, ale musimy zważać na nasze zapasy leków na chorobę popromienną. Ponadto znaleźliśmy bardzo niestabilne kieszenie magmowe. Używanie energii geotermalnej, jako możliwej do ogrzewania domostw, od razu trafiły do kosza - projekt mógł zakończyć się katastrofą sejsmiczną. Zespoły badawcze twierdzą, że to mogło być epicentrum kataklizmu obejmującego całą planetę. Rodzima fauna i flora przystosowała się już dawno temu... a my jesteśmy tylko intruzami. Jeżeli mielibyśmy tu zostać, musimy się przystosować.

     

    Część 6-5

    Na tej planecie, którą przywódcy nazwali Vestam, żyjemy już pół roku. Pokonaliśmy wiele problemów, z którymi początkowo się borykaliśmy - skorpiony, burze, znalezienie wody pitnej. Są miejsca, w których nie trzeba się martwić o promieniowanie. Zespoły badawcze schodzą coraz głębiej do jaskiń, a także próbują udomowić niektóre gatunki zwierząt. Są tacy, którzy twierdzą, że to nam wystarczy. Możemy dokonywać dalszych ulepszeń, lecz ciężko przewidzieć, czy gdzieś dalej nie ma lepszej planety do zamieszkania... ale wielu ludzi nie może zdzierżyć pomysłu powrotu na statki. Do mrocznej i zimnej pustki, jaką jest kosmos. Zgadzam się z Radą Naukową. Na tym świecie jest zbyt dużo zmian do zrobienia, by był zdatny do życia. By nadawał się dla nas, musielibyśmy dokonać nieodwracalnych zmian w ekosystemie. Czas spróbować ponownie. Ponownie wyśle się zwiadowców, lecz martwi mnie, że nim znajdą jakieś nowe światy, mordęgą będzie przekonać ludi, by wrócili na okręty.

     

    Część 6-6

    Przywódcy ogłosili, że w sprawie Vestam odbędzie się publiczna debata. Podobno każdy będzie mógł się w tej sprawie wypowiedzieć. Szanuję próby demokracji, nawet gdyby byłoby to mistyfikacją. Jednakże, zbyt wiele osób już się zdecydowało... wielu krzyczało, ktoś popchnął kapitan okrętu Surani. Żandarmi ściągnęli go do ziemi, padły strzały. Rozpoczął się chaos. Chciałam uciec, zabrać rodziców gdzieś w bezpieczną dal, lecz Thel... jest taki narwany. Widział dwóch mężczyzn bijących starą Veke, która powiedziała o jej pragnieniu pozostaniu na Vestam. Thel wbił się w tłum, w ich kierunku. Do tej chwili był to ostatni raz, kiedy go widziałam. Został ciężko ranny. Dzięki Żywiołom, że ktoś go zabrał do medyka. Wciąż jest nieprzytomny, ale lekarz twierdzi, że się z tego wyliże. Innym tak się nie poszczęściło - ponad setka martwych, a zamieszki wciąż trwały.

     

    Część 6-7

    Opuszczamy Vestam. Jak tylko okręty uzupełnią zapasy, odlatujemy na zawsze. Dwieście czterdzieści siedem ludzi zginęło w zamieszkach. Miecz Drapieżnej Gwiazdy [przyp. tł.: Sword of the Raptor Star], jedna z wielkich broni stworzonych przez S'hariena przed Rozłamem, przepadł. Po raz ostatnio widziano go w ręku kapitan okrętu Surani. Jej ciało odnaleziono - ostrza już nie. Kiedy walki ucichły i zakończyły się pogrzeby, przywódcy stwierdzili, że każdy kto chce, może zostać na Vestam, ale okręty i tak odlatują. Z tego, co mi wiadomo, nikt nie chciał zostać. Nie mam wątpliwości, że istnieją zadry między tymi, którzy przeżyli zamieszki... ale z całą pewnością nikt nie chce powrotu do walk, które przeżyliśmy na Wulkanie. Nikt nie chce przyznać się do tego, kim jesteśmy. Teraz ludzie uśmiechają się wzajemnie, jednocześnie ściskając noże.

     

    Tłumaczenie: Ugand

    I. Thorne
    Participant
    #109569

    Przepraszam, ze sie wtracam, ale czy pon'far nie wystepuje u Wulkan bo tlumia swoje emocje? Romulanie tego nie robia, wiec nie powinni miec "goraczki krwi". Blad w kanonie?

    Ugand
    Participant
    #109571

    Przepraszam, ze sie wtracam, ale czy pon'far nie wystepuje u Wulkan bo tlumia swoje emocje? Romulanie tego nie robia, wiec nie powinni miec "goraczki krwi". Blad w kanonie?

    biorąc pod uwagę fakt, że Romulanie bezpośrednio wywodzą się od Wulkan, którzy opuścili rodzimą planetę, w trakcie "Time of Awakening", wszystko staje się jasne

    iron1992
    Participant
    #113492

    dodam jeszcze że jeśli opuścili swoją planetę wiele zwyczajów wyruszyło razem z nimi. Ale one same ewoluowały albo po prostu zanikły z czasem i z nową sytuacją

Viewing 6 posts - 1 through 6 (of 6 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram