Forum Trek.pl Newsy Star Trek Druga część wywiadu z J.J. Abramsem - o filmie i powiązaniach ze Star Wars

Druga część wywiadu z J.J. Abramsem - o filmie i powiązaniach ze Star Wars

Viewing 1 post (of 1 total)
  • Author
    Posts
  • Eviva
    Participant
    #4232

    Oto druga część wywiadu z J.J. Abramsem o jego kinowej podróży na pokładzie statku Enterprise (pierwszą zamieściliśmy tu). Dziś mówi on o swych obawach, że "Star Trek" jest bez wątpienia w cieniu George'a Lucasa. Komentuje też przedwczesne przewidywania na temat sequela Treka: "To jakbym był w trakcie lunchu, a ktoś pytał 'Co chcesz na obiad?' "

    [more]GB: Czy czujesz, że wygrałeś mimo sceptycyzmu fanów?

    JAA: Wiesz, myślałem, że właśnie fani "Star Trek," stanowią optymistyczny świat, świat wzajemnej współpracy, możliwości i ludzkiej przedsiębiorczości, można myśleć, że ludzie, którzy doceniają wspaniały obraz przyszłości i to uniwersum będą otwarci na docieranie tam, gdzie jeszcze nikt przedtem nie był. Jestem optymistą, wierzę, że fani serii, którzy chcieli zachowania ducha Roddenberry'ego, będą musieli przemyśleć to wszystko, gdy zobaczą, jak dobrą robotę wykonali ci aktorzy, i że po prostu będą cieszyć się tym nowym doświadczeniem. Będzie brzmiało jak frazes, gdy powiesz "Gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek", ponieważ jest to eksploatowane przez ponad 40 lat, ale jeśli teraz o tym pomyślisz - i przypomnisz sobie, że żyjemy na tej planecie i jesteśmy istotami zamieszkującymi tą przestrzeń o niezdefiniowanych granicach, z technologią, która niezmiennie się rozwija - "Star Trek" jest dla tej przyszłości niezmiernie inspirujący. Jeśli możesz wziąć coś, co jest frazesem przeszłości, i uczynić z tego coś, co jest prawdziwe i odkrywcze, jest w tym coś naprawdę ekscytującego. To nie jest "Star Wars", które wydarzyły się dawno temu w bardzo, bardzo odległej galaktyce. To my i nasza przyszłość.

    GB: Możesz opowiedzieć trochę o treści filmu?

    JAA: Jest to historia młodzieńca, który ma nieprawdopodobny potencjał, nie ma jednak celu w życiu, jest zagubiony. Znajduje on drogę, która zawiedzie go poza najdziksze sny. To pomoże mu znaleźć cel. To mogłoby być osadzone w każdej sytuacji, w każdej kulturze. Jest w tym coś o duchu innowacji, współpracy, możliwościach, przygodzie i optymizmie, który jest właściwy dla "Star Trek".

    GB:Jak bardzo sięgałeś do dawnego "Treka", filmów, powieści, etc., by poznać tę mitologię? Wyobrażam sobie, że przesiewanie tego wszystkiego mogło w pewnym momencie bardziej utrudniać niż ułatwiać.

    JAA: Oglądałem wiele odcinków wszystkich serii, które były po oryginalnym "Star Trek", ale że mieliśmy czerpać z oryginalnej serii, nie musiałem znać każdego epizodu "Deep Space Nine" czy "Voyagera", czy nawet "Enterprise." Ale tak, oglądałem wiele odcinków, dużo czytałem, oglądałem filmy, rozmawiałem z ludźmi, czy to był konsultant naszego "Treka" czy jeden z dwóch pisarzy [Alex Kurtzman i Roberto Orci] o tym, co oznacza robienie tego, co my chcemy zrobić. Mieliśmy jednego producenta, Boba [Orci], który jest skończonym Trekkerem drugiego, Bryana Burka, który nigdy nie widział ani jednego odcinka. A to dawało nam świetną równowagę. Mogliśmy być pewni, że zyskamy aprobatę wielkiego fana i całkowitego neofity, i być pewni, że będzie to równie ciekawe dla obu z nich.

    GB: Niewygodnie jest mówić o kontynuacji filmu, który nawet jeszcze nie wszedł do kin, ale taka jest strategia polowa Hollywood, której nie możemy ignorować. Zatem czym się zajmiesz, jeśli w maju film odniesie sukces, na jaki masz nadzieję?

    JAA: Raczej nie będę przepowiadał, że będę ciągnął to dalej - chcę powiedzieć, że jeszcze ciągle kończę TEN film. Muszę powiedzieć, że czuję się jakoś tak, jakbym był w połowie lunchu, a ktoś pytał "Co chcesz na obiad?" Nie mam pojęcia. Powiem jednak, że pomysł zobaczenia tej obsady i tych postaci w następnych przygodach - byłoby szkoda tego nie zrobić. Oczywiście historia musiałaby być wspaniała. Uroda tego, co stworzył Roddenberry, jest tak pełna możliwości w samych postaciach, i w tym, które elementy oryginalnej serii można zobaczyć ponownie. To jest ta wielka okazja na poczet przyszłych opowieści. o jest to, w co się na pewno zaangażuję. Czy będę reżyserował, czy zajmę się produkcją, czy Bob albo Alex będą pisać, to się oczywiście zobaczy. Paramount ma na to apetyt, ale póki co ja ciągle kończę pierwszy film.

    GB: Byłem porażony sceną na powietrznej platformie, którą włączyłeś do pokazywanego krótkiego montażu. Była to scena tak podniecająca i w tak żywiołowym stylu, jakiego nigdy wcześniej w "Treku" nie widziano. Miało jednak dwa akcenty z najlepszych tradycji "Treka" - miecz w dłoni pana Sulu i śmierć nadgorliwego redshirta.

    JAA: To było fajne. Cóż, to był hołd złożony temu, co Sulu robił w oryginalnej serii. Pomyśleliśmy, że zrobić film taki jak ten i nie dać Sulu szansy, by wziął miecz do ręki... - cóż, po prostu czuliśmy, że musimy to zrobić. I była to jedna z rzeczy niewiarygodnie dla mnie ważnych, to, że ten film - skoncentrowany na postaciach, mający klasyczne "trekowe" rozmowy i relacje między postaciami - że ma także być filmem realizującym obietnicę przygody w "Treku", która często się pojawiała, lecz nie zawsze były na to środki. Chcieliśmy mieć widowiskową akcję, którą wam zawsze obiecywano, ale której nigdy nie mieliście okazji zobaczyć.

    GB: Ciekawostką jest to, że gdy miał powstać film Roberta Wise'a, planowano go jako wielką, epicką opowieść kosmiczną w rodzaju, "2001: A Space Odyssey", inną od rozrywkowej produkcji telewizyjnej.

    JAA: To rzeczywiście interesujące. A Doug Trumbull wykonał efekty wizualne dla potrzeb tamtego "Treka", tak samo jak dla "2001" i to podobieństwo dawało się wyczuć. Na pewno akcja była bardziej powolna, epicka. To powolny film, ale ludzie go pokochali.

    GB: "Star Wars" vs. "Star Trek" to rodzaj klasycznej walki, jak Beatles vs. Stones dla fanów sci-fi w pewnym wieku. Powiedziałeś kiedyś, że chciałeś natchnąć swój "Trek" nowym życiem, wykorzystując lekcje z uniwersum George'a Lucasa. Możesz coś o tym powiedzieć?

    JAA: Cóż, po prostu jestem fanem "Star Wars." Gdy byłem dzieciakiem, "Star Wars" znaczyło dla mnie więcej niż "Star Trek". Jeśli spojrzeć przynajmniej na trzy ostatnie filmy z serii "Star Wars" i to, jak technologia pozwoliła na stworzenie ich, otworzyły tyle nowego pola w sensie projektów, lokalizacji, postaci, kosmitów, statków - to był tak wielki spektakl i wygląda na to, że dopracowany w każdym aspekcie, czy to geografia, czy projekt kultury, system pogodowy, postać czy typ statku. Wszystko można znaleźć w tych filmach. Wyzwaniem w produkcji "Star Trek" - wbrew temu, że istniał on przed "Star Wars" - było to, że musieliśmy go robić w cieniu dokonań George'a Lucasa.

    GB: Jak to przezwyciężyłeś?

    JAA: Nie próbowałem wyjść z tego cienia, bo to beznadziejne. Te filmy są zrobione w tak niezwykły sposób, że poczułem, iż sposobem na zrobienie "Star Trek" będzie wywrócenie tego na lewą stronę. Film miał być tak wiernym charakterom postaci, jak to tylko możliwe, być tak prawdziwym, uczuciowym i podniecającym, jak tylko to możliwe, i żeby nie rozpraszało go widmo tego, co czyni "Star Wars" tak wspaniałym filmem. Na przykład, potrzebowaliśmy założenia, że we wszechświecie są kosmici, ale nie tego, by w każdej scenie pojawiały się cztery nowe wielokolorowe postacie owych kosmitów. To właśnie coś, co "Star Wars" zrobiło tak dobrze, włączając w to cudowne projekty postaci. Pytanie, jak samemu przedstawić przekonanie, że są tam obce rasy. I jeszcze zrobić to inaczej niż w serialach telewizyjnych ["Trek"], bazujących głównie na tym, że ktoś w masce siedział na fotelu w tle. To równowaga między tym, czego potrzebuje nasza historia i jednocześnie odcięcie się od tego, co zrobił Lucas.

    GB: To jest wyzwanie. Na początku twego filmu jest scena w zatłoczonym barze, gra muzyka i wchodzi twój młody bohater, przepycha się między obcymi, i kończy się to bijatyką. Wiesz, że to przypomni twoim widzom słynną scenę z kantyny w "Star Wars" ...

    JAA: Ta scena w kantynie jest oczywiście jedną z klasycznych scen w "Star Wars" i było to takie wspaniałe przedstawienie, jak cudowne, jak różnorodne i jak pełne możliwości może być uniwersum "Star Wars". W późniejszych filmach, szczególnie ostatnich trzech, tak wiele scen ma ten posmak, że jedynie otwierają wciąż nowe światy. Z tego powodu czułem się, jakbym dźwigał ciężar, który można określić myślą "Mój Boże, oni to wszystko już zrobili." A dodatkowym wyzwaniem jest to, jak wykonać swoją robotę, żeby było to prawdziwe i pełne znaczenia, a nie wyglądało jak zapożyczenie od innych. To po prostu jedno z naszych wyzwań.

    -- Geoff Boucher

    Źródło: LosAngelesTimes[/more]

Viewing 1 post (of 1 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram