Forum Fandom Opowiadania Cykle opowiadań Data gwiezdna...XXV wiek - Prolog, Rozdział I, Rozdział II

Data gwiezdna...XXV wiek - Prolog, Rozdział I, Rozdział II

Viewing 1 post (of 1 total)
  • Author
    Posts
  • Michrz
    Participant
    #5579

    To opowiadanie oparte jest na pięciu serialach i dziesięciu filmach spod znaku Star Trek. Wszelkie podobieństwo do źródeł niekanonicznych jest przypadkowe. Możesz rozpowszechniać to opowiadanie dopóki nie czerpiesz z tego żadnych korzyści majątkowych.

    PROLOG

    Dziennik kapitański. Data gwiezdna 112657.4

    Zgodnie z rozkazem Dowództwa zmierzamy na spotkanie z połączoną flotą federacyjno-klingońsko-romulańską w układzie Khitomer. Mam nadzieję, że przypuszczenia o aktywności Borg w tej części znanej przestrzeni są tylko przypuszczeniami. Od prawie sześćdziesięciu lat nie mieliśmy z nimi "kontaktu".

    - Ostatnie raporty romulańskich posterunków mówią o kilku sześcianach.

    - Kilka sześcianów? Borg nigdy nie atakował Federacji takimi siłami.

    - Rhode Island została zniszczona przedwczoraj. Zdążyli zameldować "o licznych sygnaturach transwarp". To wszystko, trzymaj się John. Krinisov. Bez odbioru.

    Kapitan John Evans rozparł się w fotelu. Borg był dla niego mglistym wspomnieniem z dzieciństwa. Dowodzi USS Lightening od 16 lat, ale teraz poczuł się jak kadet. Pokłada jednak nadzieję w sprawdzonym okręcie klasy Prometheus i jego doświadczonej załodze.

    40 godzin później

    - Osłony spadły do osiemnastu procent!

    - Raport uszkodzeń!

    - Pęknięcia poszycia na pokładach drugim, piątym, szóstym, jedenastym i trzynastym. Awaryjne pola siłowe nie działają.

    - Napęd?

    - Napęd warp niesprawny. Górna lewa gondola urwana, z pozostałych tracimy plazmę. Silniki impulsowe dają dwadzieścia procent mocy. Fluktuacje mocy w silnikach manewrowych.

    - Co z resztą statków?

    - Apollo dryfuje, reszta zniszczona.

    - Kurs kolizyjny na najbliższy sześcian. Przekierować całą energię do silników.

    Dzięki poświęceniu załogi USS Lightening, udało się zniszczyć sześcian Borga. Jeden z dziewięćdziesięciu dwóch. Tym razem Borg chciał raz na zawsze podporządkować sobie kwadranty Alfa i Beta. Po krótkiej potyczce siły kolektywu liczące ponad trzysta jednostek, w tym dziewięćdziesiąt jeden sześcianów, ruszyły dalej, w kierunku układu Sol. Tam, o dacie gwiezdnej 112669.3, napotkały połączoną flotę Sojuszu Federacji, składającą się z 1376 okrętów. Borga udało się pokonać, ale było to pyrrusowe zwycięstwo. W sumie zostało zniszczonych 679 okrętów, inne zostały mniej lub bardziej uszkodzone. Zginęło prawie sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Od tamtego czasu zmieniła się polityka Gwiezdnej Floty. Dotychczasowe władze zostały odwołane. Wybrano nowe, które dla dobra i bezpieczeństwa Federacji postanowiły wykorzystać posiadane technologie, które zostały zakazane przez dawne władze: torpedy transfazowe, regeneratywny pancerz ablacyjny, interfazowe maskowanie. Zaniechano daleko zakrojonej eksploracji na rzecz obrony granic i przestrzeni Federacji przed Kolektywem. Teraz, gdy minęło szesnaście lat od tamtych tragicznych wydarzeń, nastał czas pokoju dla Kwadrantu Alfa. Nie odnotowano obecności Borg od dziewięciu lat. Utrzymywane są przyjazne stosunki z Imperium Klingońskim, Imperium Romulańskim oraz Tholianami. Kardazjanie kontynuują politykę współpracy z Federacją od czasu zakończenia Wojny z Dominium. Breenowie nie opuszczają swojej przestrzeni. Mimo czasów wojennej zawieruchy, która przetoczyła się przez Kwadrant Alfa w ciągu ostatnich osiemdziesięciu lat, załoga nowego USS Enterprise-G kontynuuje misję badawczą. Poznaje nowe obce światy i cywilizacje. Śmiało zmierza tam, dokąd nie dotarł żaden człowiek.

    ROZDZIAŁ I

    Nowe Przedsięwzięcie

    Rozpoczęcie dziennika kapitańskiego. Data gwiezdna 128275.8

    Enterprise pozostaje w doku. Dokonujemy ostatnich poprawek napędu i osłon oraz przyjmujemy personel. Rozpoczęcie misji planowane jest na jutro. Co ciekawe, zbiegło się to z trzysetną rocznicą startu Enterprise NX-01. Jestem pewien, że to dobry znak.

    Do gabinetu kapitana Thomasa Evansa wszedł jego pierwszy oficer, a zarazem stary przyjaciel Lucas Girard. Gabinet kapitana był dość spory. Na ścianie, tuż przy wejściu, wisiały szklane tablice z wygrawerowanymi sylwetkami statków Enterprise. Projektanci niejako podzielili gabinet na dwie części: służbową z drewniano-metalowym biurkiem wyposażonym w wysuwany z blatu ekran i aktywowanym dotykiem dłoni panel. Fotel wyglądał na bardzo wygodny - idealnie wyprofilowany, pomagający przetrzymać długie godziny papierkowej roboty. Druga część gabinetu była przestrzenią mniej oficjalną. Stała tam wygodna kanapa i stolik do kawy. Obok, w ścianę wkomponowany był replikator. Gabinet kapitański był bardzo elegancko urządzony. Ozdobiony modelami statków kosmicznych, ale również dawną bronią. Kapitan był bowiem wielbicielem i pasjonatem starożytnych ziemskich militariów. Nie zabrakło również kilku okazów najpiękniejszych ziemskich roślin zielonych.

    Komandora oślepiło światło reflektora doku skierowane akurat na okno biura kapitańskiego.

    - Komandor Lucas Girard melduje się na służbę.

    - Witam na pokładzie. - odrzekł z uśmiechem kapitan - a teraz, kiedy formalności mamy za sobą: Jak ci się podoba nasza nowa łajba?

    - O mało się nie pogubiłem w drodze z transportera do turbowindy.

    - Nie dziwię się. Nietrudno się zgubić na tysiącczterystumetrowym kolosie. Nawet, kiedy komputer doprowadzi cię tam, gdzie chcesz. Poznałeś już resztę starszych oficerów?

    - Jeszcze nie, ale chętnie to uczynię. - drzwi turbowindy charakterystycznie syknęły i kapitan został sam w gabinecie. Pomyślał chwilę, jak dobrze po dwóch latach służby na Ziemi znowu stanąć na mostku statku gwiezdnego. I to nie byle jakiego, lecz Enterprise.

    ***

    - Kapitan do ambulatorium.

    - Słucham.

    - Panie Kejszmarek - kapitan nieumyślnie, lecz w bardzo śmieszny sposób zniekształcał nazwisko polskiego doktora - czy otrzymał pan już całe wyposażenie?

    - Prawie. Sprzęt aż się błyszczy. Mam jednak nadzieję, że nie będę musiał zbyt często go używać. Pan wybaczy, ale jest tego tyle, że ledwo to ogarniam. To jest ambulatorium, a nie składzik.

    - Oczyw...

    - Ambulatorium, bez odbioru. - doktor przerwał kapitanowi.

    - Hmm, ciekawy człowiek... - pomyślał kapitan z ironicznym uśmiechem. - a teraz, trzeba by rozruszać załogę przed jutrzejszym startem - Kapitan do obsady mostka i szefów działów. - powiedział, klepiąc komunikator - Dzisiaj zebranie w sali konferencyjnej o 22.00. Proszę być punktualnie.

    ***

    Godzina 22.18. Sala konferencyjna

    - ...i dlatego trzeba by wzmocnić deflektor nawigacyjny.

    - Wykonać, pani Alvarez. Czy ktoś jeszcze ma jakieś ostatnie detale do podszlifowania?

    - Myślę, że chyba uzgodniliśmy wszystko. Statek jest, nie licząc oczywiście napędu strumieniowego, sprawny i gotowy do startu.

    - Skoro tak pan mówi komandorze. Rozejść się. Aha i pamiętajcie, start punktualnie o 12.00. Nie przegapcie tej chwili ? z wyraźnym podekscytowaniem rzekł kapitan.

    Załoga, rozmawiając półgłosem, rozeszła się. W pomieszczeniu zostali tylko pierwszy i drugi w dowodzeniu.

    - Proszę iść spać kapitanie, jutro wielki dzień, wszyscy musimy być wypoczęci i gotowi - powiedział komandor Girard.

    - Ty idź, Luc. Ja mam jeszcze trochę roboty, raczej papierkowej natury.

    - Mam tylko nadzieję, że nie zaśniesz, mówiąc jutro: Naprzód! - zaśmiał się komandor - Nie mniej jednak, ja się już położę.

    - Dobrze więc, w takim razie dobranoc.

    Kapitan siedział jeszcze parę chwil w swoim fotelu w sali konferencyjnej, spoglądając w bezkres kosmosu. Zamyślił się nad historią kosmicznej wędrówki. Z uśmiechem wspominał pierwszy prom kosmiczny, NX-01 kapitana Archera oraz pierwszego federacyjnego Enterprise kapitana Kirka. Ich znał tylko z historii. Osobiście znał jednak kapitana, a raczej admirała Picarda. On jednak niestety nie doczekał startu kolejnego Enterprise'a.

    Ziewając, kapitan wstał z fotela i powolnym krokiem skierował się przez mostek do swojego gabinetu.

    ***

    Dziennik okrętowy. Data gwiezdna 128278.0

    Lada moment wychodzimy z doku. Dokonujemy jeszcze ostatecznych korekcji silników impulsowych.. Wszystkie systemy są bardziej niż w pełni sprawne i gotowe to otwarcia kolejnego rozdziału księgi zwanej Enterprise.

    - ...i według ciebie ta kwatera jest za mała?!? 62 m2 to za mało ?!? - denerwował się porucznik Stiehl, rozmawiając ze swoją żoną.

    - Nie od razu za mało. Powiedziałam tylko, że mogła by być troszeczkę większa.

    - Posłuchaj, Anno. To nie jest apartamentowiec tylko statek galaktyczny. I ten statek jest największym i najnowocześniejszym okrętem floty! I ten statek ma prawie dwa tysiące ludzi na pokładzie, a dla każdego musi być miejsce!! I ten statek zaraz wychodzi z doku!!! A ja, jako oficer taktyczny muszę być na mostku. Więc odłóż te narzekania na kiedy indziej i poszukaj lepiej moich nitów. Ty to też zawsze musisz je gdzieś położyć, żeby Martin przypadkiem ich nie połknął. On ma już sześć lat! Nie wkłada do buzi wszystkiego, co popadnie!

    - No i czego krzyczysz! Przecież już je założyłeś.

    - Aha, rzeczywiście - zmieszał się porucznik.

    Anna Stiehl odwróciła się do okna, z którego było widać Ziemię i orbitującą wokół niej Bazę Gwiezdną 01.

    - A, Ernest, i nie myśl, że sprawa kwatery jest już zamknięta. Zaraz pój...- urwała w pół zdania gdyż usłyszała syk drzwi wejściowych. Jej mąż po prostu wyszedł. - Ach, Ernest, Ernest, co ja w tobie widziałam. - westchnęła z ironicznym uśmiechem.

    Po chwili pan Stiehl dotarł turbowindą na mostek.

    - Porucznik Ernest Stiehl melduje się na służbę - rzekł wkraczając na mostek.

    - O, dobrze, że pan już jest, proszę zająć stanowisko. Za moment ruszamy. - odpowiedział kapitan. - porucznik White, proszę poprosić dok o zezwolenie na start.

    - Mamy zielone światło, sir - odpowiedziała młoda oficer operacyjna podporucznik Diana White

    - Panie Orłow, silniki manewrowe jedna druga mocy do wyjścia z doku.

    - Manewrowe odpalone. Wychodzimy.

    Tysiąctrzystuosiemdziesięcio metrowy okręt klasy Universe zaświecił własne reflektory. Pojawiło się błękitne światło z gondoli warp i czerwone z silników impulsowych. Uaktywniła się złota tarcza deflektora. USS Enterprise-G majestatycznie ruszył i po chwili wyszedł z doku.

    - Chorąży, kurs dwa-cztery-dziewięć na osiem-siedem. - zakomenderował pierwszy oficer

    - Kurs wprowadzony

    - Warp 9.8. Naprzód! - z dumą powiedział kapitan, wskazując palcem przed siebie.

    Gondole błysnęły, a okręt zmienił się w smugę światła, która zniknęła w czarnej głębi kosmosu.

    ROZDZIAŁ II

    To małe światełko...

    Dziennik kapitański. Data gwiezdna 128300.3

    Wkrótce dotrzemy do pierwszego przystanku naszej podróży ? Bazy Gwiezdnej 26. Mamy tutaj przyjąć na pokład brakującą resztę załogi: doradcę pokładowego - porucznik Imnirę Dax oraz naszego oficera naukowego, komandora porucznika Sinika, którego wyznaczyłem również na stanowisko drugiego oficera. Ponadto w bazie oczekują na nas dwie jednostki klasy Resistant, dla których mamy specjalnie zaprojektowane wnęki dokujące. Czas lotu poświęciłem na dokładne obejrzenie statku. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. To naprawdę ogromny i potężny okręt.

    Na mostku wszyscy siedzieli przy stanowiskach. Tylko kapitan i pierwszy rozmawiali ze sobą.

    - Nie czytał pan specyfikacji?

    - Zapoznałem się, mniej, więcej. - zmieszał się komandor Girard

    - Właściwie są to osobne statki, dowodzone przez innych dowódców i mające odrębną załogę. - wyjaśniał kapitan - Resistanty są zaprojektowane specjalnie dla statków klasy Universe, a raczej statki klasy Universe mają wnęki dokujące, do których pasują statki Resistant.

    - Aha, czyli oni lecą razem z nami jako część okrętu, a w razie czego oddzielają się i pomagają nam w boju.

    - Nie tylko. Można ich użyć jako zwiadowców dalszego zasięgu niż promy. A uzbrojenie, haha, to już inna kwestia. Nowoczesne fazery pulsacyjne typu VIII, torpedy kwantowe wersji X, generatory ablacyjne typu VI

    - Rozumiem. Mały twardziel, można rzec.

    - Mały, bo przy takiej mocy ma ledwie siedemdziesiąt osiem metrów długości i dziewiętnaście szerokości.

    Do dyskusji o możliwościach nowego okrętu włączyli się również inni członkowie obsady centrum dowodzenia. Mostek ten był jednym z najnowocześniejszych mostków na statkach floty. Ale na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Wykończone drewnem konsole, skórzane fotele i welurowe dywany nie sprawiały wrażenia nowoczesnych. Idealnie jednak komponowały się z czernią dotykowych paneli kontrolnych.

    - Kapitanie, dlaczego nie uruchamiamy napędu strumieniowego? Przecież wszystko jest sprawne. - kontynuując pogawędkę, zapytała podporucznik White.

    - Teoretycznie. Inżynierowie testując napęd na naszym statku wykazali, że jest on prawie idealnie wyregulowany. To "prawie" może jednak spowodować zapadnięcie się strumienia po około pięćdziesięciu tysiącach lat świetlnych ciągłego lotu.

    - Ale przecież naszą misją nie jest opuszczenie Galaktyki. - do rozmowy wtrącił się chorąży Siergiej Orłow.

    - Na razie nie. Specjaliści obawiali się jednak, że obliczenia mogą się "trochę" różnić od stanu faktycznego. Wahania struktury podprzestrzeni na poziomie kwantowym są trudne to przewidzenia. Dlatego Dowództwo zabroniło nam używania napędu do czasu wyregulowania go w bazie 26. - jakby uprzedzając następne pytanie, kapitan kontynuował - Jako że obecnie przebywa tam pan Varregh, jeden z naczelnych inżynierów, pracujących nad naszym nowym napędem.

    - Sir, za chwilę wejdziemy do układu Inim Sigma. - przerwał dyskusję sternik

    - Zejść do impulsowej. Kurs na drugą planetę. - rozkazał pierwszy oficer.

    Baza Gwiezdna 26 znajdowała się na orbicie planety klasy M - Inim Sigma II. Jeszcze 13 lat temu tutejsza baza była tylko posterunkiem, a planeta - małą kolonią. Jednak wtedy odkryto pod powierzchnią południowego kontynentu, który dotąd nie budził zainteresowania, kryształy benamitu, na dodatek wyjątkowo stabilne. Flota uznała więc, że należy rozpocząć eksploatację z myślą o, wtedy już będącym w konstrukcji, federacyjnym kwantowym napędzie strumieniowym. W dodatku okazało się, że ta część galaktyki nie jest wcale tak uboga w ten minerał jak wcześniej przypuszczano. Benamit odkryto bowiem również na wielu innych federacyjnych planetach.

    - Poruczniku, wywołać bazę. - kapitan zwrócił się do oficer operacyjnej.

    - Odpowiadają.

    - Na ekran.

    Po chwili na ekranie ukazała się rubaszna twarz kontradmirała Laysona.

    - Witamy, Enterprise, możecie dokować. Thomas, gdy będziesz już wolny, przyjdź do mojego biura. Panie Girard, pana też zapraszam.

    - Oczywiście sir, będziemy za paręnaście minut. Bez odbioru.

    Ekran zgasł. Kapitan Evans skinął głową do pierwszego oficera.

    - Alarm niebieski. Panie Orłow, dokujemy. - z uśmiechem polecił komandor Girard.

    Wrota bazy otwarły się i Enterprise G po chwili manewrów znalazł się w środku.

    - Sternik, rzucić cumy grawitacyjne. Otworzyć śluzy dokujące. Kapitanie, melduję pomyślne wykonanie manewru dokowania. - rzekł pierwszy oficer

    - Dziękuję, komandorze. Do całej załogi: status zielony. Czas złożyć wizytę admirałowi. Panie Stiehl, proszę przejąć mostek.

    Porucznik Stiehl skinął głową i po wyjściu kapitana, zasiadł w fotelu.

    - Hmm, całkiem wygodny - pomyślał

    Kapitan i pierwszy oficer skierowali się do turbowindy, nią natomiast na pokład szósty, tam, gdzie znajduje się śluza nr 1. W bazie już, ponownie przy pomocy turbowindy, dotarli do biura admirała Laysona. Ten powitał ich uśmiechem na twarzy i silnym uściskiem dłoni. Przy stoliku do kawy siedzieli, rozmawiając ze sobą komandor porucznik Sinik, Wolkanin oraz porucznik Imnira Dax, Trill.

    - Siadajcie panowie. - wykonując serdeczny gest dłonią, wskazał na sofę. - Kawy?

    - Chętnie.

    - Poproszę - niemal równocześnie odpowiedzieli kapitan Evans i komandor Girard.

    Po przywitaniu wszyscy usiedli przy stoliku.

    Imnira była jedenastym gospodarzem symbionta Dax. Była młoda, ale dzięki połączeniu z symbiontem zyskała doświadczenie dziesięciu poprzednich gospodarzy. Podobnie jak przedostatni gospodarz, Ezri, została doradcą pokładowym. Kapitan Evans, dowiedziawszy się, że Imnira służy na USS Caesar, poprosił kapitana Sudono, jej dowódcę i przyjaciela kapitana, o transfer. Kapitan Sudono był niechętny oddania tak dobrego oficera, ale ze względu na prośbę przyjaciela z akademii oraz osobistą prośbę porucznik Dax, która marzyła o galaktycznych podróżach, zgodził się.

    Sinik natomiast był znajomym kapitana Evansa z Akademii. Nie poznali się jednak podczas nauki. Sinik, będąc jeszcze w stopniu porucznika, wykładał w Akademii. Kapitan z kolei, prowadził wykłady i ćwiczenia dowódcze. Wtedy jednak Sinik był zwykłym wykładowcą. Rok temu został przeniesiony na USS T?Pol, gdzie służył jako oficer naukowy. Evans wybrał go spośród kilku kandydatów na oficerów naukowych, uznając go "najbardziej odpowiednim do tej funkcji". Dowództwo awansowało Sinika na stopień komandora porucznika i na prośbę kapitana przydzieliło go na USS Enterprise-G gdzie dodatkowo ma pełnić funkcję drugiego oficera.

    Po chwili admirał podszedł do stolika i położył na nim pięć filiżanek, dymiących i pachnących ciemnym wywarem, zwanym przez ludzi kawą. Admirał osobiście podał napój, ponieważ już dawno stwierdził, że "ma dość adiutantów pętających się pod nogami i służących na każde skinienie".

    - Dobrze się składa, że wszyscy tu jesteście - rozpoczął admirał - Lecicie co prawda na misję badawczą, ale dowództwo Floty postanowiło zasugerować wam trasę podróży.

    - Zasugerować? - zapytał Girard

    - Tak, nie jest to oficjalny rozkaz, ale Flota chce, żebyście najpierw udali się wgłąb kwadrantu Beta - na pogranicze galaktyki. Następnie polecicie do kwadrantu Delta. Tam zrobicie rozpoznanie na terytorium Kolektywu Borga. Nawiążecie również oficjalne kontakty z przyjaznymi rasami, które napotkał USS Voyager niecałe osiemdziesiąt lat temu. Potem udacie się do kwadrantu Gamma, gdzie przeprowadzicie taktyczne rozpoznanie na terytorium Dominium. Nasi zwiadowcy donoszą, że integralność Dominium słabnie. Pojawiają się nastroje reformacyjne, a czasami wręcz buntownicze. Waszą przewagą będzie fakt, że pojawicie się w miejscu, z którego Dominium najmniej się spodziewa federacyjnego statku. W Delcie i Gammie na pewno przyda wam się maskowanie interfazowe. Następnie przez Bajorański Korytarz Podprzestrzenny wrócicie do Alfy.

    - Będzie ciekawie - z uśmiechem dodała Dax

    - Mówiąc otwarcie, nie za bardzo podoba mi się, że Flota nadaje tej misji, jakby nie było badawczej, bardzo militarny charakter. - westchnął kapitan - No ale cóż, wykonamy plan Dowództwa.

    - Świetnie. A teraz pomówmy o czymś innym. Jak wam się podoba nowy statek?

    Rozmowa w gabinecie admirała trwała jeszcze jakiś czas. Później oficerowie wrócili na Enterprise, gdzie każdy udał się do swojej kwatery.

    ***

    Na Enterprise główne regulacje napędu dobiegają końca.

    - Kapitanie, proszę na mostek. - powiedział komandor Girard, klepiąc komunikator

    Po chwili kapitan Evans wyszedł ze swojego gabinetu, do którego wejście znajdowało się w tylnej prawej części mostka.

    - Raport - rzekł donośnie kapitan

    - Kwantowy napęd strumieniowy został wyregulowany. Pan Varregh sugeruje jednak jeszcze przeprowadzenie próbnego lotu.

    - Zgadzam się. Pani White, proszę zapytać o pozwolenie na wyjście z doku.

    - Dok melduje gotowość.

    - Chorąży, silniki manewrowe do wyjścia z doku. Potem przejść na impulsowe i przygotować się do wejścia w strumień.

    Statek zgrabnie wyszedł z doku, a następnie skierował się dziobem w bezkres kosmosu.

    - Napęd strumieniowy w gotowości, na pańską komendę, sir - powiedział chorąży Orłow

    - Naprzód.

    Wokół Enterprise'a pojawiła się błękitna poświata. Przed statkiem pojawił się jakby otwór w przestrzeni. Statek wślizgnął się do niego. Otwór błysnął i znikł.

    - Maszynownia, raport. - rzekł pierwszy oficer

    - Wygląda na to, że napęd jest w pełni wyregulowany. - odezwał się głos komandor porucznik Martiny Alvarez, głównej mechanik.

    Po chwili jednak statkiem wstrząsnęło, strumień zapadł się i statek wrócił do normalnej przestrzeni.

    - Co jest, u diabła! - zdenerwował się kapitan

    - Nie wiem - odpowiedziała Alvarez - wszystko było w porządku, nic nie wskazywało na jakieś nieprawidłowości. Po prostu nagle strumień się zapadł.

    - Co może być tego powodem?

    - Nie mam pojęcia. Sugeruję powrót do bazy i przeprowadzenie pełnej diagnostyki napędu.

    - Sternik, jaką odległość przebyliśmy? - zapytał Girard

    - 0.7 roku świetlnego.

    - Sternik, kurs powrotny na Bazę Gwiezdną 26. Warp 9 - rozkazał kapitan - Zrobimy to po staremu.

    ***

    Dziennik kapitański, data gwiezdna 128303.2

    Mimo że wszystko wskazuje na to, że nasz kwantowy napęd strumieniowy jest w pełni sprawny, nie potrafimy utrzymać strumienia przez dłużej niż 0.7 roku świetlnego. Wykazały to trzy próby. Pracujemy obecnie nad odnalezieniem przyczyny problemu. Próby przedstartowe wykazywały przecież, że napęd działa jak należy. Dopiero od regulacji w bazie 26 zaczęły się kłopoty.

    Kapitan siedział w swoim gabinecie, przeglądając dane z lotów próbnych. Nie mógł znaleźć problemu. Dlaczego każdy lot kończył się wyjściem ze strumienia po 0.7 roku świetlnego? Dlaczego tyle? Tak jakby było to zaprogramowane.

    - Zaprogramowane, może to jest właściwy trop - pomyślał kapitan - Evans do maszynowni.

    - Alvarez, słucham.

    - Jakieś postępy? - zapytał kapitan

    - Niestety, nic. Nie znajdujemy żadnej usterki napędu, wszystko powinno działać jak należy, ale nie działa. Przeprowadziłam trzy diagnostyki. Poprosiłam o skan otaczającej nas przestrzeni. Nic niezwykłego.

    - A sprawdziła pani komputery?

    - Tak, nie ma żadnej usterki - odpowiedziała komandor

    - Proszę przeszukać programy. Zaintrygowało mnie to, że za każdym razem lot trwał 0.7 roku świetlnego. Może to jakiś wirus komputerowy.

    - Zrozumiałam, mam nadzieję, że ma pan rację, sir. Maszynownia, bez odbioru.

    W maszynowni wszyscy byli zabiegani. Załoganci chodzili z PADD-ami zawierającymi raporty i notatki. Komandor porucznik Martina Alvarez operowała na konsoli inżynieryjnej, przeglądając programy w poszukiwaniu czegoś dziwnego.

    - Geometria pola, odrzucanie rdzenia, fazery, odpalanie kapsuł ratunkowych, napęd strumieniowy, a to co? - zdziwiła się, gdy ujrzał na liście program z dziwnym podpisem w nieznanym jej języku. Następnie wrzuciła tekst do tłumacza uniwersalnego. Komputer rozpoznał tekst - zawierał on słowa w językach kardazjańskim, romulańskim, klingońskim, a nawet ziemskim języku rosyjskim. Jeszcze dziwniejsze było to, że były to języki w odmianie antycznej, nieużywane od ponad tysiąca lat. Po przepuszczeniu przez tłumacza, powstał tekst: "Gdy siedem błysków z dziesięciu, rzeka wyschnie".

    - Hmm...maszynownia do kapitana - powiedziała klepiąc broszkę - chyba coś mam...

    - Idę.

    ***

    Starsi oficerowie zebrali się w sali konferencyjnej na zebraniu zwołanym przez kapitana w celu omówienia znaleziska komandor Alvarez. Wszyscy zastanawiali się, co może znaczyć tajemnicza inskrypcja. Pierwszy zabrał głos komandor Sinik.

    - Pojawia się liczba siedem, a raczej siedem z dziesięciu.

    - Może to znaczy siedem dziesiątych - zaproponował komandor Girard

    - Całkiem możliwe, w odniesieniu do dystansu podróży w strumieniu. - odpowiedziała podporucznik White

    - A o co chodzi z tą rzeką? - zapytał sternik

    - "Rzeka wyschnie". Rzeka to płynąca woda, czyli...strumień! "Siedem błysków", błysk to światło - siedem dziesiątych roku świetlnego. - z zapałem tłumaczył kapitan - Po siedmiu dziesiątych roku świetlnego strumień skończy się, zapadnie.

    - Świetnie. Wiemy co znaczy inskrypcja i po co jest ten podprogram. Ale kto i po co wgrał to cholerstwo do naszego komputera? - zapytała główna mechanik.

    - Tego powinniśmy się dowiedzieć. - odrzekł kapitan - Pierwszy, przeprowadzisz śledztwo. Myślę, że pan Sinik i pan Stiehl z chęcią panu pomogą.

    - Tak jest, sir - odpowiedzieli

    - Sir, czy ja również mogłabym dołączyć do komandora? - zapytała Dax

    - To już w gestii pana Girarda. Pozostawiam panu wolną rękę, komandorze. - tu skierował wzrok na pierwszego oficera.

    - Zawsze się przyda pomocna dłoń - odpowiedział z nieznacznym uśmiechem

    - Pani zajmie się usunięciem szkodliwego podprogramu - zwrócił się do komandor porucznik Alvarez. - podporucznik White pani pomoże.

    - Rozkaz. - powiedziała operacyjna.

    - Panie Orłow. Dla pana mam specjalne zadanie.

    - Tak, sir? - zapytał chorąży

    - Słyszałem, że interesuje się pan lingwistyką kwadrantu Alfa, zwłaszcza odmianami historycznymi.

    - Zgadza się, sir.

    - Poszpera pan na statku, w bazie i na powierzchni. Niech się pan dowie, kto zna się na językach na inskrypcji. I niech się pan przebierze "na cywila".

    - Tak jest, sir.

    - Ja tymczasem, - zwrócił się do wszystkich - udam się do admirała. Zdam mu relacje z ostatnich wydarzeń. I coś mi się wydaje, że admirał może wiedzieć co nieco na temat ewentualnych sprawców.

    ***

    Kapitan niezwłocznie skierował się do biura admirała. Po drodze natknął się jednak na dwóch poruczników, którzy przedstawili mu się jako dowódcy USS Resistant i USS Trigger. Jak się okazało pierwszym dowodził Andorianin, porucznik Th'san. Triggerem natomiast William Fogg, człowiek, z pochodzenia Brytyjczyk. Po krótkim przywitaniu, kapitan wezwał załoganta, który zaprowadził oficerów do kwater. Sam kapitan udał się do admirała.

    - Od początku programu budowy klasy Universe obawiałem się, że to nastąpi. - mówił admirał - Grupa skrajnych konserwatystów sprzeciwia się daleko zakrojonej eksploracji kosmosu. Mówią, że to tylko doprowadza do wojen, a Federacji przysparza wrogów. Ale zazwyczaj ograniczają się oni tylko do protestów. Chociaż ostatnio - ciągnął dalej - sabotowali jedno z wyrobisk benamitu. Widać rosną w siłę. Ich cechą rozpoznawczą są inskrypcje w językach antycznych zostawiane w programach i pisane na ścianach.

    - Znalazł pan w końcu sabotażystów? - zapytał kapitan

    - W tym problem, że nie wszystkich. Mamy jednego, ale cholernie lojalny wobec swoich i co gorsza, wierzy w to, co robi. Powiedział tylko, że jest ich więcej. Nie wspominał natomiast nic o jakichś statkach w ich posiadaniu.

    - Sir, rozpocząłem własne śledztwo. Mam nadzieję, że będę jakoś mógł pomóc rozwiązać ten problem, który teraz dotyczy zresztą mnie i mojego statku.

    - W porządku, może panu uda się czegoś dokonać. Ma pan moje poparcie. A jak tam napęd?

    - Teraz, gdy odkryliśmy przyczynę, moi ludzie pracują nad usunięciem szkodliwego programu. Gdy czegoś się dowiem, natychmiast złożę panu raport, sir.

    Kapitan opuścił gabinet. Wrócił na statek. Okazało się, że programu nie da się usunąć - potrzebna jest autoryzacja odciskiem palca.

    - Odciskiem palca? To zabezpieczenie chyba nie jest trudne do złamania?- ni to zapytał, ni stwierdził kapitan Evans.

    - Konwencjonalne tak. Jednak ten ma szereg zabezpieczeń autoryzacji, zabezpieczeń zabezpieczeń i tak dalej. Złamanie potrwałoby, nawet tutaj w bazie, jakieś dwa miesięce. - wytłumaczyła komandor Alvarez

    - No to pięknie! - zdenerwowanym głosem powiedział Girard. - Jak dorwę winnego...

    - Spokojnie, pierwszy. Coś wymyślimy. I a propos dowiedział się pan czegoś?

    - Nic, oficerowie Floty nic nie wiedzą, cywile nic nie mówią - nie wiedzą, albo boją się powiedzieć.

    - Sir, można zapytać gdzie jest pan Orłow? - zapytał Sinik.

    - No właśnie, dobre pytanie. Kazałem mu wtopić się w tłum. Ale teraz powinien tu być.

    - Nie ma go ani na statku, ani na stacji - zaraportował Stiehl.

    - Pierwszy, prześle się pan z porucznikiem na powierzchnię i dowie się czegoś. Póki co zostajemy w bazie. Rozejść się.

    ***

    Po godzinie zwiad wrócił z informacją, że chorąży Orłow opuścił planetę z kilkuosobową grupą. I bynajmniej nie zrobił tego z własnej woli...

    Dziennik kapitański, uzupełnienie.

    Wszystko wskazuje na to, że mój sternik, chorąży Siergiej Orłow został uprowadzony. Nie wykluczam, że sprawcami są ci sami ludzie, którzy sabotowali napęd strumieniowy.

    Komandor Girard był w drodze na mostek, a dokładnie do gabinetu kapitana. Na jego twarzy było widać grymas, świadczący o tym, że, delikatnie mówiąc, jest bardzo zdenerwowany obecną sytuacją. Nowy Enterprise ? sabotowany! I to przez kogo? - małą grupkę niezadowolonych obywateli. Piękny start nowej misji. A on, pierwszy oficer, którego obowiązkiem jest ochrona załogi i kapitana, a przede wszystkim statku, biega z raportami do kapitana. Najchętniej rozerwałby sprawców na strzępy.

    - Kapitanie, ten Ferengi, którego podejrzewałem, jest w naszym brygu. Zechce go pan osobiście przesłuchać? - powiedział, wchodząc do gabinetu.

    - Nie, nie chce mi się oglądać kolejnej chciwej mordy jakiegoś karła. Zajmij się tym!

    - Tak jest.

    Przechodząc przez mostek zabrał ze sobą Sinika. Może podświadomie wiedział, że obecność opanowanego Wolkanina pomoże w skutecznym przesłuchaniu.

    - Gadaj co wiesz! - wrzasnął na powitanie więźnia komandor Girard

    - Spokojnie komandorze, nie wiem o co panu chodzi. - odpowiedział z pychą w głosie Ferengi Plinq

    - Czy wie pan coś na temat porwania chorążego Orłowa? - przesłuchanie kontynuował Sinik

    - Ten młody Rosjanin? - niby zapytał Plinq. - Był i go nie ma. Nic niezwykłego

    - Wiemy, że porwali go sabotażyści.

    - Aaa, coś słyszałem. Napęd wam nie działa, haha. Ale to raczej nie w stylu "Protektorów"?

    - Protektorów? - zapytał Girard

    - Tak się nazywają. Twierdzą, że bronią mieszkańców kwadrantu Alfa przed bezmyślną polityką Gwiezdnej Floty.

    - Taa, jasne. Gdzie jest ich baza wypadowa?

    - Skąd ja mogę wiedzieć? Jestem tylko biednym handlarzem?

    Tu komandor Girard wstał i chwycił Plinqa za kark.

    - Słuchaj no. Już my znamy ten twój towar. Gadaj, albo tak cię załatwię, że nie pohandlujesz nawet tellaryckimi ślimakami przez najbliższe dwadzieścia lat.

    Z natury tchórzliwy Ferengi od razu zbladł i zmienił styl rozmowy.

    - Dobrze, dobrze. Tylko puść mnie pan już! - powiedział piskliwym głosem. - Mają bazę pod powierzchnią księżyca klasy F gazowego giganta w układzie Oraq.

    Komandor puścił go, a on boleśnie upadł na ławę w brygu.

    - Co z nim? - zapytał Wolkanina.

    - Logika nakazuje oddać go służbom porządkowym. Nieautoryzowany handel bronią jest w Federacji zakazany.

    - Niech posiedzi trochę w brygu bazy. Potem go puścimy. Może się jeszcze przydać.

    ***

    Kapitan rozmawiał z Imnirą Dax na mostku, gdy z turbowindy wyszedł Girard. Siadł na swoim fotelu obok kapitana i zdał relację z przesłuchania. Kapitan, korzystając z łącza w swoim biurze, skontaktował się z admirałem, który wydał rozkaz zbadania układu Oraq.

    - Sternik, manewrowe. Wyprowadź nas pan z doku. - rozkazał, wychodząc z gabinetu.

    Przy sterze siedział niejaki chorąży Stephenson, zastępujący Orłowa.

    - Wyszliśmy, sir.

    - Kurs na układ Oraq, warp 9.8

    Dziennik kapitański, data gwiezdna 128307.3

    Po trzydziestu trzech godzinach lotu, zbliżamy się do odległego od Bazy Gwiezdnej 26 o jedenaście i pół roku świetlnego niezamieszkanego układu Oraq. Według relacji Ferengi na księżycu drugiej planety znajduje się podziemna baza sabotażystów, którzy nazywają się "protektorami".

    - Wchodzimy do układu Oraq - zaraportował sternik

    - Zejść do impulsowej. Kurs na drugą planetę. Panie Stiehl, alarm żółty - nigdy nie wiadomo, co może tam czyhać. - rozkazał kapitan

    - Osłony włączone - odpowiedział porucznik

    - Pani White, rozpocząć skany księżyca orbitującego gazowego giganta. - powiedział pierwszy oficer.

    - Klasa F, brak atmosfery, liczne jaskinie podziemne, wypełnione mieszanką tlenowo-azotową. Chwila...wykrywam sztuczne zabudowania pod powierzchnią.

    - Sir, dziesięć myśliwców szturmowych wchodzi w zasięg sensorów. Nie było ich widać, ponieważ księżyc zamaskował ich sygnatury. - kontynuował taktyczny. - Mają podniesione osłony, ładują baterie.

    - Nie mają szans z okrętem klasy Universe, nie wiedzą tego? - ni zapytał, ni stwierdził kapitan. - Tak czy owak, przejść na alarm czerwony. Załadować fazery, mierzyć w systemy napę...

    Statkiem wstrząsnęło, z sufitu posypały się iskry, konsole eksplodowały.

    - Co to jest!?! - wrzasnął Girard

    - Mają torpedy trikobaltowe. Osłony spadły do 35% - odpowiedział Stiehl

    - Fazery ognia! - rozkazał kapitan

    Z głównego pasa fazerowego wystrzeliły liczne pomarańczowe smugi energii. Większość trafiła celu, cztery jednostki zostały unieruchomione. Reszta kontynuowała atak.

    - Energia do osłon! Możemy włączyć pancerz?

    - Nie radzę. Żeby to zrobić trzeba zdjąć osłony, bylibyśmy bezbronni przez kilkanaście sekund.

    - Kontynuować ostrzał, załadować torpedy kwantowe, strzelać wedle uznania.

    Kilkadziesiąt sekund wymiany ognia dało rezultat: w sumie sześć jednostek atakujących zostało unieruchomionych, reszta zniszczonych. Na szczęście myśliwce nie strzelały ponownie torpedami trikobaltowymi.

    - Raport uszkodzeń - rzekł komandor Girard

    - Osłony 32%, drobne uszkodzenie poszycia na pokładach szóstym dziobowym i trzynastym rufowym. Dwóch rannych, nic poważnego - raportował porucznik Stiehl - Nieprzyjaciel nie użył ponownie torped trikobaltowych, podejrzewam, że każdy statek miał tylko jedną na pokładzie.

    - Wystarczyła, żeby napędzić nam stracha! - powiedziała Dax

    - Transportery, przesłać załogi statków do brygu. Panie Stiehl, proszę sprowadzić myśliwce do hangaru.

    - Tak jest, sir. Załogi przesłane, włączam wiązkę ściągającą, rozpoczynam dokowanie jednostek.

    Dokowanie trwało kilkanaście sekund.

    - Myśliwce w hangarze.

    - Sternik, kurs na księżyc, orbita synchroniczna nad strukturami podziemnymi.. Pierwszy, zbierze pan drużynę i prześle się pod powierzchnię.

    ***

    Statek zajął orbitę. Grupa wypadowa, uzbrojona w fazery, pod dowództwem komandora Girarda przesłała się na dół. Znajdowali się w jaskini, jakieś pięćdziesiąt metrów pod powierzchnią. Powietrze było parne. Po rozejrzeniu się nie spotkali nikogo. Trikorder wykrył jednak cztery oznaki życia w jednej z komór mieszkalnych. Pan Stiehl rozwalił zamek fazerem, po czym kilku ludzi w brązowych mundurach weszło do środka. Tam, na ławach siedziało dwóch Ludzi i jeden Bajoranin

    - Jestem komandor Lucas Girard z federacyjnego statku Enterprise - powiedział dowódca grupy do znalezionych. - zidentyfikujcie się.

    Pytanie komandora nie doczekało się odpowiedzi. Rozkazał on zabrać podejrzanych na pokład. Szarpali się, ale nie było to wyzwaniem dla wyszkolonej drużyny ochrony. Za kolejnymi drzwiami grupa znalazła swoją zgubę - chorążego Orłowa. Leżał on na wznak na ławie. Wyglądał na wyczerpanego, był półprzytomny. Po ponownym sprawdzeniu terenu, grupa wróciła na pokład. Orłow od razu trafił do ambulatorium, a podejrzani do brygu.

    Kapitan udał się do ambulatorium, wypytać o stan swojego oficera.

    - Co z nim? - zapytał wskazując na leżącego na łóżku sternika.

    - Podano mu silne środki odurzające. Powinien wybudzić się za kilkanaście godzin. - odpowiedział doktor Kaczmarek. - Nic mu nie będzie.

    - Dobrze więc. Proszę mnie informować na bieżąco.

    Kapitan wyszedł z ambulatorium. Klepnął komunikator i wezwał komandora Girarda:

    - Spotkamy się w brygu.

    W brygu w trzech celach siedzieli sabotażyści. Wśród nich większość stanowili Ludzie, było kilku Bajoran i jeden Wolkanin. Do pomieszczenia jednocześnie weszli kapitan Thomas Evans i jego pierwszy oficer, a za nimi porucznik Stiehl z kilkoma ochroniarzami. Oficerowie chwilę przyglądali się więźniom. W końcu kapitan zapytał:

    - Macie tu jakiegoś dowódcę?

    Po chwili milczenia jeden z ludzi wystąpił.

    - Ja.

    - Jakieś imię pan masz?

    - Jedd, Tom Jedd.

    - Chorąży, proszę opuścić pole siłowe. - rozkazał kapitan, zwracając się do młodzieńca stojącego przy konsoli.

    - Panie Stiehl, proszę zabrać tego człowieka do pokoju przesłuchań.

    Dwaj rośli ochroniarze zaprowadzili Jedda do pokoju przesłuchać, znajdującego się na tym samym pokładzie trzydziestym szóstym, kilkadziesiąt metrów od brygu. Tam przesłuchaniem osobiście zajął się kapitan.

    - Słuchaj pan! - zaczął stanowczym głosem. - Sabotowaliście federacyjny okręt, porwaliście oficera Floty i w końcu zaatakowaliście nasz statek! Zostaniecie oddani pod sąd w Bazie Gwiezdnej 26. Ale nie po to tu pana kazałem przyprowadzić.

    Jedd spojrzał na kapitana. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Kapitan kontynuował:

    - Nie możemy usunąć waszego programu. Potrzebujemy odcisku palca któregoś z was. I podejrzewam, że to właśnie pańskiego.

    - Co ty nie powiesz? - uśmiechnął się złośliwie.

    Kapitan chwycił go "za frak", prawie rzucił nim o ścianę i trzymając go cały czas, mówił:

    - Albo pan po dobroci zrobisz co mówię, albo ci ten paluch urżnę i sam załatwię sprawę! - tu chwycił się za rękojeść fazera.

    Jedd nie miał doświadczenia z oficerami Floty, toteż nie wiedział do czego Evans jest zdolny. Zauważył gest oficera. Zbladł nieznacznie i począł jąkać się:

    - Do-dobrze...

    - Weźcie go do maszynowni, niech zrobi co trzeba, potem z powrotem do brygu.

    Wszyscy opuścili pokój przesłuchań, a kapitan i Girard skierowali się na mostek. Po drodze komandor zapytał dowódcę:

    - Ale z tym palcem to żartowałeś?

    - Hmm... - uśmiechnął się lekko kapitan, nic nie odpowiadając.

    ***

    Dziennik kapitański, data gwiezdna 128313.5

    Wróciliśmy do Bazy Gwiezdnej 26. Komandor Alvarez udało się skasować program sabotażystów. Więźniów oddaliśmy admirałowi, który zapowiedział ich niezwłoczny proces oraz poszukiwania reszty grupy "protektorów", którzy teraz stracili swoją bazę wypadową oraz przywódcę. Nasz sternik odzyskał zdrowie i wrócił na służbę. Wygląda na to, że w końcu jesteśmy gotowi do rozpoczęcia kolejnego biegu przez kosmos.

    Na mostku panował ruch, młodsi oficerowie biegali z raportami. W trzecim fotelu siedziała już doradca Imnira Dax. Przy konsoli naukowej rozmawiali Sinik z doktorem Kaczmarkiem. Porucznik Ernest Stiehl pracował przy swojej konsoli, komandor porucznik Martina Alvarez również kontrolowała maszynownię ze swojej konsoli na mostku. Chorąży Siergiej Orłow sprawdzał stan silników, podporucznik Diana White przeglądała stan czujników. Na mostku byli również obecni porucznicy Th'san i William Fogg, którzy jednak większość służby spędzali na swoich małych jednostkach. Wreszcie na mostek wkroczył kapitan Evans, a za nim komandor Girard. Zasiedli w swoich fotelach. Przez interkom dowódca zwrócił się do załogi:

    - Do całej załogi, mówi kapitan. Przygotować się do startu - teraz zwrócił się do sternika - Zwolnić zaczepy dokujące, puścić cumy. Uruchomić silniki manewrowe. Proszę nas wyprowadzić z doku, potem przejść na impulsową.

    - Tak jest, sir. Opuszczamy dok, silniki impulsowe uruchomione.

    - Wyznaczyć kurs 12 na 34 i przygotować się do wejścia w strumień.

    - Mamy pełną moc - powiedziała Alvarez

    - Świetnie. No to naprzód!

    USS Enterprise-G zaświecił się błękitną poświatą, i po ułamku sekundy wszedł w strumień.

    To była pierwsza część mojego cyklu "Data gwiezdna...XXV wiek". To moje pierwsze dzieło, mam nadzieję, że choć trochę się komuś spodoba.

    Załączam szkice własnej roboty (dla tych, którzy lubią schematy 🙂 ), które mogą wyjaśnić różne techniczne meandry mojego opowiadania. Oczywiście, to tylko moje wyobrażenie, a wiadomo, że autor i czytelnik mogą mieć różne spojrzenie na sprawę. Nazwy angielskie, bo chciałem zachować klimat trekowy 🙂

    Mundury:

    Dołączona grafika

    Mostek:

    Dołączona grafika

Viewing 1 post (of 1 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram