Forum Fandom Opowiadania Bitwa

Bitwa

Viewing 2 posts - 1 through 2 (of 2 total)
  • Author
    Posts
  • Constantine
    Participant
    #2724

    Witam - chciałem zaznaczyć ,że jest to pierwszy post na tym forum i dopiero zaczynam przygode w świecie star trek więc wybaczcie mi ewentualne niedociągnięcia.


    - Kapitanie wywo... - Ogromna eksplozja rozjaśniła skanery a od strony nawigatora Thierrego posypała się seria malowniczych przekleństw opartych głównie na Klingonach i szczegółach z życia

    intymnego ich matek. Rzecz jasna "Eagle" nie strzelał do nas, tego statek nie wytrzymałby z pewnością. Ostrzelano platformy stacji orbitalnej ,której my mieliśmy bronić.

    Mieliśmy bo okręty Klingonów przerwały linie i zniszczyły większość naszych statków zanim my zdołaliśmy jeszcze ustawic się na wybranych pozycjach.

    - Wywołują nas.

    - Kto?

    - "Parsifal"

    - Na ekran!

    Po chwili ekran zmienił się w biało-szarą kaszkę ,z czego wywnioskowałem ,że "Parsifal" przestał istnieć.

    Ze wszystkich statków Gwiezdnej Floty my byliśmy tym ,który oberwał najmniej, a to z tej prostej przyczyny ,ze byliśmy posiłkami przysłanymi przez dowództwo. Teraz posiłki nie istniały (poza nami) a z całej floty stacjonującej na orbicie Tarsusa zostało już tylko kilka statków. Za to klingoni mieli ich ,aż w nadmiarze.

    Te rozmyślania przerwał mi kapitan.

    - Komandorze raport!

    Spojrzałem na ekran, sytuacja nie przedstawiała się najlepiej.

    - Tarcze 40% mocy. Straciliśmy pokłady: 3 ,6 i 9. Silniki zachowały jeszcze 50% mocy a...

    - Jaki stan broni pokładowej?

    - Torpedy na wykończeniu wystarczy ich jeszcze tylko na 2 minuty walki. Ale fazery sie trzymają.

    - Wykonać manewr defensywny "Kirk strike" przy zwrocie o 30 stopni.

    - Tak jest.

    Po chwili manewr był wykonany a Ja zauważyłem to co kapitan zauważył podczas wydania rozkazu - Jeden z klingońskich statków flagowych wypóścił sie za daleko przez co stracił osłone ognia zaporowego swojej floty.

    - Strzelać na mój rozkaz - Zarekomendował kapitan - Teraz!!!

    Flamery siknęły ogniem i juz chwile później mogliśmy zobaczyć śliczne fajerwerki.

    -Przekaz ze stacjii orbitalnej.

    - Na ekran!

    Na ekranie pojawiła się czyjaś twarz. Nie znałem jej ale prawdopodobnie była dowódcą z czego wnioskowałem ,że komador Lemoine - dowóca stacji - już nie żył.

    - Kapitanie, przełamali falangi dział stacji nie utrzymamy się dłużej.

    - Jakieś rozkazy z dowództwa?

    - Tak. Admirał de Coverley mówi...

    - Co?

    - ...Że czas ratować ,życie.

    - Wydaj rozkaz ewakuacjii załogi na "Demoklesa"

    - Tak jest!

    Twarz znikła a kapitan zajął się wydawaniem rozkazów. W takich chwilach go podziwiałem. Zwykle bo teraz nie miałem czasu.

    - Komadorze. Wydaj rozkaz do całej floty - niech wycofają się na pozycje 34- 46- 72 strefy północnej i stworzą w okół nas kordon. Do statków których nie mogą latać wydaj rozkazy natychmiastowego teleportowania zalogi na nasz statek. Potem przygotujDmoklesa do skoku w nadprzestrzeń i teleportuj załogi z pozostaych statków. Potem uciekamy.

    Plan był śmiały ,może nawet zbyt śmiały więc wykonanie go graniczyło się z cudem. A cuda ,żadko się zdarzają.

    W momencie gdy skończyłem wydawać rozkazy oberwalismy. Nie jedną torbedą czy promieniem lasera ale całym wachlarzem owych. Stracilismy tarcze co spowodowało dziure w kadłubie mostka co z kolei spowodowało ,ze zanim technicy zdołali przekierować energie do pola siłowego w prużnie wyleciało kilku ludzi.Nie przejąłem się tym zbytnio - miałem własne problemy. Tyle tylko ,ze wśród nich był kapitan.

    Kapitan Conter był jednym z najlepszych kapitanó w całej tej cholernej flocie. Był.

    Statki tworzące kordon zniknęły. Stacja orbitalna też a my byliśmy gotowi do skoku w nadprzestrzeń. Tyle tylko ,ze ze wsząd otoczyły na klingońskie okręty a z głośników nagle usłyszałem głos:

    - Wróg wdarł się na statek. Nieprzyjacielskie siły na pokładach - 1 , 2 ,4 ,8...

    Być moze komputer wymieniał by pokłady nadal ale nagle świelista wiązka lasera wyryła na miejscu głosnika dużądziure a ja zobaczyłem klingonów. Oczywiście- wszędzie bylo widać klingonów ale to były siły abordażowe.

    Już nie dbalem o statek o ludzi czy o kapitana. Chciałem tylko przeżyć.

    Wydałem rozkaz zatrzymania klingonów. Było ich dużo ale my barzo chcielismy przeżyć.

    Ostatnich zabijaliśmy z bardo bliska bo podeszli dość blisko.

    Podniosłem z ziemi karabin laserowy. Był naładowany i zaczęlismy się przebijać do hangaru mając nadzieje ,ze przynajmniej jeden z tamtejszychmstatków będzie zdolny do użycia.

    Gdy w końcu dotarliśmy brocząc krwią ,potykając się i umierając zaatakowali nas jeszcze raz. Nie mielismy już sił dalej walczyć ale ja bardzo chciałem przeżyć. W ogniu ,krwi i ogólnym bałaganie doczołgałem się jakoś do trasoportera.

    Wysłali za mną kilka wiązek ale jakoś udało mi się odlecieć z tamtąd. Cuda rzadko się zdarzają.Ale czasami...

    Po kilku dniach dryfowania w przestrzeni znalazł mnie jeden z Romulańskich statkówhandlowych.

    Tu właściwe opowieść dobiega końca. Jestem jedynym ocalałym z tamtego starcia.

    Od Moderatora: Tutaj mozecie komentowac to opowiadanie ;>

    Kahless
    Participant
    #57065

    Do Coena ci jeszcze daaaaleko, ale pomysł nie jest zły.

Viewing 2 posts - 1 through 2 (of 2 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram