Avatar

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 78 total)
  • Author
    Posts
  • fluor
    Keymaster
    #5273

    Opinie na temat filmu Jamesa Camerona są podzielone - jedni mówią o trzygodzinnym Pocahontas, fabule skomplikowanej na poziomie Króla Lwa, inni o nowej erze w kinie.Świat został zarysowany w najdrobniejszych szczegółach, choć odchodzi od science-fiction w stronę nieco baśniowej estetyki, to wciąż widz nie czuje, że coś tu nie pasuje. Nie spotkamy tu czerwonego stwora na lodowej planecie - obcej flory i fauny jest zadziwiająco dużo, ale wszystko współgra ze sobą. Z drugiej strony - film snuje się powoli, zaprasza do tego, by się delektować efektami.Moje wrażenia z seansu, że to kino dla młodego widza, ekwiwalent filmów familijnych. Świat Avatara nie zachwycił mnie i nie porwał, chociaż widać jaki ogrom pracy został włożony w jego rozwój.Jakie są Wasze opinie?

    Lord Fixer
    Participant
    #83446

    Właśnie wróciłem z kina.Film jest bardzo dobry. Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę na to, z którego punktu był reklamowany - efekty specjalne. Cały jest genialnie wykonany pod tym kątem. Nie jest to kolejna produkcja, w której na cały film pojawiły się 2-3 efekty 3D, lecz całość była wykonana w tej technologi, co robiło spore wrażenie. Kolejną rzeczą jest fabuła. Trzeba zauważyć, iż była bardzo wciągająca i nawet gdyby był to film czarno-biały, to i tak chętnie bym go obejrzał. Polecam

    Galactica
    Participant
    #83455

    Z tego co wiem prace nad Avatarem trwały około 15 lat. Film jest ciekawy i dobrze zrobiony(wg mnie oczywiście). Poza tym nie dziwie się że Cameron zrobił SF. W końcu należy do komisji doradczej NASA i jest autorem planu wyprawy na Marsa. Swoją drogą ciekaw jestem kiedy nakręci o tym film. 😀

    Manul
    Participant
    #83477

    Szczerze? Boję się iść na to do kina, bo mam wrażenie, że oprócz efektów 3D nic więcej nie zobaczę w tym filmie.

    Slawek
    Moderator
    #83481

    Bo nie zobaczysz.O Avatarze prawdę mówiąc dowiedziałem się całkiem niedawno, pomimo tego całego hype'u i gadek typu "świat kreowany kilkanaście lat". Widząc reklamę w TV od razu stwierdziłem, że będzie to film nastawiony na efekty. W sumie nic innego na zwiastunach nie pokazali...Poczytałem ostatnio trochę informacji na temat Avatara i śmiać mi się chce kiedy słyszę, że miał to być jakiś wielki "och ach" świat powstający latami, mający konkurować ze Star Wars, a w rzeczywistości powtarzający po raz kolejny oklepaną historię "źli biali vs dobrzy rdzenni mieszkańcy". Czy nie było tego już ostatnio w District 9 przypadkiem? Już wtedy czułem się, że ktoś tu obraża moją inteligencję, uporczywie wbijając mi do głowy naiwne morały typu "ludzie są źli". Tak, wiem o tym. I co ja mam w związku z tym zrobić? Niech twórcy filmowi albo przestaną oszukiwać widzów i siebie samych i zaczną tworzyć filmy typowo nastawione na efekty, albo wysilą w końcu i zaprezentują nieco bardziej ambitną historię niż kolejną kalkę naiwnych produkcji Disney'a.Niemniej jednak na Avatara chyba się wybiorę - właśnie dla tych efektów. Poczekam tylko parę dni, gdyż nie widzi mi się oglądanie filmu z setką innych osób dookoła i ograniczoną przestrzenią życiową.Z drugiej strony na Transformers 2 też szedłem dla efektów, a jakoś szczególnie zadowolony z sali wcale nie wyszedłem...Jest jeszcze jedna sprawa. Efekty efektami, ale gdy widzę coś co twórcy się chwalą zostało stworzone w pełni za pomocą komputera, podczas gdy wystarczyło kogoś pomalować na niebiesko i doczepić sztuczne uszy aby wyglądało nawet bardziej naturalnie, to prawdę mówiąc trochę mnie ściska.

    Lord Fixer
    Participant
    #83491

    To prawda, że na trailerze były pokazane jedynie sceny walk, lecz czy nie jest tak na trajlerach wszystkich filmów? Osobiście wolę nie oceniać, puki nie zobaczę. Avatar zobaczyłem i naprawdę nie jest tak, że są to tylko efekty, lecz i fabuła jest bardzo wciągająca.EDIT:Trzeba by dodać (słucham teraz OST z filmu), że jest tam całkiem niezła muzyka

    Galactica
    Participant
    Infango
    Participant
    #83621

    Szkoda że z filmu wyleciało masę wątków i wyjaśnień jakie zawierał oryginalny scenariusz ( do przeczytania w necie .... ) Przy tym budżecie ( 500 ml a mówią że ponad 600 ml ) spodziewam się cudów, naprawdę mam nadzieję że się coś przede mną zmaterializuje 🙂 A tak na poważnie pójść to pójdę ale po 2 metrowych smerfach skrzyżowany z kotami nie spodziewam się nic wielkiego traktuje ten film jak nowego treka czyli scifi dla mas wchodzi gładko i ..... tyle. Wolał bym gdyby za 1/5 tek kwoty nakręcił nowego aliena ....

    Galactica
    Participant
    #83657

    O ile pamiętam te Smerfy/koty miały 3 metry

    papaj
    Participant
    #83660

    Film Avatar (produkcję - tak będzie lepiej) widziałem wczoraj.

    Wrażenia bezpośrednio po są dobre. Oceniam tą produkcję na 4+.

    Tak to jest produkcja dla rodziny - prawie każdy dla siebie coś znajdzie (nawet kobieta interesująca się "polskimi komedyjkami" zainteresowała się długimi ogonami, mnie zafascynowało uzębienie Navi i głównie po przez nie okazywane emocje).

    Jest to obraz wymagający dla oczu i kory mózgowej (taki neuro-masaż) analizującej to co widzimy (w szczególności 3D) - to jest drugi powód aby tą produkcję zobaczyć.

    Trzeci argument za - to warto po przez ten film zobaczyć "poczuć" wyobraźnię reżysera. To największy atrybut tej produkcji - uruchamianie (odświeżanie) swojej wyobraźni. Film ten prowokuje (przynajmniej) mnie do spojrzenia na Sci-fi nie tylko przez pryzmat nowoczesnej techniki (drogą tą większość twórców idzie), ale przez Sci-fi natury (fauny i flory). Tego w taki dopracowany sposób nigdzie nie widziałem. Kto nie lubi obrazów przyrodniczych (np. National Geographic) ten tego nie musi rozumieć.

    Reszta jest do zaakceptowania.

    Warto produkcję Avatar zobaczyć i na gorąco skomentować, nie radzę robić tego przed i długo po.

    papaj

    Skrypek
    Participant
    #83661

    O ile pamiętam te Smerfy/koty miały 3 metry

    Ale tak dokładnie czy bliżej π bądź e?

    Galactica
    Participant
    #83663

    Ale tak dokładnie czy bliżej π bądź e?

    Nie wiem o co chodzi. O 3 m kolega mi powiedział. Nigdzie tego nie sprawdzałem.

    Dalek
    Participant
    #83665

    Tekst może zawierać spoilery.Jestem świeżo po projekcji Avatara i mam mieszane uczucia. Mieszane bo wszystkie wady filmu widać jak na dłoni, a mimo to film sprawdził się w swojej roli - nie nudziłem się. Pierwsze 30 minut to zdecydowanie najlepsza część filmu. Dobrze zarysowana fabuła, dobrze przedstawieni bohaterowie. szczególnie podobał mi się wątek niepełnosprawności głównego bohatera i tego co daje mu na płaszczyźnie fizycznej i psychicznej awatar. Ma on zadatki na Mary Sue, jest zdolny i szybko się uczy, ale ma też wady, a jego punkt widzenia nie staje się jedynym słusznym i prawidzwym. Jake staje się niepapierowy i wiarygodny dla widza. Bohaterowie poboczni są znośni, momentami nawet zabawni, ale nie nachalni w próbie wywołania uśmiechu u widza (brak syndromu Jar Jar Bingsa, czy żartów ze stereotypów czy seksu a'la transformers 2).Dalej robi się trochę gorzej. Film zaczyna ściągać z innych produkcji. Tańczący z wilkami, Pocahontas skąd zapożyczono główną oś fabularną - biały przebywając pośród "dzikusów" uczy się ich obyczajów i staje się jednym z nich. Wizualnie widzę inspirację Baronem Munchausenem (latające skały), epizodem III star wars (drzewo miasto jak u Wookiech na Kashyyyku) a także matrixem (roboty ludzi). Ogólnie, jeśli chodzi o wygląd bogatej fauny i flory Pandory, ze star warsów oraz world of warcraft (rozśmieszyła mnie wymiana mounta w środku filmu na lepszego ;P). Mimo to oprawa zapiera dech w piersiach. Wątki disney'owe niestety po 30 minucie zaczynają przeważać. Nauka od głównej heroiny filmu przypominana bzdury wkładane dzieciom do głowy w Pocahontas, wątek miłosny przypomina ten z Król Lwa. Występuje pocahontasowy zaborczy ojciec nieprzekonany do naszego bohatera. O dziwo matka heroiny żyje (mamusie w filmach disneya raczej nie istnieją, zabijaj je jakiś tajemniczy wirus ;)), ale przyjmuję rolę zarezerwowaną w filmach disney'a dla matki chrzestnej/ciotki/babci. Jest nośnikiem kobiecej / magicznej mądrości oraz niesie w sobie ziarno dobroci, które w pewnym momencie popycha fabułę do przodu. Główny bohater ma oczywiście konkurenta, który również chce się wślizgnąć do majtek heroiny. Konkurent jest, jak to w filmach disney'a, nieznośny, buńczuczny i szyderczy. Bohater oczywiście w końcu wykaże, że to co nosi w majtkach jest większe od tego co nosi w tym samym miejscu jego przeciwnik :). Na pochwałę zasługuje niesztampowe postępowanie naszego bohatera wobec pokonanego. Nie zostaje on stłamszony i przedstawiony jako debil i idiota (jak często dzieje się w produkcjach disney'owskich). Główny bohater, zakopuje topór wojenny, okazuje pokonanemu przeciwnikowi szacunek i daje szansę na wyście z twarzą.Cóż czas wymienić największe, moim zdaniem, wady filmu:1) Główny zły przypomina postać z kreskówki, albo komiksu. Ciężko brać go na poważnie i zaakceptować jako przeciwnika - groteska jest wszechogarniająca.2) Ostania, z założenia miała być pokazem wspaniałych efektów specjalnych i tak jest, niestety sama "choreografia" walki już tak fajna nie jest. Kamienie i strzały kontra karabiny maszynowe i rakiety. Początkowy, ciężko wytłumaczalny sukces, przeradza się w dającą się do przewidzenia klęskę. Po tym następuje najgorsze, czyli Deus ex machina (czy raczej deus ex gaya). Źywa planeta, a przy okazji sieć internetowa (sic!) ratuje naszych niebieską trzódkę. Nie dość, że jest to głupie to umniejsz poświęcenie Smerfów w walce ze złym Gargamelem.3) Grzech najgorszy = Łopatologia. Tak filmie! Rozumiem - Ameryka to zło, napada inne państwa, żeby zabrać im surowce, ma w nosie inne kultury, zarżnęła Indian i wyrugała ich ziemi. Filmie proszę nie bij mnie deską z gwoździem po głowie, naprawdę zrozumiałem!Napisałem tu sporo złego o tej produkcji, ale to się naprawdę da oglądać w przeciwieństwie do innych filmów rozrywkowych zaserwowanych nam w ostatnim czasie. 160 minut filmu wysiedziałem, nie nudziłem się i nie byłem zażenowany (jak na transformersach 2), a to już sporo. Myślę, że Cameron chciał powrócić do starej metody robienia filmów przygodowych. Owszem odcina kupony od poprzednich produkcji, ale też prezentuje odrobinkę nowości. Jako przykład totalnej kalkomanii można podać najnowszą, jakże nieudaną część Indiany. Świat wykreowany zaciekawił mnie. Razem z bohaterem, który dał się polubić, poznawałem faunę i florę Pandory oraz zwyczaje Navi (mimo tego, że nawiązania do Indian trochę mnie denerwowały). Zgodzę się z Fluorem, że jest to film familijny. Ogólnie nie jest źle, myślałem, że będzie dużo gorzej. PS. Co do wersji "3D", bo właśnie takiej byłem to również mam mieszane uczucia. Z jednej strony kilka efektów wyglądało naprawdę fajnie (popiół, latające meduzy, świecące roślinki), z drugiej obraz był często rozmyty i ciężko było się na nim skupić. Jako bonus rozpraszały mnie polskie napisy, również w "3D", które mocno "wystawały z ekranu".Poza tym łzawiły mi trochę oczy, ale to chyba tylko mi. Żadna z kilku innych osób, które też oglądały tę wersję nie powiedziała mi, że miała mi podobne objawy.

    Manul
    Participant
    #83829

    Ja nadal nie mogę się zebrać by pójść do kina i tak czytając te wszystkie recenzje, trafiłam do Kominka - Samozwańczego Króla Internetu.

    http://www.kominek.tv/tt.recenzja.avatar,artykuly,161.htm

    I teraz już wiem, pójdę na Avatar, żeby mu powiedzieć, że się myli.

    Nawet jeśli ma rację.

    Tom
    Participant
    #83870

    Właśnie wróciłem i nie jestem rozczarowany, ale też nie jestem zachwycony. Takie dobre kino familijne. Nieskomplikowane, wyraziste i zarazem płaskie postacie (poza chyba tylko panią główną specjalistką od obcych, ale o tym dalej), fabuła konwencjonalna, disney'owska, taka jak przystało w typowym kinie familijnym. Było jednak kilka zgrzytów.[Spoilery]Rozdrażniło mnie jednak ogólne przesłanie potępiające myśl naukową i sławiące powrót do korzeni (ostatnio bardzo modne). Jego przykładem może być postać wspomnianej wyżej badaczki, która z aroganckiej baby, która zjadła wszystkie rozumy przeistacza się (dzięki dogłębnemu poznaniu dóbr życia tubylczego) nie tylko w sympatyczną postać, ale też pod koniec odrzuca naukę na rzecz wiary (ale, jako że nawrócenie na ostatnią chwilę nie działa aż tak dobrze jak wiara przez całe życie, to coż...). Podobnie było w innych miejscach. Po początkowej masakrze piesków, główna bohaterka zaczęła bardzo żałować za ten grzech. I żadnych konsekwencji w ostatecznym rozrachunku nie było. Poza łagodzeniem brutalnej sceny i rozgrzeszaniem pary bohaterów przemknęło się też tędy to, że generalnie można czerpać z natury (bynajmniej nie za dużo) - szanując ją. Nie robili tego obcy ludzie, dlatego ostatecznie dostało im się po głowie (w dodatku od samej Matki Ziemi). Poza tym to film jest niezwykle widowiskowy, bardzo ładny i dopracowany. Muzycznie mocno konwencjonalny. Byłem na wersji 3D i być może dlatego, że jestem okularnikiem czasem bolały mnie oczy i przestawałem łapać ostrość.

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 78 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram