Forum Fandom Opowiadania Cykle opowiadań dział tymczasowy AHM - Pierwszy krok - część 3

AHM - Pierwszy krok - część 3

Viewing 5 posts - 1 through 5 (of 5 total)
  • Author
    Posts
  • EMH Mark IX
    Participant
    #2158

    Tagi: Star Trek, AMH, Icheb, Styczyński===Ambulatorium=== Spokojnie patrzyłem na KWO na materializujące się trzy postacie na biołóżkach. Dlaczego ranni są ubrani w nieuszkodzone skafandry próżniowe? Coś najwyraźniej przeoczyliśmy! Światła nagle przygasły i stało się to, czego się najbardziej obawiałem! - Alarm. Intruzi na pokładzie. Alarm - oznajmił beznamiętnie komputer. Jeszcze nie przesłali się do końca - w tym moja jedyna nadzieja. - Komputer, deaktywuj AHM! - wrzasnąłem. - Aktywuj ponownie, kiedy pomieszczenie będzie puste! Zdążyłem... Znajomy mętny widok przed oczami, a po nim ciemność... ===Ambulatorium=== Rozejrzałem się niepewnie... Cisza i spokój - widocznie nie zależy im na pustej lecznicy. Na to właśnie liczyłem. - Komputer, zablokuj drzwi, autoryzacja AHM Gamma 3 - intruzi na pokładzie. Wznieś pole izolacyjne wokół sekcji chirurgicznej i przekieruj systemy komunikacyjne oraz sterowanie dystrybucją zasilania AHM do sekcji - wyrzuciłem z siebie jednym tchem. Wszedłem w obszar chroniony przez pole. Teraz jestem w miarę bezpieczny, ale co z resztą? - Komputer, pokaż logi ostatnich transmisji audio - zadysponowałem. - Wymagany kod dostępu poziomu 4-go.Klęknąłem i wyrwałem płytę obudowy. Stawiasz się, ty kalkulatorze? No to zagramy w moją grę. Po skończonej operacji wstałem i ponowiłem rozkaz. - Komputer, pokaż logi ostatnich transmisji audio. - Transmisja przychodząca: kapitan Frei z USS Horuset do USS Excelsior. Transmisja wewnętrzna: kapitan Styczyński do załogi. Transmisja wewnętrzna: kapitan Styczyński do major Harrington.Kapitan Frei? Mallory, ty sukinsynu, nic się nie zmieniłeś! Zawsze stosujesz ten sam trik z transportem rannych! Poza tym jesteś mi coś winien... No i major Harrington. Jak dojdzie do zbrojnej konfrontacji jej zabijaków z wariatami Mallory'ego, z tego okrętu pozostaną smętne resztki. Ilu was jest? Zresztą, to nieważne. Teraz liczy się tylko przejęcie inicjatywy. Przebiegłem palcami po panelu jak starożytny pianista Chopin po klawiaturze fortepianu. Rozwiązanie nasunęło mi się samo... Chyba nie mam innego wyjścia: muszę działać bez zgody kapitana... O konsekwencje będę martwił się później... - Komputer, szyfruj wszystkie transmisje do i z ambulatorium za pomocą algorytmów 7 z 9. Zmieniaj częstotliwość kodowania co 3 sekundy. Dwukrotne piśnięcie upewniło mnie, że mogę spokojnie nawiązać łączność z kimkolwiek. - Doktor do Icheba! - Doktorze jesteśmy tutaj trochę zajęci - w tle usłyszałem odgłosy strzałów z fazerów.- Doskonale o tym wiem, ale mam mały problem. Nie mam dostępu do transportera, a potrzebuję natychmiast pięciu skafandrów próżniowych. - Teraz zachciało ci się wycieczki w przestrzeń? Nie wiem, co kombinujesz, ale zaraz będziesz je miał u siebie. Icheb, koniec. Skafandry zmaterializowały się w ciągu kilku sekund. Zacząłem gorączkowo nakładać jeden z nich. Kiedy stwierdziłem, że wszystko wygląda jak należy, wydałem kolejną komendę: - Komputer, skopiuj i uruchom 4 hologramy AHM Mk IX. Potem podszedłem do replikatora: - Fazer, typ III: pięć sztuk. Obejrzałem się, słysząc ożywioną dyskusję. No tak, moje dodatkowe cztery JA spierały się na temat najlepszego sposobu leczenia tarkeniańskiej grypy... - Cisza! - doktorzy spojrzeli na mnie z zaskoczeniem. - Mamy misję do wykonania. Nasz macierzysty okręt został zaatakowany przez piratów. Musimy pomóc go odbić. Wszystko wyjaśnię po zakończeniu operacji. Od tej pory podlegacie dowództwu major Harrington z korpusu marines! Czy to jasne? To w sumie zabawne, zobaczyć, jak cztery osoby podnoszą brwi ze zdziwieniem w identyczny sposób. Kiwnęli głowami na znak zrozumienia. - Zakładajcie skafandry - zakomenderowałem. - Icheb przetransportuje was na miejsce. W czasie, gdy hologramy dzielnie walczyły z kombinezonami, postanowiłem uprzedzić panią major o pewnych zmianach, które poczyniłem. - Doktor do major Harrington! Za chwilę odbierze pani dość nietypową przesyłkę. Moje cztery kopie zapakowane w kombinezony próżniowe. Może pani wykorzystać je jako zwiad i tarcze. Są oczywiście niewrażliwe na strzały, dopóki nieprzyjaciel nie zorientuje się, że to hologramy, i nie przestroi fazerów. Póki co, dzięki skafandrom, powinny ogłupić przeciwnika do tego stopnia, żeby myślał, iż ma do czynienia z żywymi istotami, i zyskać trochę czasu dla was. Aha, jeszcze prośba na zakończenie... Nie ryzykujcie życiem bez potrzeby. Doktor, koniec! - Doktor do Icheba! Przeszkadzam już chyba po raz ostatni. Czy możesz przetransportować cztery hologramy w kombinezonach do major Harrington? - Cholera, doktorze, zawsze znajdziesz odpowiedni moment. Robi się... Transport zakończony. Rozejrzałem się po pustym pomieszczeniu. Teraz ta trudniejsza część, muszę dostać się na mostek. Mogą mnie potrzebować... Uważnie rozglądając się na wszystkie strony, biegłem przez korytarz. Jak na razie żadnych problemów oprócz... No właśnie, dlaczego drżą mi ręce? Przecież mój stan emocjonalny nie powinien w żaden sposób odzwierciedlać się na mojej matrycy... Oj, Joe, chyba przesadziłeś z tą osobowością. Minąłem niezamieszkałą kwaterę pokładowego psychologa i dopadłem turbowindy. Po chwili drzwi otworzyły się i spojrzałem wprost na skierowany w moim kierunku fazer. - Nawet nie drgnij, federacyjna cioto - usłyszałem. Po krótkim namyśle zastosowałem się do propozycji bandyty trzymającego mnie na muszce.- Jakim cudem się tu znalazłeś? Nasza grupa przeczesała cały pokład i wyłapała wszystkich frajerów, a tu nagle taki fart! Główny oficer medyczny we własnej osobie wpakował się prosto na mnie! - Nie mam czasu na takie pierdoły, stary - odpowiedziałem szybko, zniżając się do jego poziomu intelektualnego. - Przepuść mnie i daj cynk Mallory'emu, że jego stary kumpel MacLeod chce z nim porozmawiać! - Wygląda na to, że popełniłem błąd. Nie powinienem był z tobą gadać - skwitował i uniósł ponownie fazer. - Załatwię cię tak, jak stoisz - dodał i nacisnął spust. Po chwili jego źrenice rozszerzyły się w zdumieniu. Zrozumiał! Zaczął przemodulowywać fazer i spojrzał na mnie ponownie tylko po to, żeby zobaczyć pięść zbliżającą się w kierunku jego twarzy z prędkością światła. - Dobranoc chorąży - mruknąłem pod nosem w kierunku leżącego korpusu i wszedłem do windy. - Pokład 1, mostek - winda ruszyła, a ja poczułem, że dobrze byłoby się zaanonsować. Co prawda fazery mnie nie ruszają, ale trochę głupio byłoby rozmawiać pod ostrzałem. - Doktor do kapitana. Jestem w drodze na mostek i mam ważne informacje, które być może pomogą nam zakończyć tą konfrontację... - Lepiej niech pan przyhamuje. Na mostku uruchomiona jest procedura antyabordażowa. Rozniesie matrycę na strzępy, jeżeli pan tu wejdzie. A biorąc pod uwagę pańską przeszłość, nie będę ryzykował i zmieniał teraz konfiguracji, Doktorze. Kapitan, koniec. - Komputer, zatrzymaj turbowindę! - Doktor do kapitana. Moja przeszłość nie ma tu nic do rzeczy, ale wiedziałem, że wcześniej czy później poruszy pan ten temat. Liczyłem tylko na odrobinę zaufania - nie może pan winić hologramu za to, że chciał być pomocny. Odezwę się z ambulatorium. Oczywiście jeżeli dotrę tam w jednym kawałku. Doktor, koniec. Wydostałem się z windy przez właz w suficie i otworzyłem tunel Jeffreysa. Jakoś nie uśmiechała mi się jazda na dół i ewentualne spotkanie ze zbirem, któremu właśnie nakładłem po pysku. W piekielnej ciasnocie zacząłem mocować się ze skafandrem. Chyba się trochę zagalopowałem. Reakcja kapitana była prawie że wroga. A niby czego się spodziewałeś stary durniu?! - dyskutowałem sam ze sobą w trakcie szarpaniny z tym upiornym kokonem. Jak oni mogą się w tym czymś poruszać? - Jeszcze rok temu byłeś takim samym typem jak ta banda, która nas zaatakowała! Trzeba było pomyśleć dwa razy, zanim zacząłeś się nieproszony pakować na mostek, a nie dziwić się teraz, że potraktowali cię jak potencjalnego sabotażystę. Wreszcie byłem wolny od próżniowej skorupy. Co dalej? - Komputer, podaj status głównego ambulatorium. - Ambulatorium zamknięte, pole izolacyjne nadal działa, brak oznak życia w pomieszczeniu.Uff... Póki co, nie zainteresowali się nim ponownie, co jednak szybko może się zmienić, kiedy znajdą zamroczonego chorążego przy windzie. Oczywiście, o ile nadal tam jest. - Doktor do Icheba. - Tu Icheb. Tylko streszczaj się, doktorku. Właśnie usiłujemy zaspawać drzwi laboratorium. - Spróbuj namierzyć człowieka leżącego przy windzie na pokładzie 5. - Dobra... Jest. Co z nim? Nie rozpoznaję jego wzorca. - To jeden z napastników. Transportuj go do ambulatorium - sekcja chirurgiczna. - Gotowe. Coś jeszcze? Naprawdę nie mam czasu! - To już wszystko, dzięki przyjacielu. Doktor, koniec. - Komputer, transferuj AHM do ambulatorium - sekcja chirurgiczna. Zanim zdążyłem mrugnąć, stałem przed wciąż leżącym bezwładnie chorążym. Zabrałem jego fazer i komunikator. Wyszedłem poza pole i udałem się do swojego biurka. Przekierowałem sterowanie wszystkimi systemami ambulatorium - tym razem do mojego terminalu. Co jeszcze...? Sam nie upilnuję tego pirata, a zamknięte drzwi lecznicy na pewno zasugerują jego kumplom, że raczej warto sprawdzić, co się dzieje w środku. Co by zrobił Mk VIII..? Pułapka! - Komputer, wypełnij ambulatorium, poza sekcją chirurgiczną, maksymalnym, lecz niezagrażającym życiu stężeniem neurozyny. Zmień kolor oświetlenia na zielony, intensywność 5%. Wznieś wokół lecznicy pole siłowe, uniemożliwiające opuszczenie pomieszczenia po wejściu i... odblokuj drzwi. Sprawdziłem parametry środowiskowe. Zgadza się, każdy, kto tu wejdzie, powinien zasnąć w ciągu kilku sekund. Usiadłem w półmroku i rozejrzałem się. Atmosfera rodem z sześcianu Borga. Idealna pułapka na myszy - tyle, że tym razem w środku jest też kot! - Komputer, otwórz szyfrowany kanał do mostka. - Kanał otwarty.- Doktor do kapitana - rozpocząłem. - Wygląda na to, że muszę się z panem podzielić moimi informacjami w inny sposób, niż zamierzałem. Krótko mówiąc, znam osobnika, który jest odpowiedzialny za cały ten bałagan. Kiedyś go spotkałem. Dla Pana to kapitan Frei, dla mnie nazywa się on Mallory - psychopata rodem z podręcznika medycznego. Zabija dla samej przyjemności zabijania. Ma jednak pewien słaby punkt: jest mi coś winien. Pamięta pan incydent na granicy romulańskiej? Mallory próbował przechwycić tego Warbirda, ale przeliczył się z siłami, wtedy do akcji wkroczyłem ja, a właściwie Mk VIII. Warbird był już dość mocno nadgryziony, ale i tak poradziłby sobie z okrętem Mallory'ego. Zresztą wie pan na pewno, w jakim stanie znaleziono Rangera. Reasumując - uratowałem Mallory'emu życie. Zapewne zdziwi się pan, ale nawet piraci mają coś w rodzaju swojego kodeksu honorowego. Mallory, choćby nie chciał, musi mi się zrewanżować - inaczej będzie nikim, nawet wśród tych rozbójników... - Uuhhhh... - usłyszałem jęk dobiegający spoza pola izolacyjnego. Widocznie mój nowy kompan już się obudził. - Co jest do kurrr...? Tyyyy...! Ty holograficzna szujo! - Nie wysilaj się - odwróciłem się w jego kierunku. - Jedyne, co możesz teraz zrobić, to siedzieć i czekać na sąd polowy. Zerwał się na równe nogi, skoczył z wściekłością w moim kierunku, odbił się od niewidocznej dotąd przeszkody i osunął na podłogę oszołomiony. Potrząsnął głową rzucając mi znaczące spojrzenie: "Albo ty, albo ja!". - ...Aha - zakończyłem swój, dość nietypowy raport. - Mam jednego z nich. Na razie nigdzie się nie wybiera, ale wolałbym, żeby zajął się nim ktoś z ekipy Harrington. I póki co, lepiej nie wchodźcie do ambulatorium bez kombinezonów. Panuje tu dość, hmmm... "dziwna" atmosfera. Siedziałem w prawie kompletnych ciemnościach i prawie kompletnej ciszy. Przekleństwa i groźby dobiegające do mnie zza pola traktowałem jak brzęczenie wyjątkowo upierdliwej muchy. Ignorowałem... Dlaczego kapitan nie odpowiada? - Komputer, czy system komunikacyjny działa prawidłowo? - Potwierdzam.Sięgnąłem ręką w kierunku terminala i... nie trafiłem w przycisk. ===Mostek=== Przyczyna była banalnie prosta - stałem na mostku, tuż przed kapitanem. Sądząc z jego wyrazu twarzy, minę musiałem mieć równie głupią jak Vulcan prowadzący rewię kabaretową. - Doktorku - wskazał na główny ekran, gdzie widać było strzelającego z fazerów Ambasadora - niech pan próbuje ... Widok był równie znajomy, co zaskakujący. Dalej lata tym rozklekotanym pudłem? - Operacyjny - rozkazałem bezceromonialnie. - Otwórz kanał do Ambasadora, częstotliwość 1443,5. - Kanał otwarty, SIR - odpowiedział z lekkim przekąsem oficer. - Transmituj przebieg rozmowy na każdym dostępnym paśmie, łącznie z awaryjnymi, na cały sektor. - Excelsior do kapitana Frei! Mallory! Tu MacLeod z Rangera. Ostudź na chwilę te swoje pukawki, bo nam lakier na karoserii porysujesz! Żadnego efektu. Zerknąłem kątem oka na kapitana. Był najwyraźniej zawiedziony postępami moich negocjacji. - Mallory, do cholery! Musisz to zrobić, jesteś mi to winien! - Czego! - warknął nagle z ekranu brodaty osobnik. Znacznie posiwiał od naszego ostatniego spotkania. Widocznie z powodu stresów w pracy. - Wstrzymaj ogień, muszę z tobą pogadać - odwarknąłem mu. - A ty musisz mnie wysłuchać. - Masz trzy minuty, więc się streszczaj - zmierzył mnie wzrokiem. - Doktorze? Uchachachaaa... Ale degradacja! Z dowodzącego na konowała! Dobrze ci chociaż płacą? - Dobra, dobra. Nie bądź taki dowcipny - skrzywiłem się. - Jeszcze możesz trafić na mój stół, a wtedy nie będę taki miły jak kiedyś. Chcę wykupić ten okręt i życie jego załogi zgodnie z Regułą. Mallory poczerwieniał gwałtownie. - Chyba do reszty oszalałeś! - nieomal wrzasnął. - Mam przepuścić taką okazję? - Nie masz innego wyjścia. Nasi piechociarze już wyłapują twoich ludzi na wszystkich pokładach. Jak zapewne wiesz, marines najpierw strzelają, a potem zadają pytania, wiec wytłuką twoją załogę jak wszy. - A co mi po nich, skoro nie potrafią poradzić sobie z bandą federacyjnych mięczaków - odparł, choć już nie tak pewnym głosem. Uuu... Widocznie musieli mocno oberwać w trakcie ataku na konwój. - Dość tych bzdur, Mallory! - podniosłem głos. - Reguła Długu Krwi mówi jasno: ocaliłem ci życie, a ty w zamian spełnisz każde moje żądanie, choćby było absurdalne. Oto i ono - zabieraj swoich drabów z naszego statku i zostaw nas w spokoju. - A jeśli nie, to co? - uśmiechnął się paskudnie. - Złożysz zażalenie? - Lepiej sprawdź swoje sensory - teraz wiedziałem, że jest już mój. - Zobaczysz, że nasza rozmowa jest od początku transmitowana na wszystkich nadających się do tego pasmach. Jeżeli złamiesz Regułę, będziesz ścigany przez każdą łachudrę w tym sektorze i nie tylko. Sam wiesz, że takie wiadomości rozchodzą się szybko. Widziałem, jak Mallory przebiegł niespokojnie wzrokiem po panelach. Zaczął wywoływać kolejne funkcje, szybko, coraz szybciej, aż wreszcie z wściekłością rąbnął pięścią o konsolę. - Aaaaaaaaa! - zawył i wyłączył podgląd. Miejsce na naszym ekranie zajął ponownie Ambasador. Nieruchomy... - Taktyczny - zaczęło mi się podobać to rozkazywanie - status systemów uzbrojenia Ambasadora. - Całkowicie wyłączone - potwierdził moje przypuszczenia McDog. - Nie jesteśmy również namierzani przez pozostałe okręty. - Doktorze - w głosie oficera komunikacyjnego po raz pierwszy usłyszałem coś jakby dalekie echo szacunku - Ambasador nas wywołuje. Skinąłem głową i na ekranie ponownie pojawił się mój znajomy. - Jaką mam gwarancję, że nie ostrzelacie mnie, jak opuszczę osłony? - Żadnej! - odparłem lekko zirytowany. - Zresztą nasze też będą opuszczone, a ja nie wymagam zapewnień, że nie zrobisz czegoś głupiego. - Niech ci będzie. Zabieram swoich ludzi z powrotem. Dajcie nam trochę czasu na odskok. - Umowa stoi. Jesteśmy kwita, Mallory - zakończyłem. - Świetnie! - syknął jadowicie. - W takim razie od tej pory lepiej nie wchodź mi w drogę.Zakończył przekaz i znów mieliśmy okazję podziwiać burtę Ambasadora. Odwróciłem się w kierunku kapitana. To dziwne, zamiast odezwać się choć słowem, spojrzał tylko znacząco na McDoga...

    EMH Mark IX
    Participant
    #20336

    Widzę, że nikt nie ma ochoty złoić mi skóry :-)Dla mnie ok - ale może powinienem coś poprawić w moich opach?Styl narracji? Więcej opisów? Cokolwiek?Jak zwykle - wredne uwagi i docinki, mile widziane. 😛

    Gosiek
    Participant
    #20383

    Przeczytałam dwie kolejne części przygód doktorka i w sumie mogę powiedzieć tylko jedno - zabawne i wciągające. Ciekawe pomysły, dobrze się czyta... robi nam się interesujący cykl. Mam nadzieję, że następne opowiadania powstaną i będą równie dobre. :mrgreen:

    Zarathos
    Participant
    #20386

    Powstaja powstaja Swoja droga doktorku chyba wszyscy beda zajeci czyms niezmiernie waznym jak twoj gosc ... wyrzuci z siebie wszystko 😀

    EMH Mark IX
    Participant
    #20403

    Swoja droga doktorku chyba wszyscy beda zajeci czyms niezmiernie waznym jak twoj gosc ... wyrzuci z siebie wszystko 😀

    Bardzo proszę - bez spoilerów Kapitanie 😛

Viewing 5 posts - 1 through 5 (of 5 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram