Forum Fandom Opowiadania Cykle opowiadań ORP Re: ORP

Coen
Participant
#14545

Rebelia

"Gwiazdy. Bardzo piękne z powierzchni planet, ale prawdziwe ich piękno i ogrom można dojrzeć tylko z przestrzeni." - słowa komandora Eklanda, człowieka, który nakłonił go do wstąpienia do Floty, ponownie rozbrzmiały w umyśle kapitana Coena.

- Miałeś rację, przyjacielu, są piękne - powiedział cicho, po raz kolejny rozmyślając nad tym, co zamierza zrobić. Nagle zapiszczał komunikator i dobiegł z niego głos chorąży Lo'Ren:

- Kapitanie, wykrywamy zbliżające się okręty. Mają sygnatury Federacji.

Coen nacisnął guzik komunikatora i powiedział:

- Już idę. - zdjął powoli z piersi komunikator w kształcie symbolu Gwiezdnej Floty, obrócił go parę razy w palcach, po czym schował do szuflady.

"Teraz nie ma już odwrotu." - pomyślał zakładając kurtkę munduru. Wyszedł z kajuty i skierował się na mostek.

Kapitan Picard po raz kolejny przeglądał dane odnośnie swojej nowej misji. Enterprise miał za zadanie odnaleźć okręt klasy Ambassador U.S.S. Thunder, który zaginął w zewnętrznych regionach dwa tygodnie temu. Ponieważ nie był to pierwszy taki przypadek w tym rejonie, dostali do pomocy U.S.S. Storm klasy Excelsior. Picard cieszył się z tego zadania, bo przerwało ono ciąg misji transportowych i dyplomatycznych, w jaki wpadł ostatnio Enterprise. Kapitan zaczął ponownie przeglądać dane osobowe dowódcy Thundera - kapitana Logana Coena. Z danych tych wynikało, że Coen wyraźnie nie był prymusem w Akademii Floty. Ukończył ją zaledwie jako 34. na roku i przypuszczano, że raczej nigdy nie zostanie nawet komandorem. Wszystko się zmieniło mniej więcej rok temu, kiedy został przydzielony na innego Ambassadora - U.S.S. Yamato. Objął wtedy stanowisko sternika i prawie cały czas przebywał na mostku. W czasie patrolu w pobliżu granicy kardasjańskiej pierwszy oficer Yamato wraz z doradcą, oficerem taktycznym i naukowym zszedł na pobliska planetę, aby zbadać źródło dziwnych wahań mocy. Kiedy tam przebywali, z pobliskiej mgławicy wyleciały trzy kardasjańskie Galory i zaatakowały Yamato. Kapitan okrętu został ogłuszony odłamkiem po jednym z trafień. Coen przejął dowództwo nad okrętem. Mimo że był zdaje się najniższy stopniem na mostku, nikt się temu nie sprzeciwił. Stosując kilka zupełnie nieznanych manewrów, uszkodzony Ambassador zniszczył jednego Galora i ciężko uszkodził innego. Po czymś takim Kardasjanie szybko się wycofali. Po powrocie do bazy Coen został awansowany i wysłany na dodatkowe szkolenia na planetę macierzystą Trilli. Od tego momentu jego kariera była błyskawiczna, w ciągu siedmiu miesięcy dostał nity kapitańskie i własny okręt. Mógł wtedy dostać nawet Galaxy, ale wolał Ambassadora i możliwość samodzielnego skompletowania załogi. Z tego, co wynikało z danych, przezbroił go lekko, montując system emiterów i banków fazerów analogicznych do tych z klasy Galaxy. Z danych wynikało także, że Coen jest doskonałym taktykiem i strategiem, czego dowiódł na Yamato. Oprócz tego Coen przeszedł intensywny kurs walki wręcz i przy użyciu broni energetycznej. Z zamiłowania studiował historię i szkolił się w walce bronią białą. Dzięki temu drugiemu bardzo szybko zjednuje sobie Klingonów i ma wśród nich wielu przyjaciół. Największym minusem kapitana Coena jest słaba znajomość nauk ścisłych, ale rozwiązał ten problem, biorąc na swojego oficera naukowego połączonego Trilla Betę, nazywającego się Adahl Fehrn, który mimo bardzo młodego wieku jest ekspertem w dziedzinie fizyki, biologii i paru innych dziedzin. Taki wybór dowiódł, że Coen zna swoje mocne i słabe strony, a to niełatwe. Po tym wszystkim kapitan Logan Coen jest uważany za jednego z najlepszych taktyków we Flocie. Co do reszty jego załogi...

- Kapitanie, wykrywam jakiś okręt - powiedział chorąży Suvrik, przerywając Picardowi studiowanie danych. - To Thunder. Utrzymuje pozycję na granicy pobliskiego układu planetarnego, ale... zaraz... coś z nim nie tak - spokojny głos Volkana nie pasował do jego błyskawicznych ruchów na konsoli nawigacyjnej.

- Trochę precyzyjniej proszę - powiedział Picard lekko rozdrażnionym tonem.

- Lepiej będzie, jak pan to sam zobaczy - powiedział Suvrik włączając główny ekran. Na monitorze przed wszystkimi na mostku pojawił się obraz kawałka przestrzeni, w którym nieruchomo wisiał niewątpliwie okręt klasy Ambassador. Jednak zamiast typowej, swojskiej federacyjnej szarości cały był pomalowany w czarno-czerwone nieregularne plamy, które lekko utrudniały zauważenie go dokładnie gołym okiem.

- Kapitanie, to nie wszystko - zakomunikował ponownie chorąży Suvrik. - Proszę spojrzeć na to.

Na ekranie pojawiła się górna przednia część spodka Thundera, gdzie znajdowały się zawsze nazwy i numery identyfikacyjne statków Floty. Jednak zamiast NCC 2354 U.S.S. Thunder było tam czerwonymi literami na czarnej plamie napisane O.R.P. Grom. Wszyscy na mostku Enterprise popatrzyli po sobie ze zdziwieniem.

- Panie Data, czy rozumie pan coś z tego? - zapytał kapitan.

- Chwileczkę - odpowiedział Android, po czym przekrzywił lekko głowę, przetwarzając dane i analizując je. Po chwili powiedział - Skrót O.R.P., jeśli się nie mylę, widniał na okrętach polskich na Ziemi. Tak samo słowo Grom pochodzi z tego języka i oznacza właśnie Thunder.

- Polska? - zdziwił się William Riker, pierwszy oficer Enterprise. - Z tego, co pamiętam z historii, to ten kraj nie istnieje od ponad trzystu lat.

- Kapitanie - powiedział ostrzegawczo Worf. - Thunder podniósł osłony i naładował broń. Bierze nas na cel, ale nie otwiera ognia.

Kapitan od razu podjął decyzję.

- Zróbmy to samo.

Po jego słowach rozległ się przenikliwy dźwięk ogłaszający czerwony alarm i na mostku zapanował półmrok.

- Wywołują nas - powiedział Volkan. - Przełączam.

Na ekranie pojawiła się sylwetka białowłosego mężczyzny średniego wzrostu, ale dobrze zbudowanego. Ubrany był w jakiś dziwny mundur, czarno-czerwony ze skóropodobnego materiału. Znad jego lewego ramienia wystawała rękojeść jakiejś broni białej, a u prawej nogawki spodni przymocowany był jakiś dziwny pistolet. Nieprzyjemną, srogą twarz białowłosego pokrywało kilka szpetnych blizn.

- Kapitanie Picard - powiedział białowłosy nieprzyjemnym, twardym głosem - proszę się natychmiast wycofać poza ten układ gwiezdny.

- Kapitanie Coen - powiedział zaskoczony lekko Picard - co to wszystko znaczy?

- Wyjaśnię to panu, gdy znajdziemy się poza tym układem.

- A jeśli nie zechcę się stąd ruszyć? - zapytał Picard siadając na swoim fotelu.

- To unieruchomię pański statek i was odholuję poza jego granice - odpowiedział najspokojniej w świecie Coen. Picard przyjrzał się uważnie Coenowi.

- Naprawdę łudzi się pan, kapitanie, że miałby jakieś szanse? - zapytał. Logan uśmiechnął się paskudnie, po czym dał komuś znak kiwnięciem głowy.

- Kapitanie - Worf nieomal krzyknął - U.S.S. Storm uruchomił napęd i przesuwa się, zajmując pozycję przy prawej burcie Thundera, obraca się i celuje w nas.

- Chce pan zadać to pytanie jeszcze raz? - zapytał spokojnie Coen. Picard szybko rozważył sytuację.

- Dobrze, kapitanie. Wycofujemy się na impulsowej, ale nie odwrócę się do was plecami, skoro we mnie celujecie - powiedział rozdrażniony. Logan kiwnął głową i powiedział:

- Postąpiłbym tak samo - po czym zakończył połączenie. Enterprise powoli ruszył w kierunku, z którego przybył, a dwa zdradzieckie okręty ruszyły za nim. Picard rozejrzał się po mostku.

- Jakieś sugestie? - zapytał, po czym spojrzał na Deannę Troi. Betazoidka pokręciła tylko głową

- Przykro mi, kapitanie - powiedziała spokojnie. - Nie wyczuwam jego emocji. Czuję, jakby ktoś mnie blokował.

Picard kiwnął tylko głową, przyjmując to do wiadomości.

- Właściwie - powiedział nagle Data - moglibyśmy walczyć. Enterprise jest ciągle potężniejszy od Thundera i Storma razem wziętych.

- Odradzam - włączył się do rozmowy Worf. - Znam mniej więcej zdolności taktyczne Coena i widziałem go w walce. Nie zaatakuje pierwszy, ale zawsze zada ostatni cios, a jeśli go zdradzimy, to będzie nas ścigał nawet do sąsiedniej galaktyki.

Wszyscy spojrzeli ze zdziwieniem na Klingona.

- Skąd pan tyle o nim wie, panie Worf?

- Byliśmy razem w Akademii - powiedział spokojnie. - Zawsze uważałem go za swojego przyjaciela.

- Więc wie pan może, czemu się tak zachowuje? - spytał z nadzieją w głosie Riker.

- Niestety nie. To dla mnie taka sama zagadka jak dla was.

Wszyscy spuścili lekko głowy zastanawiajac się, co się właściwie dzieje.

- Jesteśmy na obrzeżu układu - powiedział po chwili chorąży Suvrik.

- Cała stop - powiedział Picard siadając na swoim fotelu. - Wywołać ich.

Na ekranie ponownie pojawiła się sylwetka Coena.

- Czekam teraz na wyjaśnienia, kapitanie - powiedział ostro Picard.

- Naturalnie - powiedział spokojnie Logan - Widzi pan, kapitanie, ten układ jest graniczny między przestrzenią Zjednoczonej Federacji Planet a Odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej.

Picard nie mógł powstrzymać uśmiechu niedowierzania i powiedział:

- Chyba nie mówi pan poważnie?

- A wyglądam, jakbym żartował? - spytał poważnie Coen. Uśmiech na twarzy Picarda stopniał, kiedy kapitan zdał sobie sprawę, że postać na ekranie nie żartuje.

- To można uznać za zdradę - powiedział.

- Owszem, można - przyznał. - Ale postaramy się, aby to jednak zdradą nie było.

- Jak to? - zdziwił się Picard.

- Jeszcze wczoraj wysłaliśmy wiadomości do władz Federacji, Imperium Klingońskiego i Unii Kardasjańskiej, a także do innych ważniejszych rządów w kwadrancie, informując ich o powstaniu naszego państwa, ale tylko Federację, Klingonów i Kardasjan zaprosiliśmy do tego układu gwiezdnego na rozmowy. Przedstawiciele powinni być tu w ciągu dwudziestu czterech godzin.

- W jakim celu? - spytał Picard.

- Podpisania traktatów i uznania naszego państwa, ale, kapitanie, trzeba załatwić teraz pewną sprawę. Otóż na moim okręcie i na Storm jest około trzysta osób, które nie przyłączyły się do... buntu, jak to pan określił, i pasowałoby dla bezpieczeństwa przenieść ich na pański statek. To trochę nie tego trzymać ich pod kluczem tyle czasu.

Picard przyjrzał się uważnie swojemu rozmówcy.

- Chyba nie sądzi pan, że będę na tyle nieostrożny, aby opuścić osłony do transportu.

- Spokojnie, ja również tego nie zrobię, gdyż nie mam pewności, czy by mi pan nie wpakował torpedy w rdzeń, ale możemy to zrobić tak: w tym układzie jest jedna planeta klasy M. Za chwilę udamy się tam i prześlemy waszych ludzi na powierzchnię, podczas gdy wy zostaniecie tutaj poza zasięgiem broni. Potem my się wycofamy na obrzeże układu, a wy będziecie mogli zabrać ich z planety.

Picard zamyślił się przez chwilę.

- To rozsądne rozwiązanie, tak zrobimy - powiedział, po czym zakończył połączenie i przystąpił do realizacji planu przeniesienia załogi Federacji.

Następnego dnia w układzie zebrała się mała flota. Oprócz Enterprise Federacja przysłała jeden okręt klasy Galaxy i dwa klasy Excelsior. Imperium Klingońskie reprezentowała natomiast grupa złożona z jednego Vor'Cha i trzech Drapieżnych Ptaków: jednego K'Vort i dwóch B'Rel. Z kolei Unia Kardasjańska mogła się pochwalić jedną jednostką klasy Galor i czterema klasy Hideki. Gospodarzy spotkania oprócz O.R.P. Grom i O.R.P. Burza reprezentował jeszcze jeden okręt klasy Galaxy O.R.P. Bałtyk. Reprezentanci wszystkich czterech rządów spotkali się na planecie, aby pertraktować, natomiast kilka kilometrów dalej na zielonej łące nad jeziorem mogły wypocząć załogi statków, na których przybyły delegacje. Jedynie Kardasjanie nie skorzystali z tej oferty. Teraz po tych łąkach przechadzali się Terranie, Klingoni, Trille, Betazoidzi, Andorianie i przedstawiciele innych ras. Tam też spotkało się dwóch starych przyjaciół.

- Worf - zawołał Coen do stojącego niedaleko Klingona.

- Coen - odpowiedział spokojnie porucznik, podając kapitanowi rękę.

- Miło cię widzieć przyjacielu - powiedział Coen. Worf spojrzał mu w oczy, po czym zapytał:

- Logan, czemu zdradziłeś Federację?.

Kapitan ruchem dłoni zaproponował, aby się przeszli, i tak też uczynili. Wtedy Coen zaczął powoli mówić.

- Wbrew temu, jak to wygląda, nie jest to zdrada, lecz jedynie chęć odtworzenia swojej, naszej ojczyzny. Jeśli Flota i Imperium tego zażądają, zwrócimy wam okręty, ale nasi negocjatorzy starają się teraz wynegocjować, abyśmy nie musieli tego robić... Ale dość o polityce. Opowiedz, co u ciebie.

Worf uśmiechnął się lekko. W obecności innych tego nie robił, ale Coen znał go od dawna i nieraz widział go nawet śmiejącego się.

- Ano dobrze, obecnie ogrywam załogę w karty. - obaj zaśmiali się cicho, po czym Worf zapytał wskazując na rękojeść wystającą z nad ramienia Coena - A to co?

Kapitan uśmiechnął się, po czym płynnym ruchem wyciągnął wspaniały miecz. Obrócił go w nadgarstku, położył na ręce i podał Worfowi. Klingon ujął wprawnie rękojeść, przyjrzał się błyszczącej głowni okiem znawcy i zapytał:

- Półtorak?

Logan uśmiechnął się

- Przecież wiesz, że je uwielbiam - powiedział, po czym trochę poważniejszym tonem kontynuował: - To był mój pomysł, aby wszyscy w naszej flocie mieli obowiązek posiadać jakaś broń białą do celów ceremonialnych, ale nigdy nic nie wiadomo.

Worf miał coś powiedzieć, ale nagle odezwał się jego komunikator

- Poruczniku Worf, proszę się przesłać na pokład. - Klingon oddał kapitanowi miecz, uścisnął mu dłoń i odszedł na pewną odległość, aby się teleportować. Jeszcze zanim Worf zdążył to zrobić, komunikator na dłoni Coena zapiszczał i kapitan również otrzymał polecenie przesłania się na pokład, które bezzwłocznie wykonał.

Coen wyszedł z turbowindy i zasiadł na fotelu kapitańskim, zwolnionym od razu przez pierwszego oficera Adahla Fehrna, czarnowłosego Trilla Betę.

- Sytuacja? - zapytał kapitan, wodząc wzrokiem po oficerach mostka.

- Otrzymaliśmy polecenie od admirała Skansena, aby zebrać wszystkich na statek - odpowiedział pierwszy, siadając na swoim fotelu.

- Kapitanie - odezwała się nagle chorąży Lo'Ren, niezwykle atrakcyjna Bajoranka o blond włosach - - wywołuje nas Bałtyk. To admirał Skansen, przełączam...

Na ekranie pojawiła się poorana zmarszczkami twarz starego, łysego mężczyzny.

- Admirale - powiedział Coen lekko kłaniając się. - Czemu zostaliśmy wezwani?

- Pertraktacje zostały zakończone - powiedział admirał lekko schrypniętym głosem. - Federacja i Imperium zaakceptowały nasze państwo. Co więcej, Klingoni podpisali z nami pakt o przyjaźni i sojusz obronny, Federacja jedynie pakt o nieagresji.

Wszyscy na mostku wyraźnie poweseleli na tą wiadomość. Mimo iż odeszli z Floty, perspektywa walki z nią nie bardzo się wszystkim podobała.

- Niestety - kontynuował po chwili admirał - Zgodnie z przewidywaniami Unia Kardasjańska nie zaakceptowała Odrodzenia Rzeczypospolitej. Co więcej, stwierdziła, że powstanie takiego państwa na ich granicy stanowi dla nich zbyt duże zagrożenie. Ich okręty kilka chwil temu weszły w warp.

Coen spojrzał na Adahla, który pełnił także funkcję oficera naukowego. Ten jedynie kiwnął głową, potwierdzając informację o nieobecności kardasjańskiej delegacji.

- Mamy powody, by przypuszczać, że wkrótce zaatakują. - po tych słowach Skansena na mostku zapadła głucha cisza. Po chwili admirał kontynuował - Imperium wyśle okręty, aby pomóc nam w ewentualnej obronie, ale pierwsze okręty dotrą tutaj najwcześniej za tydzień. Do tego czasu zostaną z nami okręty z delegacji. Natomiast okręty Federacji nie wezmą udziału w walkach i jak tylko zabiorą wszystkich swoich ludzi, odlecą. Radzę się przygotować, bo wkrótce zrobi się nieprzyjemnie - po czym się wyłączył.

Na mostku panowała cisza.

- Jak to?- zdumiał się Picard. - Uznacie ten bunt?

- Tak - odparł admirał Cartrite, przewodniczący delegacji Federacji. - Nikt nie zginął, a zaoferowali nam za przejęte statki i prawo do projektów bardzo dobre wynagrodzenie.

- To znaczy niby co? - zapytał Picard ciągle rozzłoszczony i zdumiony.

- Zaraz na wstępie - powiedział spokojnie admirał - zaoferowali, że podadzą nam lekarstwa na kilka chorób, w tym na dwie śmiertelne i to zanim jeszcze zaczęliśmy pertraktacje. Potem w zamian za te statki, które już mają, zaoferowali nam trzy transportowce drogocennych materiałów, w tym dilitu. A w zamian za projekty statków przekażą nam technologie wytwarzania bardzo dokładnych protez kończyn, a także sporo innych projektów. W dodatku powstanie silnego państwa na granicy przestrzeni Kardasjan jest nam jak najbardziej na rękę. W tym celu przekażemy Rzeczypospolitej wszystkie okręty klas Soyuz i Constitution, a Klingoni wszystkie D-12 nie należące do rodów. Bez uzbrojenia. To jedyne, na co się nie zgodziliśmy. Tak samo będą nam musieli stopniowo oddać uzbrojenie z okrętów, które przejęli. Za kilka dni Rada Federacji publicznie ogłosi uznanie Odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej za suwerenne państwo. To samo zrobi Wysoka Rada Imperium Klingońskiego.

Kapitan usiadł w swoim fotelu analizując to, co usłyszał.

- Tymczasem jednak - ciągnął admirał - Enterprise i inne okręty mają się wycofać.

Picard popatrzył na niego nie rozumiejąc.

- Unia Kardasjańska nie zaakceptowała tego państwa i możliwe, że zaatakują. Nie mamy zamiaru mieszać się do ich wewnętrznych spraw. Jeśli jacyś pańscy ludzie są na powierzchni planety, ma pan ich zabrać i natychmiast odlecieć. Cartrite, bez odbioru.

Na mostku panowała cisza.

Delegacja Federacji odleciała w niecałą godzinę potem, a sojusznicze flotylle Rzeczypospolitej i Imperium zaczęły przeprowadzać ćwiczenia, aby jak najlepiej współpracować. Niecałe dwadzieścia godzin później sensory dalekiego zasięgu zapiszczały ostrzegawczo.

- Wykrywam trzydzieści zbliżających się jednostek - powiedział Adahl. - Sygnatura kardasjańska.

- Alarm bojowy - powiedział spokojnie Coen, a po chwili na mostku zapanował półmrok i zapaliły się czerwone światła, oznaczające czerwony alarm.

- Jak to możliwe, aby zjawili się tutaj tak szybko? - spytała Eldicorana, piękna betazoidka pełniąca funkcję doradcy i drugiego oficera.

- Zapewne już wcześniej zebrali flotę niedaleko granicy i jak tylko wróciła delegacja, wyruszyli - odpowiedział jej O'Nell, szef ochrony na Gromie. Kilka minut później do systemu wleciała armada kardasjańska w składzie dwunastu krążowników klasy Galor i osiemnastu myśliwców Hideki. Nie było żadnych żądań, pertraktacji czy gróźb. Jak tylko znaleźli się w zasięgu broni, otworzyli ogień, a połączona flota odpowiedziała. Jednak na Kardasjan czekało kilka niespodzianek. Jak tylko rozpoczęli ostrzał, kilka z ich okrętów wzięło ich na cel i otworzyło ogień, a zaraz potem nagle ujawniły się dwa klingońskie Drapieżne Ptaki klasy B'Rel oraz jeden okręt klasy K'T'Inga i dołączyły do walki.

- Kujawiak, Sokół i Dzik ujawniły się i dołączyły do ataku, nasze okręty we flocie kardasjańskiej odłączyły się od ich floty i zaczęły ich ostrzeliwać - zakomunikował komandor Fehrn.

- Bardzo dobrze - Coen uśmiechnął się lekko na myśli o tym, że wszystko poszło zgodnie z planem, po czym zwrócił się do chorąży Lo'Ren - Pełna impulsowa, manewry uchyleniowe - a następnie do porucznika La'Oren'a - Ogień wolny, celować, by zniszczyć.

- Tak jest - bajoranie odpowiedzieli nieomal chórem. Grom ruszył z pełną impulsowa przed siebie, co rusz strzelając do kardasjańskich okrętów. Jednak mimo wcześniejszego zaskoczenia, przewaga liczebna i ogniowa kardasjan wyrównywała szanse w bitwie. Grom zdołał zniszczyć jednego Galora, jednak sam miał już w kilku miejscach mniejsze wyrwy w kadłubie i osłony zniwelowane do 34%.

- Musimy zmniejszyć choć trochę ich liczbę - powiedział Coen podchodząc do Xalitha, z trudem utrzymując równowagę na wstrząsanym trafieniami okręcie - La'Oren, załadujcie wyrzutnie torped i namierzcie jednego z Hideki.

- Ależ kapitanie - zdziwiony porucznik popatrzył na Coena z niedowierzaniem. - Ich myśliwce są tak małe i zwrotne, że torpedy ich nie trafią.

- Wiem, co robię - powiedział spokojnie Logan. - wykonać mój rozkaz... i przygotujcie wiązkę holowniczą.

Bajoranin zaczął wykonywać polecenia. Grom odpowiedział ogniem fazerów atakującemu go Galorowi, po czym wystrzelił dwie torpedy w przelatujący obok kardasjański myśliwiec i złapał go wiązką. Mały okręt znacznie spowolniony w ten sposób, nie był w stanie się uchylić. Pierwsza torpeda trafiła w osłony przełamując je całkowicie, druga natomiast trafiła w kadłub mniej więcej na śródokręciu. Xalith La'Oren wyłączył wiązkę nieomal w tym samym momencie, kiedy myśliwiec został zniszczony w eksplozji. Grom wykonał zwrot, aby odpowiedzieć ogniem ciągle ostrzeliwującemu ich kardasjańskiemu krążownikowi, ale ten został nagle staranowany przez ciężko uszkodzonego B'Rel Imperium. Jednak tak bliska eksplozja obu statków całkowicie dezaktywowała osłony Gromu. Fakt ten został natychmiast zauważony przez Kardasjan i jeden z Galorów nie omieszkał skorzystać z okazji. Pomarańczowy promień energii trafił Ambassadora nad deflektorem.

- Wyrzutnia torped numer 1 zniszczona, numer 2 uszkodzona, automatyczne systemy celownicze nie działają! - krzyknął Adahl.

- Przejść na ręczne - odwrzasnął Coen, przekrzykując huki trafień. - wycelować w mostek tego Galora i odpłacić mu pięknym za nadobne.

Xalith szybko przebiegł palcami po swojej konsoli. W tym czasie ów kardasjański okręt został ostrzelany przez Vor'Cha. Kilka strzałów dezruptora przebiło osłony krążownika. Nieomal dokładnie w tym momencie wiązka fazera zaczęła orać kadłub Galora jak brona ziemię. Po chwili w miejscu mostka widniała tylko czarna zgorzelina, a kardasjański okręt zaczął dryfować bezwładnie.

- Kapitanie - zaczął O'Nell - I.K.C. San'Kal jest atakowany przez dwa Galory.

- Pokażcie to i otwórzcie ogień do jednego z nich - powiedział kapitan, po czym nacisnął przycisk komunikatora - Porucznik Nowik, przygotować manewr Zeta.

- Co? - z komunikatora dobiegł miły, acz zdziwiony głos głównego mechanika. - przecież to kompletnie...

- Może się okazać, że będziemy musieli - przerwał jej Logan. - Słyszała pani rozkaz.

- Tak jest - dobiegło jeszcze z komunikatora, po czym Coen skupił się na obrazie z głównego ekranu. Było na nim dokładnie widać, jak klingoński Vor'Cha walczy z dwoma Galorami. Chwilę potem jeden z nich zniknął w eksplozji.

- Eksplozja Galora dezaktywowała uzbrojenie i osłabiła tarczę San'Kal - powiedział szybko Fehrn. - Drugi Galor to wykorzystuje, a my nie mamy teraz wystarczającej siły ognia, aby ich powstrzymać.

Coen westchnął cicho, po czym powiedział

- Namierzyć dokładnie tego Kardacha, manewr Zeta.

Na mostku zapanowała grobowa cisza, bo wszyscy wiedzieli, co to oznacza, ale również wiedzieli, że nie ma innego wyjścia. Po krótkiej chwili niebieski do tej pory deflektor Gromu zajarzył się na biało i wystrzelił z niego szeroki promień w tymże kolorze. Trafiony nim kardasjański okręt nieomal natychmiast został zniszczony w silniej eksplozji. Jednak zanim zdążyli wyłączyć deflektor, Gromem silnie zatrzęsło. Część konsol na mostku eksplodowała, tak samo jak główny ekran.

- Raport o uszkodzeniach - powiedział Coen gramoląc się z podłogi, na którą rzucił go wstrząs. Adahl przebiegł palcami po swojej konsoli, jednej z tych, które ocalały.

- Deflektor, rdzeń warp, zasilanie pomocnicze i akumulatory niesprawne - powiedział szybko. - Wycieki plazmy na pokładach 2, 3, 5 i 10, uzbrojenie, napęd i osłony nie funkcjonują.

Wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że tkwią teraz jak kaczki na strzelnicy. Nagle komandor Fehrn uśmiechnął się szeroko:

- Okręty kardasjańskie zaprzestają walki, wchodzą w warp. Wszyscy popatrzyli po sobie. Nieomal jednocześnie zaczęli się śmiać, szczęśliwi, że żyją. Pierwsza bitwa Odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej została wygrana.

Następnego dnia Coen wszedł powoli do kabiny konferencyjnej na O.R.P. Baltyk. Wewnątrz pogrążeni w rozmowie siedzieli admirał Skansen i jakiś klingoński oficer. Kiedy tylko wszedł, obaj spojrzeli w jego kierunku.

- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam - powiedział Logan.

- Ależ skąd - odparł admirał. - właśnie skończyłem rozmawiać o bitwie z generałem.

W tym momencie do rozmowy włączył się generał.

- W sumie można uznać, że bitwę wygraliśmy i to w naprawdę porządnym stylu - miał typowo klingoński, zachrypnięty głos - Zniszczyliśmy co najmniej 18 jednostek wroga, tracąc z początkowych jednostek jednego Drapieżnego Ptaka. Pozostałe okręty są tylko mniej lub bardziej uszkodzone. Z waszej grupy dywersyjnej we flocie Kardasjan ocalał tylko jeden z dwóch Galorów i trzy Hideki, jednak udało się wam przejąć tego Galora, któremu Grom zniszczył mostek, więc w sumie wyszliście na zero, gdyż większość załogi waszego zniszczonego Kardacha zdołała się ewakuować.

Admirał wysłuchał mowy generała, po czym powiedział:

- Jak tylko naprawicie napęd warp, Grom ma się udać do najbliższej stacji, gdzie zostanie kompletnie wyremontowany i przezbrojony.

- Tak jest - powiedział Coen i już miał wyjść, kiedy usłyszał zachrypnięty głos generała - Kapitanie, można pana jeszcze prosić na słówko?

Logan odwrócił się ponownie.

- O co chodzi Generale?

Klingon wstał i podszedł do białowłosego. Był od niego wyższy i masywniejszy. Admirał wyszedł z kabiny zostawiając ich samych.

- Chciałem - zaczął Klingon - podziękować za uratowanie życia tak mojego, jak i mojej załogi - powiedział wyciągając do Terranina rękę.

- To pan dowodził San'Kal - Coen stwierdził, nie zapytał, ściskając prawicę generała.

- Nazywam się Martok - przedstawił się generał kiwając głową. - i chciałem zapytać czy mogę się jakoś odwdzięczyć.

- A więc to i ja powinienem podziękować, gdyż pan również uratował mi życie, jak i również mojej załodze - uśmiechnął się Logan - ale co do nagrody... - powiedział wyjmując miecz z pochwy na plecach - to co pan powie na mały sparing w holodeku?

Martok przypatrzył mu się dokładnie czy aby nie żartuje, po czym upewniwszy się, że nie, zaśmiał się głośno i powiedział

- Chętnie, kapitanie, bardzo chętnie.

Latający Holender

Coen stał oparty o ramy iluminatora i obserwował drużyny naprawcze i monterskie pracujące na zewnątrz Gromu. Mimowolnie się uśmiechnął. Po około 300 latach Polska znowu zaistniała na mapach. Tym razem nie na mapach Europy czy świata, ale galaktyki. Marzenie ponad 10 pokoleń w końcu się ziściło, a on był tego częścią. Uśmiechnął się szerzej, kiedy pomyślał, że możliwe, iż zarobił na wzmiankę o sobie w podręczniku do historii.

'Podziwiasz swoją bestię?' - spytał ktoś za nim.

Logan odwrócił się i zobaczył swojego szefa ochrony. Uśmiechnął się i uścisnął podaną mu sztuczną tytanową prawicę starego żołnierza.

'Nie mogę się doczekać, aż Grom opuści dok' - powiedział kapitan patrząc z powrotem na swoją jednostkę. - 'W tym celu właśnie przyszedłem' - powiedział O'nell drapiąc się w czoło nad swoim brakującym okiem. - 'Otrzymaliśmy zadanie, ruszamy rano.' 'Pokaż' - powiedział kapitan nawet się nie odwracając. Wiedział, że jego przyjaciel nie przyszedłby bez padda. Ten tylko się uśmiechnął i podał mu go. Logan oparł się bokiem o filar i zaczął przeglądać zawartość małego komputera. 'Będziemy musieli nieźle wysilić silniki, aby dolecieć na czas na spotkanie z admirałem' - skwitował pobieżne oględziny. Dokładnie przejrzy to w swojej kabinie na okręcie. 'Te nowe silniki i rdzeń ponoć pozwalając wyciągnąć ponad Warp 9.6 tak jak Galaxy' - odparł mu stary wojak. 'Tyle że nigdy nie były testowane' - powiedział spokojnie dowódca. 'Jak większość naszej technologii, ale trudno coś testować, nie mając własnego kraju i pól doświadczalnych, a chcąc to ukryć przed innymi. Inaczej rządy tych krajów, w których pracowali wtedy nasi naukowcy, przejęłyby te projekty, a tak mieliśmy czym handlować z Federacją i Imperium.' 'Tak... A właśnie, masz jakieś dane o tym, jak idzie ściąganie naszych obywateli z innych państw?' 'Większość z terenów Federacji już przybyła, także spora cześć z terenów Imperium. Będzie już jakieś 31 miliardów, ale dokładną liczbę poznamy za miesiąc, może więcej.' Kapitan pokiwał głową, po czym odkleił się od filaru i ruszył korytarzem do przesyłowi. 'Mam już dosyć czekania, idę zrobić inspekcję swojego okrętu' - powiedział na odchodnym. Stary wojak tylko się uśmiechnął: 'Ci młodzi...'

Kilkanaście godzin później kapitan siedział w swojej kabinie patrząc na wiszący na ścianie obraz. Przedstawiał on artystyczną wizję pierwszego O.R.P. Grom strzelającego z przednich dział w czasie walk koło Narwiku. Z zamyślenia wyrwał go dopiero dzwonek do drzwi. 'Wejść' - powiedział. Do pokoju wszedł jego pierwszy oficer i usiadł na kanapie pod obrazem. 'Jakie rozkazy?' - spytał. Kapitan odchylił się w fotelu. 'Co wiesz o Drafronach?' - spytał. 'Drafroni? To jedna z 4 ras na naszym terenie, która jest zdolna do lotów Warp, choć chyba nie wyciągają nawet Warp 5' - odparł mu Trill. 'Książęta podpisali z nimi sojusz i próbują ich nakłonić do przyłączenia się do Rzeczypospolitej' - kontynuował jego wywód Coen. 'I jak idzie?' - spytał Adahl uśmiechając się. 'Jako tako, ale my mamy w związku z tym zadanie' - odparł mu Logan. 'Opowiadaj' - skwitował pierwszy oficer. 'Jako że mamy sojusz, drafrońska flota zaczęła badać większy obszar przestrzeni. W układzie Tyra stracili kontakt ze statkiem zwiadowczym, wysłali wiec tam ekspedycję wojskową. Coś zniszczyło ich okręty, jednak w porwanych kadłubach ocaleli członkowie załóg. Próbowali ich uratować, ale ostrzał zmusił ich do odwrotu. Mamy sprawdzić, co to takiego' - wyjaśnił kapitan. 'Mhm. A mamy jakieś domysły, co to mogło być?' - spytał Trill. 'Żadnych, ale wkrótce się dowiemy' - odparł mu kapitan ponownie patrząc na obraz. Nagle zapiszczał interkom i dobiegł z niego głos głównej inżynier: 'Kapitanie, wszystkie prace zostały zakończone, można wyprowadzić okręt z doku.' 'Przyjąłem' - powiedział Coen wstając i zakładając kurtkę munduru. Razem z Adahlem wyszli na mostek, gdzie czekali już inni oficerowie. Kapitan Logan Coen popatrzył po swoich oficerach i w końcu jego wzrok spoczął na głównym ekranie. 'Agries' - zwrócił się do bojorańskiej kobiety pełniącej funkcję sternika. - 'Wyprowadź nas, a potem obróć tak, abyśmy ustawili się dziobem do stacji. Chcę rzucić na nią okiem przed odlotem.' Bajoranka bez słowa wykonała polecenie i już po chwili Grom leciał tyłem z jedna czwartą prędkości impulsowej, zaś na głównym ekranie było widać Fortecę, byłą klingońską bazę gwiezdną, która była kwaterą główną floty polskiej w tym regionie granicy z Kardasjanami, a konkretniej z Kardasjanami i Talarianami. Ogromna czerwono - czarna stacja powoli malała na ekranie na tle zachodzącego za planetą słońca, tworząc piękny i zarazem groźny widok. Kapitan dopiero po chwili wydał rozkaz: 'Kurs na układ Czerwonego Rycerza, maksimum warp.' Polski niszczyciel skręcił majestatycznie, po czym skoczył do przodu i zniknął w podprzestrzeni.

Jakiś czas później Grom zatrzymał się przed większym od niego drafrońskim niszczycielem klasy Ax'or. 'Kapitanie, Karak nas wywołuje' - zameldowała chorąży Agries Lo'ren. 'Na ekran' - powiedział Coen. Na głównym ekranie pojawiła się szeroka brodata twarz Drafrona. 'Tu admirał Hafur z floty Królestwa Drafrońskiego' - przedstawił się obcy, po czym spytał: 'Kapitan Coen, tak?' Logan potwierdził skinieniem głowy, po czym powitał admirała w jego narodowym, twardym języku. Admirał uśmiechnął się lekko, jednak szybko spoważniał. 'Udało nam się nawiązać kontakt z ocalałymi członkami załogi fregaty Blader. Poinformowali nas, iż przyczyna zagrożenia i zniszczenia naszych okrętów znajduje się na asteroidzie miedzy pierwszą i drugą planetą układu Tyra.' 'Wiadomo, co to jest?' - spytał Coen, lecz Drafron pokręcił tylko głową. 'Niestety nie. Wiemy natomiast, że jest bardzo potężne. Kilkoma strzałami z czegoś przypominającego wasze torpedy przebili nasze osłony, a następnie jakimiś wiązkami porozrywali kadłuby, jakby były z papieru...' - zamilkł na chwilę, po czym kontynuował dużo bardziej ponurym głosem. - 'Wiemy już, że co najmniej 400 naszych ludzi nie przeżyło.' Coen pokiwał głową. Rozumiał, co czuje admirał. Sam w czasie walki z Kardasjanami stracił 15 członków załogi. 'Obiecuję, że zrobimy co w naszej mocy, aby zneutralizować zagrożenie i uratować rozbitków' - zapewnił admirała. 'Wierzę' - odparł mu rozmówca. - 'My zostaniemy tutaj. ściągnę też kilka dodatkowych jednostek naszej floty, wiec jakby było potrzeba, wezwijcie nas, choć wątpię, czy na coś się przydamy. Nasze okręty nie mogą się równać z waszymi pod względem możliwości.' 'Za to duch bojowy waszych załóg jest ogromny, dlatego z przyjemnością walczyłbym razem z wami' - odparł mu kapitan uśmiechając się. 'Jak to mawiają wasi sojusznicy: Qapla, kapitanie' - odparł mu Hafur, po czym zasalutował swoją podobną rozmiarami do bochna chleba dłonią. Coen oddał salut, po czym zakończył połączenie i wydał rozkaz chorąży Lo'ren. O.R.P. Grom przeleciał obok okrętu admirała dostosowując rotację do szerokiej bocznej części okrętu drafrańskiego, która wytwarzała grawitację, po czym skoczył w Warp.

Po kilkunastu godzinach niszczyciel wyszedł z warp na obrzeżu układu słonecznego. 'Weszliśmy do układu' - oznajmiła chorąży Lo'ren, zaś zaraz po niej odezwał się Xalith La'oren, również Bajoranin na stanowisku oficera ogniowego: 'Kapitanie, wykrywam wraki okrętów drafrońskich.' 'Alarm bojowy' - rozkazał Coen i kiedy światła na mostku przygasły, zwrócił się do Adahla: 'Czy to te okręty, o których nam wspominano?' 'Tak' - odarł mu Trill. - 'Są to resztki 2 fregat klasy Ki'ow oraz jednego działowca klasy Hamm'ot. Na wszystkich są oznaki życia, ale tylko na Blader są one w miarę wyraźne. Sam okręt zresztą też jest w najlepszym stanie ze wszystkich 3. Ma zniszczone tylko całe uzbrojenie i silniki.' 'Odległość od pasa asteroid?' - spytał kapitan. 'Poza zasięgiem ognia' - odparł mu komandor Adahl Fehrn. Logan pokiwał głową, po czym rozkazał: 'Otworzyć kanał do Bladera.' 'Kanał otwarty' - odpowiedziała nieomal od razu Bajoranka, Coen zaś powiedział: 'Tu O.R.P. Grom do Bladera. Przylecieliśmy wam pomóc. Czy nas odbieracie?' Przez chwilę było słychać tylko szum, ale potem przedarł się przez nie sygnał: 'Tu porucznik Moinus. Odbieramy was, Grom. Dzięki niech będą Praojcowi za wasze przybycie.' Coen spytał szybko: 'Co możecie nam powiedzieć o waszym agresorze?' 'Niewiele. Z tego, co się zorientowaliśmy, jest to wrak wbity w asteroidę. Chcieliśmy go zbadać, kiedy otworzył do nas ogień, jednak co najdziwniejsze nie zniszczył naszych okrętów tylko je obezwładnił. Ma ogromną siłę ognia.' 'Rozumiem' - odparł Coen, po czym powiedział: 'Podlecimy do was i odholujemy w bezpieczne miejsce, a potem zbadamy ten wrak.' 'Dziękuję' - dobiegło z głośników, po czym połączenie zostało zakończone. Kapitan wstał z fotela i podszedł do oficera ogniowego. 'Dobra, zaczniemy od tamtej fregaty. Najpierw część dziobowa, potem napędowa, następnie działowiec i Blader.' 'Tak jest' - padło w odpowiedzi. Grom zbliżył się szybko do ponad stumetrowego fragmentu okrętu i złapał go półprzezroczystą czerwoną wiązką, po czym zaczął ciągnąć za sobą. 'Kapitanie!' - zwołał ostrzegawczo Adahl. - 'W polu asteroid wykryłem skok energii!' Nagle w osłony niszczyciela uderzyły po kolei 3 jasnożółte wiązki. 'Minimalne uszkodzenia osłon' - zameldował od razu Xalith i po chwili krzyknął: 'Zaczęli ostrzeliwać holowany fragment!' Jednak było już za późno. Kolejne wiązki po prostu rozdarły kadłub fregaty na strzępy. Oficerowie mostka mieli wrażenie, że słyszą krzyki mordowanej załogi, ale tak naprawdę słyszała je tylko Eldicoranna z powodu swoich telepatycznych zdolności. Była to jedna z chwil w jej życiu, kiedy nienawidziła tego, że jest Betazoidką. Jednak odczucie przerażenia, bólu i umierania szybko zginęło razem ze śmiercią załogi. 'Kurs na źródło ostrzału, zasłonimy pozostałe wraki' - rozkazał wyraźnie zły Coen. Polski okręt wyrwał gwałtownie do przodu przyjmując na siebie ostrzał żółtych promieni. 'Osłony 94%' - zameldował Xalith po tym, jak okręt został trafiony kolejną wiązką. 'Jesteśmy już w zasięgu ognia?' - spytał Coen. 'Potwierdzam' - odparł mu Bajoranin, na co Coen rozkazał: 'Ognia!' Kolejna wiązka zatrzymała się na osłonach okrętu, po czym on sam otworzył ogień. 'Lasery cząsteczkowe trafiły we wrogie osłony. Brak uszkodzeń celu' - zameldował zawiedziony La'oren, Adahl zaś powiedział szybko: 'Mamy obraz celu.' 'Na ekran' - rozkazał kapitan i na głównym ekranie pojawił się obraz kilkunastokilometrowej asteroidy, w której wyraźnie było widać wbity wrak okrętu, z którego padały strzały, oraz czerwone wiązki laserów Groma uderzające o osłony celu. W samym wyglądzie wraku było jednak coś niepokojąco znajomego. Nagle z końca wraku wystrzeliły dwie białe gwiazdki. 'Manewry unikowe!' - krzyknął Coen, ale było za późno. Uderzenia torped szarpnęły mocno okrętem, zaś na mostku posypały się iskry z konsoli, z pęknięcia w ścianie zaczął się wydobywać dym, jednak automatyczne systemy zabezpieczające szybko zdusiły jego źródło. 'Osłony 42%, mikrouszkodzenia kadłuba od wstrząsu' - zameldował Xalith sprawdzając odczyty. 'Torpedy?' - spytał szybko Logan bełkocząc jednak lekko, gdyż językiem sprawdzał, czy ma wszystkie zęby. 'W wyrzutniach, gotowe do strzału' - odparł mu Bajoranin. 'Kurs na wrak, ognia z przednich wyrzutni, następnie odbić w prawo i wypalić z tylnych. Lasery, ogień ciągły' - padła wiązanka rozkazów. Z przednich wyrzutni polskiego niszczyciela wystrzeliły nagle dwie niebieskie torpedy, by po chwili zderzyć się z osłonami wraku, nieomal je przebijając. Czerwono - czarny okręt okładając się z wrakiem wiązkami skręcił w bok i po chwili z jego tylnej wyrzutni wystrzeliła identyczna torpeda i pomknęła na spotkanie celu. Nim zdążyła uderzyć, czerwone lasery cząsteczkowe Gromu przełamały osłony wraku i torpeda uderzyła bezpośrednio w kadłub. W wyniku dwustopniowej eksplozji wyparowała środkowa część wraku, zaś coś, co zdaje się było gondolą warp, oderwało się od kadłuba i poleciało w próżnię. Właśnie w tym momencie, w chwili agonalnej śmierci przeciwnika Coen zdał sobie sprawę, co było takiego znajomego w tym okręcie. Był to okręt Federacji, z ich klasycznymi obłymi kształtami, jednak różnił się znacznie od praktycznie wszystkich znanych mu klas Federacji. Nawet biorąc pod uwagę, że spora cześć okrętu mogła znajdować się w skale, żaden nie miał takich pociągłych gondoli warp jak ten. 'Nie odbieram z wraku już żadnych oznak energii' - poinformował Adahl, pełniący również obowiązki oficera naukowego. - 'Wygraliśmy.' 'Najwyższy czas' - odparł mu Xalith. - 'Osłony 35%. Jeszcze jedna salwa tych jego torped i byłoby po nas.' 'Dobrze' - powiedział kapitan wyrwany z rozmyślań. - 'Skontaktujcie się z Karakiem. Mogą przylecieć po swoich ludzi. My zaś pomożemy im teraz na ile możemy... Poinformujcie ich też o tym, iż jeden z wraków został zniszczony.' 'Wiadomość wysłana' - powiedziała po chwili Agries, kiedy Grom mknął już z powrotem do drafrońskich jednostek. 'Stan pozostałych wraków?' - spytał Logan. 'Stabilne. Wytrzymają do przybycia kawalerii' - odparł Adahl przeglądając dane z czujników. Logan wstał i ruszając do turbowindy powiedział: 'Eldicorano, przejmij mostek. Adahl, Modo, chodźcie ze mną. Chcę zbadać to, co zostało z naszego przeciwnika. Pierwszy oficer i szef ochrony podążyli szybko za nim w kierunku hangaru i po chwili wylecieli jednym z promów z powrotem w stronę asteroidy, podczas gdy Grom zaczął już przesyłać rozbitków na swój pokład.

Kilka godzin później kapitan siedział w komnacie konferencyjnej Groma obracając coś w rękach i rozmyślając. Światła były zgaszone, aby nie męczyć oczu, zaś z głośników leciała spokojna, cicha muzyka. Nagle drzwi się rozsunęły i ktoś wszedł do środka. 'O czym myślisz?' - spytał znajomy głos drugiej oficer, będącej zarazem doradcą okrętowym. Coen wstał i odwrócił się do Betazoidki. Jej jasne włosy w mroku wydawały się prawie czarne. Westchnął tylko i podał jej to, co trzymał w rękach. Kobieta wzięła prostokątny przedmiot i podeszła do okna, przez które wpadało światło gwiazdy, rozświetlając słabo całe pomieszczenie. Była to tabliczka dedykacyjna okrętu Gwiezdnej Floty: USS Flying Dutch, klasa Independence, numer rejestracyjny NCC - 98 978, stocznia Utopia Planatia na Marsie, oddany do służby daty gwiezdnej: 5267.05. Na samym dole znajdowało się również motto okrętu pochodzące z opery, od której okręt ten zaczerpnął również nazwę - "Nie ma lekarstwa na ból miłości". '5267.05?' - spytała zdziwiona. - 'To przecież za prawie 60 lat.' 'Wiem' - odparł jej Logan. - 'Co więcej, analizy wykazały, że ten okręt tkwił w tej skale od ponad 400 lat. Na jego ocalałej części, w tym na mostku, znaleźliśmy zakonserwowane ciała załogi. Niestety żadnych zapisów ani dodatkowych danych nie zdołaliśmy odczytać.' 'W takim razie, skoro nie było załogi, to kto kierował atakiem?' - spytała. 'Nie wiem. Możliwe ze za tyle lat okręty Federacji będą już zautomatyzowane na tyle, aby móc same walczyć' - odparł spokojnie. 'Lecz czemu zaatakowała drafronów?' 'Pewnie system uznał ich za zagrożenie... A może był uszkodzony? Nie wiem.' 'I to niewiedza cię tak przygnębia?' - spytała podchodząc bliżej. Popatrzył jej w oczy. Ze względu na mrok ledwie dostrzegał ich białka. 'Nie' - odparł w końcu. - 'Chodzi o nazwę tamtego okrętu.' 'Latający Holender?' - spytała dla pewności. 'Tak, Latający Holender... Stary ziemski mit o okręcie, który nigdy nie odnalazł drogi do domu, i teraz ten.... przez 400 lat uwięziony w skale. Zastanawiam się, czy to ma jakiś związek' - odparł jej szczerze. 'Nawet jeśli...' - zaczęła kładąc mu dłoń na ramieniu - 'to jakie to ma naprawdę znaczenie?' Kapitan milczał przez chwilę, po czym odpowiedział: 'Okręt, od którego wzięliśmy nazwę, niszczyciel z czasów drugiej wojny światowej, został zniszczony w czasie bohaterskich walk z nazistowską flotą, broniąc sojuszników pod Narwikiem... Nie potrafię wyobrazić sobie szlachetniejszej śmierci dla okrętu wojennego i zastanawiam się, czy i nam przypadnie w udziale taki koniec.' Eldicoranna stała przez chwilę nie wiedząc do końca, co zrobić. Czy jej dowódca ma nadzieję, czy też się boi, że ma rację, że ten paradoks nazw naprawdę istnieje, i nawet jej telepatyczne zdolności nie potrafiły jej pomóc. Kapitan wstał po chwili i wziął od niej tabliczkę dedykacyjną okrętu. 'Wyślę ją do dowództwa. Niech oni zdecydują w drugiej sprawie, dla której nie mogę znaleźć rozwiązania...' - powiedział, po czym wyszedł. Betazoidka siedziała przez chwilę w ciemności słuchając muzyki, po czym doszła do prostego wniosku: czas pokaże.

Tu możesz dodać swój komentarz.

searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram