Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Sesja RPG "Oblicza Prawdy" Re: "Oblicza Prawdy"

Seldon
Participant
#15327

Przeliczenie siódme, część druga

Kapitanowie Federacji postanowili, widząc jak wolno poruszają się okręty na drodze do układu Piscium Epsilon, zwiększyć szybkość formacji. Na przeszkodzie stawała im USS Mariposa, która jako okręt naukowy nie była przystosowana do lotów z dużą prędkością warp. Ponieważ jednak okręt ten przechodził niedawno modernizację i nie zostały przetestowane jeszcze jego możliwości, kapitan Rheihard zaryzykował zwiększenie szybkości. Jednostki Gwiezdnej Floty niezauważalnie przyspieszyły.

Na przód wysunął się USS Malstorm klasy Achilles, który osiągnął warp 9.998. Na ekranie nawigacyjnym kropki przedstawiające pozostałe okręty formacji coraz bardziej oddalały się od Achillesa. Mógł utrzymywać tą szybkość przez dłuższy czas, jednak okazał się on aż nadto wystarczający, bowiem komputer pokładowy podał, że przewidywany czas dotarcia do systemu to 4 godziny i 30 minut. Mimo drobnych niestabilności rdzenia i lekkich wstrząsów podczas polu w warp, po tym czasie okręt znalazł się u progu oddziaływania grawitacyjnego systemu Piscium Epsilon. W systemie zaś wykrył, tak jak spodziewano się, trzy planety. Wyniki skanów zgadzały się z danymi, które posiadał w banku informacji USS Malstorm. Ważniejszym jednak była obecność źródła sygnału radiowego, który znajdował się na planecie klasy N. Sensory okrętu kapitana Kasnova zarejestrowały wyraźną sygnaturę energetyczną, która jednak nie należała do Federacji, lecz była do niej bardzo podobna. Wykryto również fragmenty stopów, używanych w XXII wieku do budowy kadłubów okrętowych, co mogło determinować pochodzenie tego, domniemanego, wraku. Źródło sygnału znajdowało się na największym kontynencie planety, na półkuli południowej w pobliżu bieguna. Sam sygnał powoli dawał się rozszyfrowywać. Pracujący nad tym technicy Achillesa złamali kod sygnału i wydobyli z niego fragment nagranej wypowiedzi: "Tu okrę... United ...arth ...ellar Navy ... ... do wszys... sprzym...nych okrę..., zostaliś... ...takowani przez ...ulan i rozbiliśmy się na powie...ni planety. Prosimy o pomoc i szybką asys... Mamy poważne straty." Po tym następowała pół-minutowa przerwa i wiadomość była ponawiana. Niestety początek wiadomości nie był zbyt czytelny, a usunięcie z niego szumów i odczytanie go wyprzedziło wejście do systemu...

Pozostała część floty leciała z prędkością warp 9, ponieważ USS Mariposa nie mogła, mimo wysiłków jej głównego inżyniera, utrzymać stabilnej szybkości powyżej warp 9. Przewidywany czas dotarcia do systemu w chwili, kiedy dowódca USS Malstorm przesłał kapitanowi Tazmanowi wstępny raport tuż przed zbliżeniem się do Piscium Epsilon, wynosił aż 39 godzin. Wysłany przez dowódcę okręt znacznie wyprzedził więc główną część formacji i będzie musiał zaczekać półtorej dnia na pozostałe okręty Federacji. Te zaś, a w szczególności USS Corsair, na bieżąco informowane były o postępach, jakich dokonywał Achilles, o częściowym rozszyfrowaniu sygnału radiowego. Niestety z powodu odległości pomiędzy okrętami sygnały z nich wędrowały do siebie kilkadziesiąt minut, ponieważ w okolicy brakowało przekaźników podprzestrzennych.

Podczas prób wyciągnięcia z napędu szybkości warp 9.2 wystąpiły poważne problemy, grożące nawet rozszczelnieniem rdzenia i spaleniem cewek warp, co równoznaczne by było z unieruchomieniem Mariposy. Kiedy porucznik Jansen rozpoczął test, układy magnetyczne utrzymujące rdzeń warp uległy częściowemu wyłączeniu, a iniektor deuteru eksplodował. Na szczęście ekipa inżynierów szybko wyłączyła napęd i przekierowała dostarczanie paliwa do zapasowego, żeby upewnić się co do strat. Iniektor był nadal sprawny i mógł nadał wykonywać przewidziane konstrukcyjnie cele, jednak ofiarami eksplozji było dwóch techników, którzy z ranami od poparzeń natychmiast przeniesieni zostali do ambulatorium. Główny inżynier poinformował o tym kapitana Rheinharda i dokładnie sprawdził, czy USS Mariposa jest nadal zdolna do lotu z szybkością nadświetlną. W teoretycznych testach Nova osiągnęła bezproblemowo warp 9, i z taką też szybkością okręt naukowy ruszył w dalszą drogę razem z formacją floty...

Okręty Imperium Klingońskiego zmierzały w kierunku granicy z Romulanami. Od kilkunastu minut, czyli spotkania z SS Alabama, właściwie nic się nie wydarzyło. Dopiero przed chwilą IKC Krel wyłączył maskowanie i wywołał federacyjny statek. W związku ze znacznym opóźnieniem w wykonywaniu rozkazów dowódcy floty, kapitan Jod`mos wysyła do IKC betleH wiadomość, w której klingoński dowódca poinformował kapitana Coena o drobnych problemamach technicznych, z którymi już całkowicie sobie poradzono. Po niedługiej wymianie zdań z kapitanem Forganssonem, obydwie jednostki ruszyły w kierunku bazy Ga'maK, najbliżej leżącej klingońskiej placówki. IKC betleH, IKC Vornak, IKC vood'daH i IKC Suvchu` szybko oddalały się od Krela i Alabamy. Klingońscy dowódcy zaczęli oddawać się treningom, tak w holodeku, jak i z żywymi przeciwnikami. Jednak to nie było im długo dane...

Kapitan Coen spokojnie słuchał poematów i wydawało się, że nic nie przerwie mu tego zajęcia. Ciężka brzmienie, charakterystyczne dla klingońskiej muzyki, działało na niego zadziwiająco uspokajająco. Pobyt w mesie trwał już kilkanaście minut, jednak w całym tym czasie nikt nie przekroczył jej progu ani przeszkadzał kapitanowi. Jednak w pewnym momencie odezwał się komunikator klingońskiego oficera. Głos jednego z oficerów znajdujących się na mostku Drapieżnego Ptaka poinformował kapitana o transmisji dalekiego zasięgu - z Dowództwa Klingońskich Sił Obronnych...

IKC Krel i SS Alabama leciały z szybkością warp 4. Na osiągnięcie większej nie pozwalała nadwyrężona konstrukcja statku pasażerskiego. Przez kilka minut dopiero co rozpoczętej podróży nie działo się zupełnie nic, podobnie jak w głównej formacji klingońskich okrętów. W pewnej chwili jednak sensory okrętu kapitana Jod`mosa zarejestrowały dziwne zdarzenie. Jedyny hangar promów na SS Alabama rostał otwarty i wyleciał przez niego nieoznakowany, pomalowany na zielono prom, różniący się konstrukcją od promów Federacji. Zaraz po wydostaniu się z hangaru, tajemniczy wahadłowiec zniknął, prawdopodobnie włączywszy kamuflaż. Mogły sprawdzić się najgorsze przypuszczenia kapitana Coena, jakoby miała to być zasadzka: Federacji, Romulan, albo i tych, i tych.

W tym samym momencie, gdy wrota hangaru na SS Alabama otwarły się, jednostka wywołała IKC Krel. Na głównym ekranie mostka załoga zobaczyła zdenerwowanego kapitana Forganssona i przerażoną załogę. Trwało to jednak tylko moment, wszystko potoczyło się w ułamku sekundy. W ładowni federacyjnego statku nastąpiła eksplozja, która uszkodziła kadłub. Od Alabamy odłączyła się jedna czy dwie kapsyły ratunkowe, ale one podążyły za macierzystym okrętem. Bezwładna jednostka utrzymała jeszcze przez chwilę wokół siebie pole warp, tak aby uderzyć w lecącą obok eskortę. Alabama trafiła w jedną z gondoli warp Krela, totalnie ją druzgocząc. Do tego eksplodował jej rdzeń warp, co w połączeniu z plazmą dostarczaną do cewek warp przez systemy klingońskiego krążownika dało śmiertelną mieszankę. Wybuch zniszczył jedną, a poważnie uszkodził drugą gondolę warp oraz rufową część kadłuba Krela. K'Vort'Cha została wyrzucona z warp w normalną przestrzeń, cała płonąc. Pola integrujące, które miały zabezpieczyć przed wyrwami w kadłubie, włączyły się z opóźnieniem, podobnie jak poniewczasie zostały przez załogę maszynowni wyłączone przewody doprowadzające do cewek warp rozgrzaną plazmę. Okręt zaczął bezwładnie dryfować wśród jasnej, zielonkawo-czerwonej chmury plazmy, oddalając się od niej i resztek pasażerskiej jednostki Federacji...

Tuż po nawiązani przez kapitana Thengela kontaktu z okrętem, na platformie lądowiska zaczęli pojawiać się w charakterystycznym blasku romulańskiego transportera wyszkoleni komandosi Tal'Shiar. Sprawnie działając, drużyny zajęły najbardziej odpowiednie pozycje do obrony. Co chwila odzywały się wystrzeliwane dezruptory, należące do romulańskiego zwiadu, w tym do kapitana. Powoli, ale metodycznie, udało się nie tylko powstrzymać krwiożercze zwierzęta, których wiele zwłok pozostało na platformie transportowej, ale również i wyprzeć je z tego obszaru ośrodka, jednak nadal nie zaprzestawały prób dostania się do Romulan. Thengel słyszał jeszcze strzały w zasłoniętym przez drzewa miejsca, gdzie po raz pierwszy zwiad został przez bestie zaatakowany. Były tam one bardziej oporne i stanowiły jeszcze znaczne niebezpieczeństwo. Jednak główny teren ośrodka, platforma i budynki administracji były opanowane przez komandosów. Wszędzie wokoło leżało dużo szczątków i rozkrwawionych ciał. Uwagę zwracały wydłużone siekacze, które trochę przypominały szable i połyskiwały złowieszczo. Mimo to nikt z załogi Norexana nie zginął, a było tylko kilku rannych...

searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram