Rogue One - A Star Wars Story

rogue-one-title-treatment.jpg

Pamiętacie „The Force Awakens”? Mgliście? Ja też. Moc tak naprawdę przebudziła się teraz. W spin-offie, którego nawet nie zaliczono do oficjalnej trylogii, w prequelu „A New Hope” i sequelu „Revenge of the Sith”. Spodziewaliście się tego? Ja nie. Owszem, czekałam na premierę jak każdy fan SW, ale nieomal ją przegapiłam. Brakowało mi trochę medialnego szumu i atencji, jaką dostał poprzedni film. Przy dwóch filmach SW rok po roku porównania same się nasuwają. „Rouge One” miał być gorszą siostrą, zapchajdziurą przed przyszłoroczną premierą ósmej części sagi SW. Niestety, porażka na całej linii. W mojej ocenie „Łotr 1” to najlepszy i najbardziej emocjonujący element sagi.
 
„Łotr 1” na każdym kroku manifestuje swoją odmienność i gdyby nie kilka przydługich, a w zamyśle twórców chwytających za serce monologów głównej bohaterki, uznałabym, że definitywnie zrywa z disneyowskim wizerunkiem. To pierwsze Gwiezdne Wojny nie zaczynające się od charakterystycznych żółtych napisów rozmywających się w przestrzeni kosmicznej. Pierwsze SW, które nie ma motywu muzycznego… ze Star Wars! Muzykę skomponował Michael Giacchino i podejrzewam, że postawił przed sobą ambitne zadanie zrobić coś innego niż już było, lekko tylko nawiązującego do muzyki z tego uniwersum. Muzyka nie przeszkadzała w odbiorze filmu, ale też nie utkwiła mi w pamięci.
 

Screen%2BShot%2B2016-04-07%2Bat%2B13.03.

 
Co wyniosłam z ponad dwugodzinnego seansu (oprócz cennej życiowej lekcji niechodzenia na filmy z dubbingiem, bo zawsze przypląta się jakaś podstawówka)? Moc! Nową nadzieję. Mnóstwo pozytywnej energii i przeświadczenie, że Star Wars nie umarło, ono się dopiero narodziło! Akcja prowadzona jest niesłychanie dynamicznie, co w przypadku wielu filmów powodowało bardziej moje znużenie (zwłaszcza z uniwersum Marvela), a tym razem było idealnie zbalansowane. Film nie jest przeładowany efektami specjalnymi, co jest dużym wyzwaniem dla scifi i niesamowitym atutem! Przed twórcami stało trudne zadanie połączenia historii nakręconej w 1977 roku i współczesnej, i poradzili sobie z tym znakomicie. Jest kilka kadrów z „Nowej Nadziei” idealnie wpasowanych i wizualnie i przede wszystkim fabularnie. Oglądając to, miałam uczucie odnalezienia brakującego puzzla w układance i umieszczania go na właściwym miejscu. Wreszcie!  
 

Rogue-One-K2SO-Jyn-Erso-banner.png

 
Graficy komputerowi na pewno nie biedowali przez ten film i nie mówię tutaj tylko o majstersztyku połączenia taśm z 77 roku ze współczesnymi. Skupili się na detalach, na dopracowaniu kilku scen, gdzie grafika po prostu wbija w fotel. Pojawienie się Dartha Vadera na statku Rebelii… Będzie mi się to śniło po nocach! W Star Wars nie zachwyca mnie już mnogość ras i pietyzm, z jakim są one przedstawione. To już standard. Podziwiam natomiast bogactwo światów i planet, które przewijają się w „Rogue One”.
 
Ponownie wiąże się to z szybką, dynamiczną akcją. Kamera mniej zwraca uwagę na monumentalne ujęcia, znane choćby z „Ataku Klonów”. Zdjęcia dostosowane są do tempa akcji i do klimatu filmu. Mrok podczas niepodzielnych rządów Imperium musiał znaleźć swoje odbicie w kadrze i dzięki znakomitej pracy Greiga Frasera mamy moim zdaniem murowanego kandydata do Oscara. To zupełnie nowa jakość zdjęć w scifi, bardziej przypominała mi dokument.
 
Można na ten film spojrzeć przez pryzmat dokumentu, utrwalającego dla przyszłych pokoleń walkę z Imperium zepchniętego do podziemi Sojuszu, jak w tej części nazywa się Rebeliantów. Ta walka to nie księżniczka Leia, nie wielcy rycerze Jedi, to nie Darth Vader, ta walka toczy się między postaciami, o których historia nie pamiętała. Być może dlatego ten film jest taki piękny i taki emocjonujący.
 
Fabuła osnuta jest wokół najpotężniejszej broni Imperium – Gwiazdy Śmierci. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy całe przedsięwzięcie jest planowane, a główny inżynier Galen Erso (Mads Mikkelsen) zmuszony do współpracy. Pozbawiony wszystkiego co kochał, Galen godzi się na współpracę z Imperium, przez lata zastanawiając się czy jego córka Jyn Erso (Felicity Jones) przeżyła. Przygarnięta przez legendarnego wojownika Rebelii Saw Gererrę (Forest Whitaker) mającego na pieńku z oficjalnymi władzami Sojuszu, nagle znajduje się w centrum zainteresowania z powodu oficera wywiadu kapitana Cassiana Andora (Diego Luna).
 
Reżyserem filmu jest Gareth Edwards, którego wcześniej nie kojarzyłam z żadnym tytułem. Scenariusz powstał dzięki współpracy Chrisa Weitza i Tony’ego Gilroya na podstawie historii Johna Knolla i Gary’ego Whitta. 
 

Rogue-One-trailer-2-Darth-Vader-e1476365

  • Paweł Sowiński

    Co do muzyki, to muszę się nie zgodzić, gdyż jest parę zapadających w pamięci numerów. Poza tym są Star Warsowe motywy, które Giacchino lekko zmiksował. Ogólnie film bardzo mi się podobał, jak na kanony SW, to jest dosyć odważny. 8/10
    Diabeu.