Jak zacząć oglądanie Star Treka?

gallery_4_22_136520.jpg

Star Trek to ogromne uniwersum. Sześć seriali (a wkrótce siódmy) i trzynaście filmów to ilość materiału, która może przytłoczyć każdego, kto dopiero chce zacząć z nim przygodę. Ten przewodnik ma ułatwić Wam pierwszy kontakt ze Star Trekiem i wybranie tych jego części, które najbardziej będą Wam odpowiadać. By docenić ten świat, nie trzeba go poznawać w całości ani, poza kilkoma wyjątkami, w kolejności, w jakiej kręcono poszczególne produkcje.

Chronologia

Zacznijmy od formalności, czyli podsumowania tego, co i kiedy powstawało. Star Trek, serial zrodzony z pomysłu Gene’a Roddenberry’ego, pojawił się w amerykańskiej telewizji w 1966 roku. Przygody załogi okrętu Enterprise należącego do Zjednoczonej Federacji Planet i przełomowa wizja tego, jacy w przyszłości mogą stać się ludzie, nie odniosła tak wielkiego sukcesu, jak dziś moglibyśmy myśleć. Serial przetrwał zaledwie trzy lata, a i to tylko dzięki najzagorzalszym fanom, którzy walczyli o jego kontynuację z niezadowoloną z wyników oglądalności wytwórnią. W roku 1973 powstała seria animowana o dalszych losach kapitana Kirka i jego załogi, ale trwała jeszcze krócej – tylko dwa sezony.

Mimo braku nowych startrekowych produkcji świat Roddenberry’ego zyskiwał na popularności dzięki licznym powtórkom. Gdy w roku 1979 do kin trafił Star Trek: The Motion Picture, przyniósł tak duże zyski, że w kolejnych latach na wielkim ekranie zaczęły pojawiać się kontynuacje: Star Trek II: The Wrath of Khan (1982), Star Trek III: The Search for Spock (1984) oraz Star Trek IV: The Voyage Home (1986). Rok później Star Trek powrócił do telewizji z nową załogą i okrętem. Star Trek: The Next Generation swoją popularnością zaskoczył wszystkich, z twórcami włącznie i doczekał się siedmiu sezonów. Rok przed jego zakończeniem, w 1993 wystartował kolejny serial, Star Trek: Deep Space Nine, a dwa lata później jeszcze jeden, Star Trek: Voyager – oba również trwały siedem lat. Równolegle powstawały filmy kinowe. Star Trek V: The Final Frontier (1989) i Star Trek VI: The Undiscovered Country (1991) kontynuowały historię oryginalnej załogi, a Star Trek VII: Generations (1994) pozwolił połączyć siły bohaterom starej i nowej serii. Kolejne trzy – Star Trek: First Contact (1996), Star Trek: Insurrection (1998) i Star Trek: Nemesis (2002) – skupiły się już tylko na załodze Następnego Pokolenia.

W 2001 roku, po zakończeniu Voyagera na srebrne ekrany trafił Enterprise, jak się okazało, ostatni, na długie lata, serial Star Trek. Został chłodno przyjęty przez widzów, zwłaszcza tych znających wcześniejsze produkcje i zniknął z anteny po czterech sezonach. Z produkcjami pełnometrażowymi nie było lepiej. Osiem lat minęło, nim Star Trek wrócił do kin, ale zrobił to z hukiem. Nakręcony przez J. J. Abramsa film zatytułowany po prostu Star Trek (2009) miał zrestartować całe uniwersum, na nowo opowiadając historię pierwszej załogi. Zrobił to zaskakująco skutecznie. Odniósł duży sukces i doprowadził do powstania kontynuacji: Star Trek Into Darkness (2013) i Star Trek Beyond (2016).

W planach jest kolejny film, a w okolicach maja 2017 ma wystartować siódmy serial – Star Trek: Discovery.

Jak oglądać seriale?

Jeśli jesteście zdecydowani poznać całe uniwersum, to nie ma tu wielkiej filozofii. Kolejność, w jakiej powstawały, zarówno seriale jak i występujące pomiędzy nimi filmy, będzie najlepsza. Ale nie dla każdego taki sposób będzie dobry. Nie tylko dlatego, że kręcono je w różnych okresach czasu, co oczywiście miało wpływ na ich treść i jakość produkcji. Najważniejsze jest to, że startrekowe seriale różnią się formułą i to ona zwykle zdecyduje, czy będą Wam odpowiadały. Każdy z nich stanowi odrębną całość, bo mimo tego, że dzieją się w tym samym uniwersum, opowiadają o losach różnych załóg, a w paru przypadkach ich akcję dzieli nawet sto lat. Owszem, zdarzy się czasem, że jakaś postać lub wątek z innego serialu zagości w tym, który właśnie oglądacie, lecz nie będzie to miało większego znaczenia dla całości, a w danym odcinku znajdziecie wystarczająco dobre wyjaśnienie takiego nawiązania. Zobaczcie zatem, co oferuje każda z serii.

Star Trek: The Original Series (1966-1969)

Oryginalna seria znana jako TOS dla wielu widzów może dziś stanowić wyzwanie. Kręcona, gdy o komputerowych efektach specjalnych nawet nie marzono, nie ma większych szans w konkurencji z współczesnymi produkcjami. Część historii w niej przedstawionych też nie wytrzymuje próby czasu, nierzadko czyniąc z serialu mało poważny kosmiczny western. Są jednak i takie, które do dziś się dobrze ogląda, a sam TOS nie bez powodu stał się jednym z ważniejszych seriali w historii telewizji. Powstawał w czasach zimnej wojny, gdy segregacja rasowa nie do końca była wspomnieniem, a rola kobiety w telewizji często sprowadzała się do bycia sekretarką lub damą w opałach. Tymczasem na pokładzie Enterprise załoganci różnej narodowości, rasy i płci pracowali ze sobą jak równy z równym i walczyli ramię w ramię. Większość odcinków TOS to alegorie, używają obcych cywilizacji i społeczeństw, by pokazać problemy naszego świata, a zjawiska i technologie w nich zobrazowane natchnęły niejedno już pokolenie naukowców i inżynierów. Z czysto rozrywkowego punktu widzenia oryginalna seria też robi dobre wrażenie – stworzyła wyjątkowe postacie. Być może nie o wszystkie równie dobrze zadbano, ale legendarne już trio – kapitan Kirk, Spock i doktor McCoy – na długo zapada w pamięć.
 

gallery_4_22_64663.jpg

Jeśli niestraszne Wam produkcje z dawnych lat, to nie ma powodu, byście nie mogli zacząć od oryginalnego Star Treka. Po prostu pamiętajcie, w jakich czasach powstawał. Ale jeżeli wiecie, że dość kiczowate, a nieraz wręcz tandetne dekoracje, kostiumy oraz efekty, i jednak inne od dzisiejszego aktorstwo przeszkodzi Wam w pozytywnym odbiorze, to zostawcie TOS na później.

Star Trek: The Animated Series (1973-1974)

Seria animowana, w skrócie TAS, była kontynuacją pierwszego Star Treka. Z tego powodu najmniej się nadaje na początek przygody z uniwersum Roddenberry’ego. Animacja w niej wykorzystana nie jest najwyższych lotów, a w krótkich epizodach trudno liczyć na rozbudowaną fabułę. Jeśli jednak poznaliście już TOS, to być może uznacie TAS za warty uwagi – z kilku powodów. Pierwszy to scenarzyści. Serial był tworzony z myślą także o młodszej widowni, ale nie znaczy to, że historie w nim przedstawione pisał byle kto. Kilka z nich stworzyli znani pisarze science-fiction: D. C. Fontana, David Gerrold i Larry Niven. Drugi z powodów docenią fani TOS. Ponownie usłyszą aktorów z oryginału, bo udzielili głosu postaciom. Wreszcie trzeci – animacja, choć nie najlepsza, pozwoliła pokazać świat Star Treka dużo bliższy temu, który wyobrażał sobie jego twórca. Niezwykłe zjawiska, wymyślne okręty kosmiczne i przedstawiciele obcych gatunków, nawet niehumanoidalnych, były poza zasięgiem twórców oryginalnej serii. Tu takie cuda mogły stać się codziennością.
 

gallery_4_22_67539.jpg

Jeśli mimo wszystko uznacie TAS za mało przystępny, to zanim z niego zrezygnujecie, rozważcie alternatywę. W oparciu o scenariusze serialu animowanego powstał cykl książek. Napisał je Alan Dean Foster, pisarz znany właśnie z adaptacji filmowych scenariuszy.

Star Trek: The Next Generation (1987-1994)

Następne Pokolenie, czyli TNG, jest pierwszym z trzech startrekowych seriali, które powstawały niemal jednocześnie i dzieją się w tych samych czasach – około sto lat po TOS. Dla wielu widzów w Polsce był to pierwszy Star Trek, jaki mogli zobaczyć w telewizji i możliwe, że ciągle jest najlepszą pozycją, od której warto zacząć oglądanie.
 

gallery_4_22_119787.jpg

Założenia serialu są podobne jak w przypadku TOS. Opowiada o załodze okrętu kosmicznego, ponownie nazwanego Enterprise, której zadaniem jest eksploracja kosmosu, badanie nowych form życia i obcych cywilizacji. Jak w oryginale mamy tu przedstawicieli różnych kultur i gatunków, którzy mimo różnic potrafią świetnie współdziałać i reprezentują to, co w nas najlepsze. Podobieństwa jednak nie obejmują słabszych elementów występujących w TOS. Nie chodzi tylko o jakość produkcji i efekty, bo te, choć przy pierwowzorze wyglądają świetnie, dziś wielkiego wrażenia już robić nie mogą. Następne Pokolenie jest po prostu serialem dojrzalszym. Najlepiej to widać, gdy porówna się kapitanów obu załóg. Kapitan Kirk był młody i pełen werwy. Mimo wiary w ideały Federacji problemy nieraz rozwiązywał używając pięści, a liczba jego podbojów miłosnych przeszła już do legendy. Tutaj mamy natomiast kapitana Picarda, dojrzałego i doświadczonego oficera, dyplomatę i intelektualistę. To przekłada się na resztę serialu. Niewiele tu już miejsca na kosmitki w skąpych strojach ani bijatyki z obcymi. Za to pozostało przesłanie. Wiele odcinków porusza ważkie tematy, rozważa kwestie moralne, zagadnienia etyczne i zajmuje się problemami społecznymi. A jednocześnie dostarcza ciekawe historie science-fiction. Niestety nie od początku jest tak dobrze. Minęły dwa lata nim TNG stał się tym, za co tak cenią go fani. Pierwsze sezony rzadko mogą czymś zachwycić i zbyt wyraźnie nawiązują do poprzedniej serii.

To, co sprawia, że Następne Pokolenie dobrze nadaje się na początek przygody ze Star Trekiem, to brak wyraźnego powiązania między epizodami. Prawie jak w TOS, co odcinek załoga Enterprise odwiedza inny świat lub rozwiązuje nowy problem. Pozwala to oglądać serial bez znajomości każdego wcześniejszego odcinka czy zbytniego przejmowania się kolejnością.

Star Trek: Deep Space Nine (1993-1999)

DS9 to nie Star Trek. Takie zdanie można usłyszeć zarówno od tych, którzy tej produkcji nie lubią, jak i od jej największych wielbicieli. Zmieniła niemal wszystko, do czego przyzwyczaiły widzów TOS i TNG. Rzadko w niej zobaczymy eksplorację kosmosu i poznawania nowych światów. Akcja serialu dzieje się na tytułowej Deep Space Nine, stacji kosmicznej należącej do planety Bajor, której Federacja Zjednoczonych Planet pomaga się podnieść po kilkudziesięciu latach okupacji obcego imperium. Gdy w pobliżu odkryty zostaje tunel podprzestrzenny prowadzący do odległego zakątka kosmosu, stacja staje się ważną placówką, a w końcu kluczowym punktem na froncie największego znanego dotąd konfliktu. Właśnie wojna, którą Star Trek często potępiał i przed którą przestrzegał, stanie się jednym z ważniejszych wątków serialu.
 

gallery_4_22_156321.jpg

W przeciwieństwie do poprzedników DS9 to space opera, a więc skupia się na postaciach, ich rozwoju i relacjach między nimi. Wyróżnia się też ciągłością fabularną, której wcześniej w Star Treku nie było. Bohaterowie serii nie są już kryształowo czystymi i pełnymi ideałów oficerami jak w TNG, część z nich nawet nie należy do Federacji – wyznają różne wartości, mają inne światopoglądy. Scenarzyści nieraz stawiają ich w trudnych sytuacjach, z których nie zawsze wychodzą z czystym sumieniem. To sprawia, że DS9 jest serialem dużo mroczniejszym od pozostałych. Nie oznacza to, że nie ma w nim historii lekkich. Przeciwnie, humoru tu jest pewnie więcej niż w TNG. Twórcy nie zrezygnowali też z poruszania trudnych i ważnych tematów – DS9 robi to nie mniej skutecznie od poprzedników.

Czy jest to serial, od którego warto zacząć Star Treka? Jeśli cenicie długie, dobrze napisane historie i umiejętnie prowadzone postacie, do których można się przywiązać, to tak. Ale zobaczycie świat i bohaterów dalekich od ideałów, o jakich marzył Gene Roddenberry. Pamiętajcie też, że DS9 nie powinno się oglądać na wyrywki. Nawet pierwsze sezony, pełne niepołączonych ze sobą i nieraz słabszych epizodów, bywają istotne dla rozwoju postaci. Dlatego poznawanie odcinków nie w kolejności chronologicznej może Wam popsuć wrażenia.

Star Trek: Voyager (1995-2001)

Wędrówka przez gwiazdy od początku była ważnym elementem wizji Roddenberry’ego. Tutaj stała się głównym motywem. Serial śledzi losy federacyjnego okrętu Voyager, który zostaje przeniesiony na drugi koniec galaktyki przez obcą siłę. Jego załoga musi sprzymierzyć się z grupą buntowników, pierwotnie będących celem ich misji, by wspólnie znaleźć drogę do domu. W sprzyjających okolicznościach podróż ma potrwać ponad 70 lat.
 

gallery_4_22_92920.jpg

Już na pierwszy rzut oka widać, że Voyager wprowadza coś nowego. Tak jak DS9 postanowił zmienić przyzwyczajenia widzów, umieszczając na stanowisku dowódcy aktora czarnoskórego, tak w Voyagerze kapitanem została kobieta. Motyw podróży do domu sprawia, że jest to serial bardziej przygodowy. Załoga Voyagera, szukając sposobu na szybszy powrót, będzie badać nieznane światy i zjawiska, pozna też wiele obcych gatunków i cywilizacji. Z pozoru może to przypominać TNG, lecz zdecydowanie więcej tu szybkiej i efektownej akcji niż filozofii. Jest jednak i miejsce na poważniejsze tematy. Voyager na nieszczęście kontynuuje niechlubną tradycję dwóch starszych serii – jego pierwsze sezony trudno nazwać wybitnymi, bo to w nich pojawiła się większość gorszych epizodów. W serialu jest pewien rodzaj ciągłości fabularnej, nieco ograniczonej. Widać to w poszczególnych sezonach, gdy bohaterowie przez pewien czas mają do czynienia z jakimś gatunkiem obcych i kontakty z nim śledzimy na przestrzeni wielu epizodów. Jest też rozwój relacji między postaciami, przynajmniej niektórymi. Niestety zdarza się również, że nawet bardzo dramatyczne wydarzenia w jednym odcinku nie pozostawiają śladów w kolejnych.

Voyager nie zawsze jest konsekwentny i nie do końca wykorzystuje swój potencjał, ale zawiera wiele z tego, co Star Trek oferował wcześniej. Jednocześnie zapewnia zazwyczaj dobrą i lekką rozrywkę. Jeśli zaczniecie od niego, to prawdopodobnie się nie rozczarujecie.

Star Trek: Enterprise (2001-2005)

Moda na prequele pojawiła się także w Star Treku. Akcja tego serialu rozgrywa się sto lat przed TOS, w czasach gdy Ziemianie dopiero udoskonalają technologię podróży międzygwiezdnych. Śledzi misję prototypowego okrętu, pierwszego mogącego osiągnąć na tyle duże prędkości, że pozwolił na eksplorację układów i zjawisk poza naszym bezpośrednim sąsiedztwem. Bohaterowie na pokładzie nowiutkiego Enterprise śmiało podążają tam, gdzie nie dotarł żaden człowiek, ale niestety znajdują wiele z tego, co było w poprzednich seriach.
 

gallery_4_22_40719.jpg

Enterprise próbuje połączyć najlepsze cechy wcześniejszych produkcji. Jest w nim motyw odkrywania nowych światów i form życia, pojawia się, początkowo sporadycznie, wątek większego konfliktu, wiele też w nim akcji i efektów, a przy tym zdarza mu się poruszać poważniejsze tematy. Jednak przedstawiając to wszystko, serial parokrotnie zmienia formułę. Najpierw skupia się na eksploracji w zazwyczaj niepowiązanych ze sobą odcinkach. Dzięki zachwycającej się niemal każdą nową przygodą załodze wygląda to przyjemnie i dobrze bawi, ale szybko zamienia się w schemat, który był już znany. Po dwóch latach poświęca cały sezon na powracający wcześniej wątek konfliktu z inną cywilizacją, dość ściśle łącząc ze sobą wydarzenia w kolejnych epizodach i wprowadzając cięższy klimat. Na koniec porzuca dużą część tego, co stworzył i opowiada luźniej powiązane, czasem kilkuodcinkowe historie. Może nie byłoby to złe, gdyby nie fakt, że twórcy, szukając właściwego przepisu na serial, zaniedbali część pierwszoplanowych postaci. Trudno określić, czym Enterprise zawiódł najbardziej. Być może za mocno zraził wieloletnich fanów, kopiując dawne pomysły i zbyt usilnie próbując przyciągnąć nową widownię – nawet w jego tytule “Star Trek” pojawił się dopiero po dwóch sezonach. Faktem jest, że pod koniec zaczął zbierać lepsze opinie, ale było już za późno, by naprawić słabe wyniki oglądalności.

Bilans wad i zalet serialu wypadnie na pewno lepiej dla tych, którzy nie poznali lub nie polubili jego poprzedników. Enterprise to nowoczesna seria, podobnie jak Voyager w pierwszej kolejności stawiająca na mniej wymagającą rozrywkę. Czy czyni to z niego złą produkcję? Niekoniecznie, na pewno nie zawsze. Bo choć trochę błądził, kilka razy znalazł swoją drogę.

Czy oglądanie można zacząć od filmów?

Większość filmów Star Trek jest w dość wyraźny sposób powiązanych z serialami. Sięgając najpierw do nich, możecie pozbawić się części przyjemności wynikającej ze znajomości postaci i rozumienia nawiązań. Mimo to wielu fanów tak zaczynało, z piszącym te słowa włącznie, i źle na tym nie wyszli. Zazwyczaj uzupełnienie ewentualnych braków wymaga tylko krótkiego wyjaśnienia, a skoro czytacie te słowa, to wiecie, gdzie znaleźć ludzi, którzy mogą Wam pomóc. W przeciwieństwie do seriali produkcje kinowe częściej skupiają się na przygodach bohaterów niż na uniwersalnych zagadnieniach. Zawierają jednak wystarczająco dużo elementów świata Star Treka, byście mogli nabrać chęci do poznania większej jego części. A czy je też można oglądać w dowolnej kolejności? Nie, tu jest trochę komplikacji.

Filmy pełnometrażowe dzielimy na trzy epoki: TOS, TNG i najnowszą, zapoczątkowaną restartem w 2009 roku. Jeśli nie zaczęliście od seriali, to każdą z nich możecie traktować jako niezależną i oglądać wedle upodobań. Porządek chronologiczny powinniście zachować tylko w obrębie danej epoki – z jednym małym wyjątkiem.
 

gallery_4_22_190790.jpg

Produkcji kinowych koncentrujących się na załodze TOS jest sześć. Pierwszej, The Motion Picture, nie traktujcie jako wyznacznika tego, co zobaczycie później. Poważny klimat, wolne tempo, długie ujęcia – więcej tu podobieństw do Odysei Kosmicznej niż do któregokolwiek z pozostałych Star Treków. Zależnie od Waszego gustu możecie się tym filmem zachwycić albo przy nim usnąć. Kolejne części, The Wrath of Khan, The Search for Spock i The Voyage Home to powiązana pewnymi wątkami trylogia. Jest tu sporo akcji i dramaturgii, zgłębianie relacji między postaciami, a w końcu przesłanie i duża doza humoru. Przez piątą część najprawdopodobniej będzie Wam trudno przebrnąć. The Final Frontier to film nieudany. Miał problemy budżetowe, kiepski scenariusz i niedoświadczonego reżysera. Jeśli polubiliście już oryginalną załogę, to coś z niego wyniesiecie, ale nie będzie tego wiele. Na koniec mamy The Undiscovered Country, dla odmiany jeden z najlepszych filmów Star Trek, zarówno ze względu na fabułę, jak i warstwę alegoryczną.
 

gallery_4_22_72916.jpg

Filmy opowiadające losy załogi Następnego Pokolenia zaczynają się od siódmego, czyli Generations. To jest wspomniany wcześniej wyjątek. Miał pokazać postacie z TOS i TNG we wspólnej historii, ale wydaje się, jakby na tym skończyły się pomysły jego twórców. Dla większości fanów startrekowych seriali jest najwyżej przeciętny, dla widza niezżytego z bohaterami, przynajmniej z TNG, może okazać się wręcz nudny. Jeśli chcecie poznać kapitana Picarda i jego załogę w filmie, to lepiej zacznijcie od następnego – First Contact. To jeden z trzech najwyżej ocenianych Star Treków obok The Wrath of Khan i The Undiscovered Country. Ma wielowątkową fabułę, jest efektowny i pełen napięcia, a jednocześnie pokazuje część tego, na czym opiera się świat stworzony przez Roddenberry’ego. Kolejny tytuł to Insurrection, typowo przygodowy, zdecydowanie lżejszy i pokazujący załogę w innym świetle. Ostatni jest Nemesis, zakończenie filmowej serii TNG i pożegnanie z bohaterami. Nie bez powodu poniósł finansową porażkę – jego scenariusz pozostawia wiele do życzenia. Ale ma też swoje momenty.
 

gallery_4_22_164196.jpg

Jedenasty film dokonał ogromnej zmiany. Przy użyciu motywu podróży w czasie stał się jednocześnie kontynuacją, prequelem i nowym punktem wyjścia dla przygód załogi Enterprise. Brzmi to trochę skomplikowanie, ale sprowadza się do jednego – historię kapitana Kirka i jego towarzyszy opowiedziano od początku, w zupełnie odświeżonej formie. Powstała w ten sposób seria filmów rozczarowała część wielbicieli starszych produkcji, ale młodsze pokolenie zachwyciła świetną oprawą, wartką akcją i poczuciem humoru. Nowy Star Trek i jego kontynuacje – Into Darkness oraz Beyond – trudno posądzić o wielką głębię czy wybitne scenariusze, ale to udane kino akcji. Mogą być, i dla wielu widzów były, dobrym wstępem do tego uniwersum.

Co dalej?

Star Trek to jedna z tych części popkultury, którą znać po prostu wypada. Być może nieczęsto będziecie mieli okazję usłyszeć wolkańskie pozdrowienie od sprzedawczyni w pobliskim sklepie czy zobaczyć pochód fanów na ulicy, ale nawiązań do tego świata jest pełno w każdego rodzaju produkcjach. Jeśli już zaczęliście, to przed Wami wielki świat do odkrycia i nie ogranicza się on tylko do kina i telewizji. Star Trek trafił już do każdego medium, od książek i komiksów poczynając, po gry video i planszowe. Macie w czym wybierać, a przy okazji możecie poznać ogromną wspólnotę ludzi, którzy patrzą na świat z ciekawej perspektywy.

  • LordVader

    Łojezu, ale klocuch 😉 Wincyj literkuf 😉 Ale czytało się ok, choć z niektórymi tezami autora, głównie z oceną ogólna jak i przyjemności oglądania konkretnych seriali i filmów, można by polemizować. Ale są gusta i guściki. Nie twierdzę ze autor się nie zna, ale coż… 😉

  • Paweł Sz

    Bardzo ładnie.
    Oglądam star treka ponad 10 lat. A enterprise juz ze 4 razy i dla mnie jest tuż za voyagerem.
    Pozdrawiam.